<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968</id><updated>2012-02-16T20:11:09.792+01:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://wladawsbn.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>19</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-322098800094680330</id><published>2011-08-01T16:49:00.017+02:00</published><updated>2011-08-01T18:22:06.527+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (187), 1 sierpnia 2011</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-lbT1BY_CrHo/Tja_vxSJ0kI/AAAAAAAAAGs/QVK740zGPUc/s1600/Feministki+3.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-lbT1BY_CrHo/Tja_vxSJ0kI/AAAAAAAAAGs/QVK740zGPUc/s320/Feministki+3.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: navy; font-family: Verdana,sans-serif; margin-top: 0.42cm;"&gt;&lt;span style="color: navy; font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Kogel-mogel z Joja i Cwajfogel&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; font-family: Verdana,sans-serif; margin-top: 0.42cm;"&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W poprzednim raporcie dałam do zrozumienia, że zniknięcie emisariusza Zylbersztajnowa miało związek z pojawieniem się w Komórce Racheli Cwajfogel, dyrektorki gabinetu w Ministerstwie Zagranicy, totumfackiej ministra i żony lektorki Puffel.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czytelnikowi należy się w tym momencie pewne wyjaśnienie:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dotychczas pod moim piórem "żona" oznaczała stan faktyczny, ale od kiedy oba kwiaty, Puffel i Cwajfogel, połączyły swoje szypułki urzędowym węzłem w Hiszpanii (plotka niesie, że ślub dawał i związek błogosławił sam Zapatero), termin "żona" musi ulec relatywizacji. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Gender studies&lt;/i&gt; nie pozostawiają miejsca na wątpliwości. Wyobraźmy sobie, że przed świeckim kapłanem Kaliszem wchodzą na kobierzec dwie przedstawicielki tej "dyscypliny naukowej", Magdalena Środa i Kazimiera Szczuka, obie w białych welonach. Czy Czytelnik będzie zdolny wskazać męża i żonę? Jeśli powie, a nawet pomyśli o dwu żonach albo dwóch mężach - ciężko za to zapłaci. Jeśli niecelnie wskaże męża - zapłaci dwa razy tyle &lt;i&gt;(jeszcze miesiąc, jeszcze rok - tolerancja zrobi skok!)&lt;/i&gt;. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Biorąc pod uwagę fakt, że siedzenie Cwajfogel mieści się na co dzień w spodniach znacznie szerszych od "mężowskich" i pomijąjąc fakt, że stanik Puffel ma znaczną przewagę nad biustonoszem żony, to ze względów praktycznych zostawię termin "żona" przy Cwajfogel. W omawianym stadle Cwajfogel jest o głowę wyższa od męża, ale za to mąż jest o półtorej dekady starszy od Cwajfogel i całość jakoś się bilansuje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nim skończę dygresję i wrócę do chronologii wydarzeń, przypomnę jeszcze, co zostało wyjaśnione w jednym z dawnych raportów. Oryginalne nazwisko Cwajfogel brzmiało Rachela Podwojny (imię było po matce, z domu Goldmacher). Kiedy po zawartym przez pomyłkę małżeństwie z niejakim tow. Siurkiem, w ministerstwie nie ustawał rechot, Rachela poszła za głosem koniunktury politycznej i pilnie przetłumaczyła nazwisko z polskiego na nasze. Po czym rozwiodła się z tow. Siurkiem, już jako Cwajfogel, mając za całe wspomnienie małżeństwa swój własny krzyk, kiedy w noc poślubną Siurek ukazał się jej w stroju rozrywkowo-prokreacyjnym).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na jakiś tydzień przed opuszczeniem Komórki Rewolucyjnej przez Lwa Dawidowicza dał się słyszeć Jojo, uparcie nucący czterowiersz. Melodia zmieniała się w funkcji spożycia Stolicznej, ale tekst trwał na posterunku niezmącony, jak niegdyś każdy I sekretarz na swoim szczeblu:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A imię jego nie jest już czterdzieści cztery,&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;tylko szóstka i piątka, po czym zer jest ciżba, &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ściślej - zer tych jest dziewięć, mówią buchaltery,&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;bo dziewiątka to bardzo jest przyjemna liczba.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- To nie kabała, tyle chcą! - zauważyła papuga Nadieżda szeptem i obie przechwyciłyśmy spojrzenie emisariusza, dla którego również wszystko było jasne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Chcesz Jajo kopa w dupę? - zapytał pro forma Lew Dawidowicz, unosząc się z krzesła w celu realizacji zadania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Możesz sobie Silberstein kopnąć w klatkę z twoim amazońskim indykiem - rozległ się głos lektorki Puffel.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nikt jej nie otwierał, czyli klucze musiała jej dać Centrala. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Przedstawiam wam dyrektorkę Rachelę Cwajfogel, która będzie u was pełniła obowiązki oficerki politycznej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- To ta z tyłu? - zainteresował się Hak, opuszczając WC w stanie niedopiętym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Kogo wy tu trzymacie za personnel? - rozległo się polipowym sopranem z ust świeżo przedstawionej oficerki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kilka kwestii naraz zawiesiło się w przestrzeni i zaczęło dygotać w oczekiwaniu na rozwiązanie. Rozwiązywanie zainicjował emisariusz Zylbersztajnow, który danej Jojowi obietnicy dotrzymał. W odpowiedzi Jojo wypuścił z rąk czarny notes i chwycił się za tyłek. Ze swojej strony papuga Nadieżda uderzyła skrzydłami po prętach klatki i trzeba było widzieć, jak obie lesby zderzyły się w panice o dobry metr dalej. Pełnego rozładowania sytuacji dokonał Hak, wołając, że Pierwsza Konna "gwałciła wszystko, co się ruszało, ale że Puffel i Cwajfogel zostałyby w każdych warunkach oszczędzone".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gwałtowne sapanie zakończyło pierwszy dzień urzędowania Cwajfogel na nowym stanowisku. Obie z Puffel porwały za torebki i został tylko po nich jakiś nieprzyjemny, trudny do sprecyzowania zapach. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie zabawił też w Komórce Jojo. Rozdarł się na temat bydlęcej formy antysemityzmu i uchylając przed wyplutą z klatki pestką, popędził za hiszpańskim małżeństwem. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pozostałe towarzystwo, z wyjątkiem udającej ból głowy Amam, rozsiadło się i jęło poganiać nalewkowego Mikołaja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kiedy żegnałam się z Nadieżdą, słyszałam strzępy przechwałek Haka z czasów, kiedy po stronie bolszewików wojował z Pierwszą Konną:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Chcesz hrabinę? - pyta mnie raz Budionny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Od razu mówię ależ owszem Siemionie Michajłowiczu, czy ja kiedy nie chciałem? Ludzie, jeszcze się nie odwróciłem, jak ona mnie już ciągnie do swojej sypialni, cała w rui, czerwona jak sztandar. Wszystko wokół ryczy ze śmiechu, taka brzydka. A ona macha cycami i ciągnie. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- I co - zaciekawił się Libero - dałeś się zaciągnąć?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Jak się zobowiązałem, to honor swój mam! - uderzył się po piersiach Hak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Na baby bydlę się rzucało! - źle przyjął zwierzenia Rebek. - Jakby chłopaka nie można było wykąpać!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ludzie - odwrzasnął Hak. - To był wulkan! Na baldachim się wdrapałem. Ona za mną na baldachim, a ja uciekam...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- No to ja też uciekam, Nadia - pogładziłam metal klatki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- I ja - włączył się telepatycznie Bazyl.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Uciekaliśmy z kotem bez pośpiechu. Było pochmurno i musiało przed chwilą padać. Bazyl wahał się przez chwilę, aż usiadł i zasygnalizował, że w piwnicach jest sucho. "Nie jadam myszy" - odpowiedziałam. Nie ruszył się, aż mu z podwórka nie pomachałam ręką.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Już sierpień, pomyślałam nie bez pewnej przykrości. Pięć tygodni od najdłuższego dnia w roku, a lato dziwne jakieś. Na zewnątrz niby dba o makijaż, a po cichu ubezpiecza się na życie. Jak wszyscy w naszych czasach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Resztę myśli zagłuszył mi młot pneumatyczny. Przy ścianie baru &lt;i&gt;Waikiki &lt;/i&gt;wąsaty chudzielec rozbijal pomniczek z czasów propagandy sukcesu. Jego ludzie ładowali na taczki kawałki betonu zbrojonego i pomyślałam sobie z niezwykłą finezją, że &lt;i&gt;nic nie trwa dłużej niż trwa&lt;/i&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z okna baru wychylił się i ujawnił aż za dużo białych zębów bramkarz Yoruba.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Klientów mamy od cholery - zaanonsował - to parę nowych pokojów się przyda.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Musiałam popisać się znakiem zapytania na twarzy , bo dorzucił wyjaśnienie - Za granicę ich nie stać, to...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Młot rozstukał się znowu i ograniczyłam się do wymiany pytajnika na kropkę pozorowanej satysfakcji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Chwilowo bardziej interesował mnie kryzys w Komórce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Władysława&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-322098800094680330?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/322098800094680330'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/322098800094680330'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2011/08/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-187.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (187), 1 sierpnia 2011'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-lbT1BY_CrHo/Tja_vxSJ0kI/AAAAAAAAAGs/QVK740zGPUc/s72-c/Feministki+3.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-3026002159737096131</id><published>2011-06-24T16:49:00.003+02:00</published><updated>2011-06-24T17:08:52.281+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (186), 24 czerwca 2011</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8h2pGNmydg8/TgSg784MKcI/AAAAAAAAAGg/l7PYLE33ttg/s1600/Emisariusz+Zylbersztajnow+i+Nadiezda.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-8h2pGNmydg8/TgSg784MKcI/AAAAAAAAAGg/l7PYLE33ttg/s1600/Emisariusz+Zylbersztajnow+i+Nadiezda.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #20124d; font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Po&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;ż&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;egnanie, kt&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;ó&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;rego nie &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;było&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp; &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czy mo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;na wyobrazi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; sobie Kom&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;rk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Rewolucyjn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; bez emisariusza Zylbersztajnowa?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jasne, że nie można.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tymczasem wypadki potoczy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;y si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; pr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;dko i bez ostrze&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;enia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;. Jak kamienna lawina. Zatrzyma&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; j&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; by&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;o mo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;na, ale - jak to uj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ęł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;a papuga Nadie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;da - czasem trzeba pozwoli&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;, aby ods&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;oni&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;a &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę pleśń i robactwo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pożegnania nie było. Wczoraj, kiedy zbierałam się do siebie, Lew Dawidowicz niespodziewanie uścisnął mi rękę. Krótko, po męsku. Powinnam była zapytać, co robi na kanapie jego walizka, ale w warunkach rewolucyjnych pyta&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ń&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; nie zadaje. "Jeśli chce, sam powie", pomyslałam. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie powiedział.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tym, co si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; naprawd&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; wydarzy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;o i co &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ods&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;oni&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;y "kamienie", zajm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; w nast&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;pnym raporcie.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; B&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;dzie w nim o wdrapaniu si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; na scen&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę niejakiej Cwajfogel, z grubsza biorąc kobiety, "żony" lektorki Puffel.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dzisiaj mam w oczach z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;o&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ść&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;, a w my&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;lach niecierpliw&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; pustk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;.  Dzisiaj chc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;rozmawiać, wspominać... &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jak gdybym się bała, że obrazy nagle zbledną, jeszcze zanim je pokryje agresywna i żarłoczna ziele&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ń&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; codziennych wydarze&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ń&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;. Jestem pewna, że Czytelnik moich kronik żywi sympatię wobec emisariusza Zylbersztajnowa. Cz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;owieka, który  potrafi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; zerwa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; ze z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;udzeniami, a starzej&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;c si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;, toczy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; z komunizmem swoj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; ma&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;łą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; wojn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; T&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ak dyskretną, że nie jestem pewna, czy sam sobie z jej wszystkich aspektów zdawał sprawę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kim był i jak nawigował pomiędzy wyspami wypychanymi z dna morza to przez Centralę, to przez samo życie?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Powspominajmy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Oto fragmenty raportu "Stopień niepolskości", z marca 2004:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Centrala postanowiła wzmocnić front antyfaszystowski. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Lwie Dawidowiczu, - zwróciłam się do emisariusza Zylbersztajnowa - podobno nadchodzą posiłki. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Emisariusz nie odpowiedział od razu, tylko podszedł do klatki z Nadieżdą, która na jego widok przestąpiła z nóżki na nóżkę, otworzyła dziób, ale zamknęła go z powrotem bez słowa. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Trójka sss...starozakonna. Wunderwaffe. Z forum Wprost podobno. Eeee, coś mnie jakoś suszy. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie czekaliśmy długo. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Katechetka, ministrantka, Fritz - przedstawili się kolejno. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Strony przyglądały się sobie. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Który to Silberstein? - zapytała Katechetka. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Zylbersztajnow - odpowiedział emisariusz, nie przerywając jedzenia (pożywiał się właśnie w ramach obiadu). &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Katechetka popatrzyła na ministrantkę i wycelowala palec z trzema pierścionkami w stronę talerza. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Schabowy - podpowiedział usłużnie Hak. - Ze świni. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- A mamusi jak było? - zapytała ministrantka. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Tierieszkowa, Jekatierina Wasiliewna - odpowiedział emisariusz i wyciągnął pustą szklankę w moją stronę. - Nalej kochana, bo dostanę wiatrów od buraczków. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;(...)&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Alleluja - zawołała Nadieżda.   &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ooo, ptaszek zna hebrajski - rozjaśniła się ministrantka. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Gęś to nie jest, ale tłusta i  koszer - wtrącił Fritz. - Papugi jeszcze nie jadłem.   &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Sraczki byś po mnie, kurwa, dostał  - jak nie wrzaśnie na to Nadieżda. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Przyznaję, że Nadieżda Igorowna  Orinoko nigdy jeszcze nie zbudowała zdania z podobnych słów. W dodatku na ich  potwierdzenie ulżyła sobie demonstracyjnie, wychylając kuper na zewnątrz klatki.   &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Nie tak to miało wyglądać, robinku  - biust katechetki rozpocząl falowanie o dużej amplitudzie.   &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;(…)&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nastąpiło milczenie i gdyby jakiś Velazques mógł i chciał namalować co rozpościerało się przed moimi oczami, obraz  byłby wielkiej wartości. Postacią centralną był emisariusz, który miał nogi  wyciągnięte na środek pokoju i nakładał sobie właśnie drugą porcję schabowego z  patelni, która z od nowa pustą szklanką grała rolę martwej natury. Przy oknie  stali odwrócony tyłem Misza i odwrócony przodem do szklanki Władysław. Z prawej  strony drapał się gdzieś poniżej pleców Hak, a obok niego znajdował się robin,  wychylony zza pleców Zylbersztajnowa w kierunku Katechetki.   &lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ta zajmowala dwie trzecie pozostałej  przestrzeni na lewo. Kompletnie nieruchoma, chciałoby się rzec - żona Lota. Po  jednej szóstej przestrzeni zajmowali ex equo ministrantka i Fritz. Oboje mieli  oczy skierowane w górę i ewentualna legenda do obrazu mogłaby zawierać wyjaśnienie, że ich spojrzenia koncentrowały się na lokatorce klatki zawieszonej  w miejscu na obrazie niewidocznym.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W raporcie z lipca 2004 mo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;na znale&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;źć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Wszystko zaczęło się dwa tygodnie temu. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Co tam sterczy? - zapytał emisariusz Zylbersztajnow, zanim jeszcze ściągnął buty.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Jojo, Lwie Dawidowiczu - szepnęłam dyskretnie. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Co za Jojo? &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Papuga Nadieżda uprzedziła mnie - Centrala przysłała to dzisiaj rano. Antysemityzmu szuka. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Zylbersztajnow podszedł do biurka, spod którego wystawała okolica krzyżowa, i trącił ją butem. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Oto moje papiery - powiedział Jojo, z głową już na wysokości marynarki emisariusza. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;(...)&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Towarzysz Silberstein? &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- A w mordę to kiedy ty Jajo ostatnio wziął? - zapytał emisariusz. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Kto pamięta mój raport z wizyty Katechetki, ministrantki i Fritza wie, że po tak zadanym pytaniu na przyrodzonej emisariuszowi galanterii pojawiają się pewne rysy. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Mamusia Lwa Dawidowicza nazywała się Jekatierina Wasiliewna Tierieszkowa - pośpieszyła z wyjaśnieniem Nadieżda i zasymulowała uśmiech przez szersze otwarcie dzioba. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Antysemita z Silb ... Zylbersztajnowa, jak widzę - wysyczał Jojo. - Hak, notes. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;(...) &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Jeszcze rok temu Lew Dawidowicz zaczynał od pierwszego toastu za Trockiego, z którym siedział w Meksyku, zanim pewna motyka nie położyła kresu ich współpracy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;             &lt;/div&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Dzisiaj, pierwszego toastu już nie było. Drugiego, ani żadnego innego zresztą też. Emisariusz gapił się przez okno i nie odwrócił się nawet, kiedy rozległ się ryk robina, który wlazł niechcąco na Bazyla, rozmiłowanego w Nadieżdzie kota dozorcy Siadkiewicza, i musiał ponieść tego konsekwencje. Zakochany kot - gorszy od tygrysa. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;W tym&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;e lipcu m.in. pisa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;am:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Emisariusz powrócił z Centrali i zarządził zebranie. Zanim jeszcze zdjął płaszcz. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;- Nalewać będzie Abstynent. A mnie, nalej ty, miła moja - zwrócił się do mnie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Od kilku dni było publiczną tajemnicą, że Mikołaj wypadł z łask Zylbersztajnowa zanim jeszcze w nie trafił - jego kwasy pod adresem katolicyzmu tyle interesowały emisariusza co kwasy żołądkowe hipopotama, ale ataki pod adresem Niepokalanego Poczęcia wywołały z nim nieukrywaną irytacje; jak pamiętamy, matka Lwa Dawidowicza była z domu Tierieszkowa i, również z domu, prawosławna. Dodam, że termin "abstynent" zajmował wysokie miejsce w słowniku epitetów emisariusza ("sukinsyn" zieleniał z zadrości o pięć pozycji niżej). &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;W atmosferze było coś takiego, że nikt nie ośmielił się wznieść toastu. Kiedy poziom nektaru rewolucyjnego rozpłaszczył się na dnie szklanek, emisariusz powąchał chleb, po czym zakąsił. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;- No, Władzieńka ... - Zylbersztajnow wyciągnął ponownie w moim kierunku szklankę. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;(...) &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Krótko mówiąc - wznowił Zylbersztajnow - i jak wynika z raportów obecnej tu Władysławy, komórka nasza istnieje, aby toczyć słuszną i nieustępliwą walkę z reakcją i Redakcją. Walka ta powinna być skuteczna, co w środowisku konserwatywnym oznacza, że powinna być ograniczona do niezbijalnych argumentow, powściągliwa w środkach i skromna w formie. Wróg nasz powinien zorientować się w kwestii naszych metod dopiero, gdy już będzie za późno, czyli gdy znienacka przestanie być naszym wrogiem i będzie z tego zadowolony. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Kurwa, ale jak zabraknie wroga, to Centrala rozpirzy komórke i koniec z nektarem - wyrwało się kasandrycznie z piersi Haka i czuło się, że wszystkie pozostałe piersi, z wyjątkiem Mikołajowej, gotowe były wydać z siebie identyczne sygnały. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Towarzysze pozwolą, że będę miał to w dupie, ponieważ, zważywszy waszą skuteczność, to się nigdy nie stanie, ale jeśli nawet by się stało, to ja już wtedy będę karmił sobą pierwsze stadia ewolucji w zakresie robactwa, a wam tak wydmie wątroby, że szkodzić wam będzie nawet kompot z rabarbaru. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Mamy jednak pewne sukcesy - odzyskał wigor korek. - Mikołaj usunął choinkę, pogański symbol skutków gwałtu, którego tzw. Duch Święty dopuścił się na Marii, który rajcuje mohairowe bereciki i inne oszołomy. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Możesz to powtórzyć, Kapsel, jeszcze raz - Bo za cholerę nic nie zrozumiałem. - wykazał się cierpliwością emisariusz. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Z odsieczą erudycie przyszedł Hak. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;- Chujinka została wypieprzona za okno. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Zylbersztajnow spojrzał na Nadieżdę, która rozpostarła skrzydła i złożyła je z powrotem.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kiedy zdecydowałam się kontynuować swoje kroniki na własnym blogu, tak oto, we wstępie do nowego cyklu,  przedstawiłam emisariusza:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Komórką Rewolucyjną, nazywaną czasami "Na wysokim piętrze", kieruje emisariusz Lew Dawidowicz Zylbersztajnow. Niewiele o nim wiadomo - któregoś dnia pojawił się w Komórce, z papugą na ramieniu, klatką w jednym ręku i walizeczką w drugim.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Lew Dawidowicz dał mi kiedyś do zrozumienia, że swoją rewolucyjną młodość spędził w Meksyku z Lwem Dawidowiczem Bronsztajnem, ksywa Trocki. Kres jego młodości położył cios pewnego żelastwa. Cios ten sam, który przeciął nić życia Trockiego. Wiek dojrzały emisariusza charakteryzował się przeróżnymi, starannie ukrywanymi wątpliwościami, a jego wiek emerytalny cechuje zupełny brak złudzeń. W głębi duszy emisariusz jest porządnym człowiekiem, nie ukrywającym zbytnio obrzydzenia wobec działających w Komórce rewolucjonistów i szczerej przyjaźni wobec papugi Nadieżdy, osobowości numer 2 (a może nawet numer 1) w Komórce.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 1.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Dodam, że ja sama darzę Nadieżdę ogromną i zdecydowanie wzajemną sympatią. Pełne nazwisko papugi brzmi Nadieżda Igorowna Orinoko, a jej ojciec, Igor Amazonicz, przebywając w biurze autora powiedzonka o "zaplutym karle reakcji", wypowiedział się swobodnie - za co ukarano go śmiercią przez otwarcie klatki i wpuszczenie do biura kota Fiedii.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na tym wspomnienia urwę. Bez uprzedzenia. Obejdę się z Czytelnikiem, jak życie obeszło się ze mną.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Reakcje w Komórce są zróżnicowane. Cwajfogel czyni wokół siebie tyle wiatru, że trudno te reakcje zidentyfikować. Niespodziewanie przygnębiony wydaje się Hak. Rebek eksponuje swoje ranne różowe pantofle z błękitnym puszkiem, ale sprawia wrażenie zamyślonego. Libero wystaje w oknie i w tym momencie, od dobrej godziny, gapi się w kierunku baru &lt;i&gt;Waikiki&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;.&amp;nbsp; Amam zamknęła się w sypialni, a Jojo łazi ze swoim nowym czarnym notesem, następcą tego, który został &lt;/span&gt;&lt;i&gt;na zawsze&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; zakopany w doniczce z asparagusem?  Przez kogo? Przez Lwa Dawidowicza, przypominam.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Kot Bazyl siedzi pod klatką, jakby czekał na instrukcje. Deklaruje gotowość przegryzienia gardeł parce Cwajfogel-Puffel, ale telepatyczne pozwolenie nie nadchodzi, ani z klatki, ani ode mnie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Bazyl daje mi w końcu do zrozumienia, że lepiej będzie jeśli zostanie w lokalu rewolucyjnym ze względu na bezpieczeństwo papugi, a ja patrzę na niego z uznaniem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Sama nie wiem, czy chcę zostać czy iść. Na dworze jest ni ciepło, ni zimno. Nie pada, a ja bez sensu sprawdzam, czy mam w torebce parasolkę. Czas traci płynność i ciągłość. Krajobraz, jak puzzle, dzieli się na kawałki i składa chaotycznie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Na ulicy daję sobie sprawę, że Nadieżda wie "coś więcej" i że jutro sobie na ten temat pogadamy. Ta świadomość przynosi mi ulgę i mam nadzieję, że Czytelnikowi również. A tymczasem świat niech się kręci.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Władysława&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-3026002159737096131?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/3026002159737096131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/3026002159737096131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2011/06/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-186.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (186), 24 czerwca 2011'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-8h2pGNmydg8/TgSg784MKcI/AAAAAAAAAGg/l7PYLE33ttg/s72-c/Emisariusz+Zylbersztajnow+i+Nadiezda.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-423849115618066568</id><published>2011-04-21T10:06:00.003+02:00</published><updated>2011-04-21T18:52:53.044+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (185), 21 kwietnia 2011</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-N0UKmQJqFhQ/Ta_hcuNnswI/AAAAAAAAAGU/Jp9N-me2Dwg/s1600/bar+Waikiki+1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-N0UKmQJqFhQ/Ta_hcuNnswI/AAAAAAAAAGU/Jp9N-me2Dwg/s1600/bar+Waikiki+1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;b style="color: #20124d;"&gt;Waikiki&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b style="color: #20124d;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;pedia&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;III Prawo Papugi Nadie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;dy nie zosta&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;o wzi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;te z powietrza, tylko z obserwacji. Obszarem bada&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ń&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; naukowych Nadie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;dy by&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;a nie tylko Komórka Rewolucyjna, ale r&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;wnie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; wszelkie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ycie pozakom&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;rkowe. III PPN brzmi "Jeśli jest do zrobienia jakieś świństwo, to zgłosi się co najmniej jeden ochotnik" i dla wszelkiego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ajdactwa jest bardzo optymistyczne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Je&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;li chodzi o rewolucj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; na naszym "wysokim pi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;trze", to s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;bowe p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;olecenia świństw nadchodziły z Centrali regularnie i zawsze nosi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;y podpis Lwa Mojsiejewicza Szapirowa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zgodnie z najnowszym rozkazem Centrali, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Komórka powinna "robi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; szybciej nogami"&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; na polu korygowania Wikipedii. Żądanie znajdowało się w żółtawej kopercie, a na wysokie pi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;tro wni&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; je dozorca Siadkiewicz, znany z biustu swojej żony i r&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;nych sentencji o charakterze &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;yciowym. Dzisiejsza z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ota my&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;l &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;brzmiała &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;"Wszystko się godzi, co nie zaszkodzi" &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;i by&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ła&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; wypowiedziana na widok szklaneczki Stolicznej, wyci&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;gni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;tej &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;przez&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; emisariusza Zylbersztajnowa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czuj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; w obowi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;zku uprzedzi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Czytelnika&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;e m&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;j akompaniament wyprzedza muzyk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;o kilka godzin. Koperta nie zosta&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;a otwarta w mojej obecno&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ci, a pr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;óż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ne&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; zaciekawienie jej &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;zawartością&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; j&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ęł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;a dzieli&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; ze mn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; nie tylko&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;papuga Nadie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;da, ale r&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;wnie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Amam - znana jako g&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;o&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;na cz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;onkini stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita i cicha agentka wywiadu M., oraz  Miko&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;aj, abstynent wielop&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;aszczyznowy. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Koperta zosta&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;a bowiem bez respektu wci&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ni&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ta do &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;kieszeni emisariusza Zylbersztajnowa, kt&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ry w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;a&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;nie opuszcza&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; lokal na czele&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; delegacji, udaj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;cej si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; do baru &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Waikiki&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;dokąd zaprosił ją&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; redaktor Sobakiewicz na "zebranie plenerowe".&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/post-edit.g?blogID=5740517260599461968&amp;amp;postID=423849115618066568" name="76464028826050314941"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Jeszcze Rewolucja nie powróciła z baru, jak zadzwoniła do mnie pensjonarka Carmen (nad barem &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Waikiki&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; mieści się instytucja o charakterze towarzyskim, którą na w&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;asny rachunek&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; nazywam pensjonatem). Otóż bramkarz Yoruba, z nud&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;w przys&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;uchuj&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;cy si&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; zebraniu, miał zarejestrować i odtworzy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; przed ni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ą &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;strzępy dyskusji, w których to strz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;pach pojawiała się nazwa baru, tyle &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;e&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; w formie wzbogaconej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;.  Czarnosk&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ry Yoruba gotów był da&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; sobie wyrwa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; wszystkie blond w&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;osy, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;e&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; w nowym s&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;łowie zawiera&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;o si&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; co&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; wi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;cej ni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;7 liter oryginalnego "Ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ajkiki".&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie wiem, w jakim stanie była I Konna Budionnego po przedłużonym biwaku w żeńskim klasztorze we wschodniej Galicji, ale jeśli wyglądała tak, jak nasza delegacja wracająca z &lt;i&gt;Waikiki&lt;/i&gt;, to jasne, że bolszewicy wojnę z Polską przegra&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; musieli.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Najlepiej trzyma&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; si&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; emisariusz Zylbersztajnow, kt&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ry nim przewr&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ci&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; si&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; na kanap&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;, wr&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;czy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; mi poszarpan&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; kopert&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; i podj&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ął&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; nieudan&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; pr&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;b&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; koncentracji &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;spojrzenia na klatce.  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;O ile jednak Lwa Dawidowicza wpisałabym do rubryki  "obłożnie nietrzeźwy", to ju&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; resztę - do kolumny "pijany obelżywie".&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-0oSECGMOlN4/TbBgUUYdZ6I/AAAAAAAAAGc/N--qD1IPmwQ/s1600/bar+Waikiki+2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-0oSECGMOlN4/TbBgUUYdZ6I/AAAAAAAAAGc/N--qD1IPmwQ/s1600/bar+Waikiki+2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;W tym momencie ponownie zadzwoniła Carmen, tym razem z pytaniem "czy doszli?". - Do siebie dojdą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;jutro, ale u siebie już są - odpowiedziałam. - A co z Sobakiewiczem? - zainteresowałam się &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;pro forma&lt;/i&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;. - Chyba nie żyje - poinformowała Carmen. - Ale Yoruba odprawia nad nim jakieś murzyńskie egzekwie, to kto wie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; font-variant: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;W kopercie znajdowało się polecenie, które już, w ramach wybiegania przed orkiestrę, przedstawiłam. Żądanie, żeby Wikipedia była jeszcze bardziej podfarbowana na niebiesko, nie zaskoczyło mnie - niespodzianka zawierała się w treści wysmarowanego na kratkowanym papierze "&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;u&gt;Protokołu z zebrania plenarnego w &lt;/u&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;u&gt;Waikiki&lt;/u&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;u&gt;, w kwietniu 2012 r.&lt;/u&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Widać&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;było, że protokolant zgubił&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;się&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;gdzie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ś&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;pomiędzy dniem miesiąca a &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Anno Domini&lt;/i&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Protokołował Hak:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; font-variant: normal;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;"W zebraniu wzięliśmy udział&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;z wyjątkiem barmana, który wycierał&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;szklanki niecenzuralnie. Na początku poświęciliśmy zebranie nowej cyjanopedii internetowej &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Waikiki&lt;/i&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;pedia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; font-variant: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: left;"&gt; &lt;span style="font-size: small;"&gt;Punkt 1 - wymyślenie terminów i przymiotników do pierwszego hasła.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Zebrano takie terminy i przymiotniki jak: Margerita, a gdzie tequila, barman złodziej, najwybitniejszy umysł od czasów Wincentego Witosa Kadłubka, szlachetny profil, ci te oczi mogą kłamać z magnetofonem, nie zaczepiać, bo sprawa w sądzie, niech żyje Adam i Ewa Michnik, Między panem a szlabanem, a to co to, kurwa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;".&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif; text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Punkt 3 - Głosowanie, o kim ma być hasło z punktu 1 wyżej:&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;ul style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-left: 0.75cm;"&gt;&lt;li&gt;&lt;blockquote style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 2.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Hak:  Michnik Adam i Ewa, albo Kuroń Bronisław, albo Geremek imię  zapomniałem &lt;/span&gt;  &lt;/blockquote&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;blockquote style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 2.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Libero:  Senyszyn Pelagia &lt;/span&gt;  &lt;/blockquote&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;blockquote style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 2.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jojo:  Szulernich Michał albo Stefa Michnik &lt;/span&gt;  &lt;/blockquote&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;blockquote style="margin-bottom: 0cm; margin-left: 2.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rebek:  Adolf Biedroń i Michnik &lt;/span&gt;  &lt;/blockquote&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;blockquote style="margin-left: 2.25cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Led  Dodawowicz: Dawaj barman gitarę &lt;/span&gt;  &lt;/blockquote&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;blockquote style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Punkt 3 - Pierwsze hasło &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Waikiki&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;pedii wygrał Michnik, łapy przy sobie, Rebek.&lt;br /&gt;Punkt 3 - Nie mnie tylko jego podnoś, ty czarny hebanie.&lt;br /&gt;Punkt 5 - Carmen mówi, że Śluzik-Krostkowska coś do własnej zupy, ale co? Lew Dawidowicz dosłyszał, ale się niestosownie wyraził, to przemilczę."&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pozostałe linijki albo były nieczytelne, albo wolałabym, żeby nieczytelne pozostały.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Niewątpliwym wydarzeniem był akt erekcyjny nowej encykopedii, czy - jak chciał protokolant Hak - cyjanopedii internetowej &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Waikiki&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;pedii&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;, której sława bez wątpienia rozejdzie się&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;jeśli nie po&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-variant: normal;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;świecie, to po kościach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jak przyjmie ją Centrala i Centrala Central? - oto jest pytanie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Moje wątpliwości podzielał kot Bazyl. Oboje uznaliśmy jednak, że lepiej będzie tych wątpliwości poza Komórkę nie wynosić i że wiosna - to jest pora roku nie na niepewność, tylko na życie intensywne. Jego wektor powinien być rysowany grubym kolorowym pisakiem, a mocna strzałka powinna być skierowana od lewa do prawa. Zgodnie z kierunkiem, z jakim pisze swoją historię życie naszej cywilizacji, wciąż jeszcze przed jakimś bliżej nieznanym zakrętem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kiedy Bazyl skręcił do piwnic, pozwoliłam sobie jednak na moment lojalnej słabości. Wyobraziłam sobie papugę Nadieżdę, zawieszoną nad zwłokami rewolucjonistów i skazaną na towarzystwo Mikołaja, pociągającego przez słomkę jakieś pietruszkowo-szpinakowe paskudztwo, smutną i znudzoną. I w końcu zadzwoniłam na górę, żeby Mikołaj nalał jej do pojnika 5 ml rumu, z tej butelki, która ukryłam przed Hakiem, już "on wie gdzie".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Władysława&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-423849115618066568?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/423849115618066568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/423849115618066568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2011/04/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-185.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (185), 21 kwietnia 2011'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-N0UKmQJqFhQ/Ta_hcuNnswI/AAAAAAAAAGU/Jp9N-me2Dwg/s72-c/bar+Waikiki+1.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-5511622720544001130</id><published>2011-03-29T14:33:00.012+02:00</published><updated>2011-03-29T17:53:16.018+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (184), 29 marca 2011</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #20124d; font-family: Verdana,sans-serif; margin-top: 0.42cm; page-break-after: avoid;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;Seksmisja w gabinecie z cieniami.&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Za oknem było lekkie zachmurzenie i dzień zapowiadał &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;się &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; byle jak. Co według Haka musiało być dobrą wróżbą, bo jego ryk, dochodzący z łazienki, wprawdzie zawierał jeden tylko element, powtarzalny i ledwie  dwuwierszowy, ale treść i siła poetyckiego wyrazu wskazywały na wysoki poziom wiary w 12 godzinną przyszłość:&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Twe ciało pręży się i gnie&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;na widok męża oraz mnie...&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;(da capo al fine)&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Siedząca już przy stole rewolucja zaczęła wykazywać objawy zniecierpliwienia, kiedy emisariusz Zylbersztajnow powrócił z baru &lt;i&gt;Waikiki&lt;/i&gt; i wyczytał w gazecie informację, że powstał &lt;b&gt;Gabinet Cieni Kongresu Kobiet&lt;/b&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-OQziI48Rhdg/TZHTol2HM5I/AAAAAAAAAGQ/ALIfUsll-I4/s1600/Feministki+4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-OQziI48Rhdg/TZHTol2HM5I/AAAAAAAAAGQ/ALIfUsll-I4/s1600/Feministki+4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Był najwyższy czas - oceniła Amam, agentka wywiadu M.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Nie był - zaprzeczył emisariusz. - Powiedzieli w kiosku, że Najwyższy Czas był, ale wybył.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Amam pomarszczyła się i zajęła cichą analizą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Wszystko, co ten gabinet cieni z siebie wyrzuci, to cień na kobiety - oceniła papuga Nadieżda.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Gówno wyrzuci - wychylił się z łazienki Hak. - Cieniasy nie rzucają cienia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Żyd  nie żyd, ale z Haka seksista, rasista i antysemita - zakomunikował Jojo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- I homofob! - napuszył różowy puszek na kapciu Rebek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jako aranżer, Hak nie miał sobie przy stole równych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- A zeżreć coś na podkład nie łaska? - skomentował jego uniesioną szklankę Mikołaj.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Poczytaj, Nadia, bo mi okulary mgłą zaszły - wsunął gazetę do klatki Lew Dawidowicz;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Premier: Danuta Hübner - posłusznie odczytała Nadieżda.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Mamy to w … - zainicjował recenzowanie Hak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Cicho, bydlaku! - wrzasnęła Amam. - O kobiecie z dobrej rodziny mówisz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Aha! - mruknęło w klatce - A jużci!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Minister Spraw Zagranicznych: Jolanta Kwaśniewska.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Dla mnie mogłaby być raczej Siadkiewiczowa - spojrzał na Mikołaja Libero.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Pani Mania? - rzucił mu mało ewangeliczne spojrzenie protestant Dnia Siódmego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Bo ma cyce jak donice! - uzasadnił Hak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Coś sprawiło, że kot Bazyl podniósł &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;łepek &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;z tworzonego przez siebie na środku stołu ryżego obwarzanka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Powietrze wypełniło się parą. Kiedy Mikołaj był w pokoju, o żonie gospodarza domu można było mówić tylko dobrze. A jeszcze lepiej wcale. Papuga postanowiła nie dopuścić do jatki:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Minister Edukacji, Nauki i Sportu: Magdalena Środa&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Kurwa mać! - nie wytrzymał Rebek. - Gdyby nie fakt, że dobre wychowanie mi nie pozwala używać wyrazów, to usłyszelibyście.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Sam bym tego lepiej nie ujął - zachwycił się Hak. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-noun-M58HhM/TZHQxD3QKdI/AAAAAAAAAGM/XfiZNhMqbn0/s1600/Sroda+3+o+kulturze+%25282%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-noun-M58HhM/TZHQxD3QKdI/AAAAAAAAAGM/XfiZNhMqbn0/s320/Sroda+3+o+kulturze+%25282%2529.jpg" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Minister Pracy i Spraw Socjalnych: Henryka Krzywonos - zaniosła się śmiechem klatka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Wiceminister zdrowia: Wanda Nowicka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Brawo - rozdarła się Amam. - Braaaaawo, brawo, brawo!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Koty mają słuch delikatny. Bazyl rozwinął się z obwarzanka do linii prostej, przeciągnął i gdzieś podreptał. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Zamknij się, Amam! Jeszcze kota uszkodzisz! - huknął pieścią po stole emisariusz Zylbersztajnow.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Pan się opanuje, Lwie Dawidowiczu! - syknął Jojo, który jako jedyny nie zdążył poderwać szklanki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Wanda Nowicka, to ta, którą trzeba doprowadzać do sądu siłą? - odegrał dezorientację Mikołaj?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Emisariusz Zylbersztajnow ograniczył się do splunięcia. Jego odpowiedź wydała mi się trafna, acz nieprzesadnie higieniczna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Minister Kultury: Kazimiera Szczuka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Nie, no kurwa, to jakiś prima-aprilis z przedwczesnym wytryskiem! - podskoczył Libero. - Którego dzisiaj mamy?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Co to za szmata, którą przynieśliście tutaj, Lwie Dawidowiczu? - gwałtownie zainteresował się Jojo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Papuga wysunęła gazetę przed pręty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Gazeta Wyborcza - przyjrzał się papierowi Rebek. -  Ja uważam, że Kazia Szczuka, to bardzo dobry wybór. Ale że mnie Kongres nie wybrał, tego nie zrozumiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Do gabinetu kobiet? - dał się zaskoczyć Libero.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Są kobiety i kobiety - zmierzwił napuszony przed chwilą puszek Rebek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- A z ciebie co, abstynent? Też perekińczyk? Za papieża chcesz zostać? - fuknął Lew Dawidowicz. - A tu Jojo ma w szklance sucho, jak Hak rano w pysku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- A mam! - odszczeknął detektor antysemityzmu. - Nie widzę, żeby w tym gabinecie mniejszości były reprezentowane jak trzeba.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- A kto je tam sprawdzał, te ministerki! - przyjrzał się sufitowi emisariusz. - Czy to ja słyszał, jak one po schodach złażą?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Gdzie mój notes? - rozkrzyczał się Jojo. - Kto mi ukradł notes?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Kapuj Jojo przez komórkę - poradziła papuga. - Będzie szybko i nowocześnie. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Czekaj ty, drobiu równikowy. Jeszcze cię zobaczę na ladzie, zimną i oskubaną jak wulgarną kurę - stracił nerwy Jojo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nerwy i niejeden ząb. Patrzyliśmy bez większego współczucia, jak Lew Dawidowicz wyciąga go zza stołu i wynosi z lokalu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Był czas "wypić coś wreszcie", jak to ujął Hak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zwłaszcza, że było za co. Pod warunkiem, że z czarnego notesu Joja zostanie tylko ceratka . W doniczce z asparagusem. Tam, gdzie go umieścił emisariusz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Trzeba to teraz dobrze podlewać - nadał telepatycznie Bazyl, dowodząc że kociego oka radary i sonary nie zastąpią.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ze swojej strony nie będę szczędził wysiłków - kontynuował. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z tym uśmiechem, którego tajemnicę częściowo zdradził Lewis Caroll.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ostrożnie, Bazyl - wysłałam. - Rośliny doniczkowe lubią raczej wodę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Koty znają się na własnych żartach - odpowiedział.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;U podnóża schodów, usłyszeliśmy parę nieszczególnie cywilizowanych dźwięków, po czym ujrzeliśmy, jak emisariusz Zylbersztajnow przymyka drzwi do piwnicy i usłyszeliśmy, że "obejdzie się bez pogotowia, a do dentysty, to on sam trafi".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Pójdę i zobaczę - zaoferował się na nieznanych fizyce falach Bazyl. - Jakby co, to miauknę. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Miauknięcia nie było, więc wyszłam na powietrze. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Lekkie zachmurzenie nie schodziło z nieba. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A czy jest coś lepszego na zapach wiosny, jak lekkie zachmurzenie? &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Takie, ani za silne, ani za słabe?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Władysława&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-5511622720544001130?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5511622720544001130'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5511622720544001130'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2011/03/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-184.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (184), 29 marca 2011'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-OQziI48Rhdg/TZHTol2HM5I/AAAAAAAAAGQ/ALIfUsll-I4/s72-c/Feministki+4.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-7646402882605031494</id><published>2011-03-09T14:01:00.003+01:00</published><updated>2011-03-09T14:18:34.847+01:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (183), 9 marca 2011</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-RAjh2JbmOIo/TXd5KnwctVI/AAAAAAAAAF8/ndaM2ro1MEE/s1600/Dzien_Kobiet+1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="186" src="https://lh6.googleusercontent.com/-RAjh2JbmOIo/TXd5KnwctVI/AAAAAAAAAF8/ndaM2ro1MEE/s200/Dzien_Kobiet+1.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #20124d; font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #20124d; font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #20124d; font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Brak zrozumienia dla Dnia Kobiet&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #20124d; font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;i post ścisły&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wczoraj, 8 marca, był tzw. Międzynarodowy Dzień Kobiet. Byłam pewna, że ktoś się popisze pamięcią i nie omyliłam się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jako pierwszy wylazł z sypialni na światło dzienne Jojo i wyciągnął przed siebie pęczek goździków, łodygami do góry.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po czym starannie ustawił się tyłem do klatki, a przodem do przeciągającej się w drzwiach Amam, znanej Czytelnikowi jako agentka wywiadu M.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Najlepsze życzenia dla naszych pań!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Znowu? - wynurzył się zza pleców Amam Hak. - Jeszcze nie wyleczyłem kaca ze świętowania rok temu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- "Nie ma wątroby zdolnej wytrzymać wszystkie toasty" - zauważyła papuga. - Chciałabym, Władziu, żeby to przeszło do historii jako IX Prawo Papugi Nadieżdy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;(Uwadze Czytelnika nie umknął fakt, że sentencję zdążyłam ubrać w cudzysłów, zanim jeszcze Nadieżda zastrzegła sobie &lt;i&gt;copyright&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;.)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- A ty paszoł z tymi gwoździami! - dosyć szorstko odezwał się od drzwi emisariusz Zylbersztajnow, wracający z porannej kawy w &lt;i&gt;Waikiki&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;. - Ty spał z nimi czy co?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;W istocie, wyglądało na to, że pokładowy detektor antysemityzmu przechowywał swój bukiecik bez wody.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;A teraz zaczął wyglądać na zdenerwowanego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- To wam się, Lwie Dawidowiczu, już nie podoba święto zaproponowane przez niemiecką komunistkę Klarę Zetkin podczas drugiej międzynarodówki feministycznej w Kopenhadze, w 1910 r.?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Mnie się ono przestało podobać jeszcze przed trzecią międzynarodówką. Chcesz w mordę?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Wykosztowałem się - poszukał ogólnego współczucia Jojo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- To może idź i zanieś to kwiecie Magdalenie Środzie - poradziła papuga.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Najpierw ci z dupy wyrwę parę piór dla przybrania - wściekł się Jojo. - Co ja, masochista?!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Nie bij go, Lowa - pośpieszyła z interwencją humanitarną Nadieżda. - Jeszcze mi pierza nie uszkodził. A za Środę mógłby jak najbardziej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Prawilno! - przestał ukrywać wesołość emisariusz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-_aj5IJceou0/TXd5e8XO_8I/AAAAAAAAAGA/5vKX7Wqmbbc/s1600/Clara+Zetkin+und+Rosa+Luxemburg.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh5.googleusercontent.com/-_aj5IJceou0/TXd5e8XO_8I/AAAAAAAAAGA/5vKX7Wqmbbc/s320/Clara+Zetkin+und+Rosa+Luxemburg.jpg" width="173" /&gt; &lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Odniosłam wrażenie, że rok 2011 obędzie się bez święta kobiet w Komórce Rewolucyjnej na Wysokim Piętrze. Co więcej, niektórzy sprawili wrażenie zadowolonych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ja bym to kurwa oblał - zaoferował się Hak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Rusz tyłek, abstynent - uruchomił Mikołaja emisariusz Zylbersztajnow. - I nie zapomnij o kabanosach, co to nam gospodarz domu łaskawie podrzucił.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Marchwi wam z selerami nagotuję - wyzłośliwił się protestant. - Środę Popielcową macie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Lew Dawidowicz jest prawosławny, ale na pewno bez mięsa dzisiaj wytrzyma - zastąpiła niewiadome wiadomym papuga.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Mnie kabanos podniebienia nie przedziurawi - zaniepokoił się Libero.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ani mnie - dołączył do rebelii Rebek. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ani mnie - rozszerzył duet do tercetu Hak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Hak - szarpnęła go za ramię Amam - kabanos nie jest koszer!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Co on nie jest? - próbował zyskać na czasie Hak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- On nie jest z bobra, tylko, tfu, ze świni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- To będę łykał bez żucia - zaparł się religii przodków Hak. - Cała Pierwsza Konna tak robiła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Gówno będziesz łykał - zadecydował emisariusz. - Jak post, to post. A ty, abstynent, pierogów nam narobisz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Narobić to ja wam mogę - mamrotał wdziewając fartuszek Mikołaj, wegeterianin i protestant Dnia Siódmego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-n08-H_OrlHs/TXd5p6CdXKI/AAAAAAAAAGE/8w3UtzEz7JM/s1600/proch+Popielec.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="https://lh4.googleusercontent.com/-n08-H_OrlHs/TXd5p6CdXKI/AAAAAAAAAGE/8w3UtzEz7JM/s200/proch+Popielec.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Spojrzałam na Bazyla. Miał na pyszczku niejasność.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- To co? - nadał telepatycznie. - Ja też mam się dzisiaj powstrzymać od myszy?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Przez solidarność zawsze możesz - wysłałam mu okrutny &lt;i&gt;message&lt;/i&gt;. - Ale na Dzień Kocic masz moje upoważnienie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Zbytek łaski - wytransmitował. - Obchodzić będę na dachu. I nie dzień kocic, tylko noc.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Uważaj na siebie - zatroszczyłam się. - Stromo tam, a i rynny niepewne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Władysława&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-7646402882605031494?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7646402882605031494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7646402882605031494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2011/03/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-183.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (183), 9 marca 2011'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-RAjh2JbmOIo/TXd5KnwctVI/AAAAAAAAAF8/ndaM2ro1MEE/s72-c/Dzien_Kobiet+1.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-3957153641578563177</id><published>2011-02-16T15:53:00.006+01:00</published><updated>2011-02-16T18:40:40.496+01:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (182), 16 lutego 2011</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-a27A-RvXCbQ/TVvd-zef-sI/AAAAAAAAAF0/sdUv-MK52Js/s1600/woda+w+Gulf+of+Mexico.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="128" src="http://1.bp.blogspot.com/-a27A-RvXCbQ/TVvd-zef-sI/AAAAAAAAAF0/sdUv-MK52Js/s200/woda+w+Gulf+of+Mexico.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: white; font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: blue; font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Rewolucja... Grosso modo&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;Ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ycie aktywnego uczestnika walki klas nie sk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ada si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; z samych rewolucji, wojen domowych, pucz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w wojskowych, przewrot&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w pa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;acowych&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;, marsz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w na stolic&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę, gwałtów na zakonach żeńskich, modnych ostatnio obl&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ęż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;e&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ń&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; zakon&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;męskich,  oraz z innych podobnych aktów skierowanych przeciwko ciemiężcom ludu pracującego miast, wsi i willowych osiedli podmiejskich.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wbrew obiegowym opiniom, odznaczenia bojowe można zdobyć przez codzienną uciążliwą pracę u podstaw, w gruncie rzeczy pełną barw: raz gwałtownych jak czerwień, raz jak czerwień łagodnych.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pe&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;na&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; gama kolorystyczna, rozciągająca się od czerwieni rewolucyjnej po czerwie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ń&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; codzienn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;, zawiera w sobie bogactwo kolorów o wszystkich dopuszczalnych odcieniach: mamy więc czerwień w postaci wysyconego błękitu zwanego "błękitem słusznym" &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;alias&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; "błękitem bankowym" &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;vulgo&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; "bliskowschodnim", mamy czerwień ekologiczną o widmie ograniczonym do głębokiej zieleni i mamy wreszcie czerwień tęczową, tzw.  "tęczę ŚDM, Światowych Dni Młodzieży" &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;primo voto &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;"tęczę kochających inaczej".&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Wypada dodać, że z powodu przeskok&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w iskier mi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;dzy jedn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; tęcz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; a drugą, tęcz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; ŚDM ograniczono do &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;podtęczy, z&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;o&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;onej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt; z trzech kolorów o znaczeniu &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;&lt;i&gt;stricte&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt; religijnym. W środowiskach rewolucyjnych redukcję tę przyjęto źle i zaliczono do kroków &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;&lt;i&gt;par excellence&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; homofobicznych.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Akty drobnego codziennego bohaterstwa rewolucyjnego pozostają aktami walki. Czytelnik nie domyśla się nawet, z jaką gwałtownością odrzuciłam pokusę zmiany tytułu moich kronik. Miałażbym, zamiast raportów pod dumnym i mocnym zawołaniem "Z frontu walki z reakcją i Redakcją", pisać wypracowania pod tytułem "Z frontu psucia forów reakcyjnych", "Z frontu szczucia na Radio M. i ojca Redaktora", "Z frontu rewolucyjnego siorbania Stolicznej" czy "Z frontu popierania Bronisława K. z małżonką"?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zamiast więc zajmować się przelewaniem frontu, z pustego w próżny, energicznie powrócę do zadań, które nałożył mi na barki dr Fciak, dyrektor naszego WSBN: do kronik z życia Komórki Rewolucyjnej na Wysokim Piętrze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W ostatnim okresie jedno tylko wydarzenie wysunęło głowę powyżej poziomu walki codziennej. Była nim wizyta  ważniaka z Centrali Nowojorskiej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Hm, była i nie była. Kwestię tę rozstrzygnie w ciągu minut sam Czytelnik. Pomieszane zostały bowiem gatunki - litery z duchem, patosu z trywialnością, czasu przeszłego dokonanego z niedokonanym...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ale, po kolei - jak powiedzia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; przecinek do zdania podrz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ędnego&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="LEFT" style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Żółtawą kopertę dostarczył jak zwykle motocyklista na rowerze, a na piętro wniósł ją dozorca Siadkiewicz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gospodarz domu źle wybrał moment, bo jego dzwonek przerwał pewną rozmowę. Interesujący dialog ledwo się narodził, a ju&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ż &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;został akustycznie rozdeptany.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rebek i Jojo usiedli na boku, i nie byłoby w tej konfiguracji niczego dziwnego, gdyby nie różowa apaszka na szyi Joja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Czy nie masz wrażenia - zatrzymała się koło klatki Amam - że z tym Jojem coś nie tak? On jeden, oprócz Rebeka, nigdy się do nas nie zalecał?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Mam wrażenie - sucho zauważyła papuga - że gdyby się do mnie zalecał, to byłoby z nim jeszcze gorzej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tymczasem było coraz bardziej oczywiste, że rozmowa "na boku" się nie klei.  Scena szarzała i blakła, aż Rebek wybuchnął:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Możesz mnie pocałować!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ciekawe w co? - odpowiedział własnym wybuchem Jojo. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Łowca antysemityzmu dostosował się do starotestamentowego "oko za oko, ząb za ząb, wybuch za wybuch". &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rebek nie wahał się długo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- W dupę!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- A tobie kto powiedział, że chciałem zapytać, co słychać u bobrów?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- SMSa z tamy dostałem - burknął Rebek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Albo obaj zgłupieli, albo mówili jakimś kodem. Ledwie mi to przyszło do głowy, jak zadzwonił dozorca i tajemnicze związki między apaszką a bobrami mignęły i zniknęły jak sen jaki różowy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W swoim piśmie Szapirow zapowiadał wizytę Raula Mendeza, funkcjonariusza 33 stopnia. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Fiu fiu, 33 stopień! To zupełnie jak Trocki - zagwizdało w klatce. - Lenin, o ile dobrze pamiętam, miał tylko 31.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zauważyłam, że ręka Lwa Dawidowicza Zylbersztajnowa skoczyła do kręgosłupa, w miejsce gdzie stykał się on z oparciem krzesła. A potem pod lewą pachę. "Ustrzeliłby Lejba Dawidowicza Bronsteina jak szczura", pomyślałam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gesty emisariusza nie uszły uwadze Nadieżdy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Władziu - zbliżyła dziób do prętów klatki - może by trzeba tego Mendeza przed Lową schować. Zabije jak szczura.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Opanowałam śmiech i postanowiłam nie bronić praw autorskich do gryzonia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Przygotowania do wizyty powierzono Mikołajowi. &lt;span lang="fr-FR"&gt;Jak si&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt; Czytelnik s&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;usznie  domy&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;la, przygotowania powierza&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt; emisariusz Zylbersztajnow, a przygotowa&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ń&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;dokonywał&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt; Miko&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;aj, abstynent i protestant Dnia Si&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;dmego. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;Wida&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt; by&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;o, &lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;e &lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;rozcinając karton ze Stoliczną mamrocze&lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;coś nieprzypominającego bynajmniej psalmu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;- Ciekawe, co taki Mendez może żreć? - zapytał po chwili, twarzą do wnętrza lodówki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="fr-FR"&gt;Wypada przypomnieć, że Mikołaja trzymała przy rewolucji wyłącznie bezgraniczna nienawiść do Kościoła Rzymskokatolickiego i że fakt ten wyjaśnia jego brak atencji wobec osobistości lewicy światowej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Jako Hiszpan - zajęła się śmiechem papuga Nadieżda - paru plasterków szynki Serrano na przekąskę nie odmówi. Jako Amerykanin - takiego &lt;i&gt;entrée&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; nie odm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;wi r&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;wnie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;, ale jako p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ół&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;-&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;yd i ca&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;y szabesgoj, mo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;e na t&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; wieprzowin&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; naplu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; i jeszcze poskar&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;y&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ć&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Helsi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ń&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;skiej Fundacji Praw Cz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;owieka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Zajrza&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;am przez rami&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Jojowi, kt&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ry otworzy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; czarny notes na stronie ze znan&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; ju&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Czytelnikowi notatk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; &lt;i&gt;"Silb ... tj. Zylbersztajnow powinien być przeniesiony do muzeum, a papuga Nadieżda do rzeźni."&lt;/i&gt; i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;dostawił&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; kolejnego ptaszka z dat&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Orszak Mendeza otwiera&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;a lektorka Puffel, a zamyka&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; redaktor Sobakiewicz. W &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;rodku, zgodnie z logik&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;, znajdowa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Mendez. U&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;y&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;am czasownika "znajdowa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;ł się" najzupełniej świadomie - powiedzieć "szedł" lub "kroczył" byłoby uproszczeniem, gdyż męska lesbijka Puffel i giętki redaktor Sobakiewicz mieli takie miny, jakby tego wysłannika Centrali Central nieśli. Niewiele trzeba było wyobraźni, żeby &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana,sans-serif; font-size: small;"&gt;dopatrzyć się &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;lektyki, z zawartością zarazem cenną i ciężką. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Serwus, Lowa - zwrócił się do Lwa Dawidowicza Mendez. Polszczyzną czystą i staranną, acz bez jednego polskiego słowa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Serwus, Gross - wygłosił swoje przemówienie powitalne emisariusz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Mikołaj rzucił się do przodu z butelką i przechylił ją nad pierwszym kieliszkiem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Towarzysz Mendez - zagaiła Puffel - poinformuje zebranych, które z funkcjonujących w tym kraju organizacji skoncentrują się na walce z Radiem M., na przygotowaniu warunków do Powrotu i na organizacji jego finansowania, w przewidywanej wysokości 65 miliardów dolarów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- I na walce z Kościołem, ma się rozumieć! - wyprzedził Rebeka Jojo. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;O pół słowa. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Ma się nie rozumieć - zażartował kosztem poprawności syntaktycznej Mendez. - Nikt aktualnym polskim Kościołem lepiej się nie zajmie niż on sam. Nie należy interferować.  Sprawę zostawcie, w każdym razie, Synom Przymierza i Pałacowi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Zrobiło się co nieco poważnie, ale sytuację uratował Hak, który zdążył już kilkakrotnie skorumpować Mikołaja i tyleż razy napełnił się poza kolejką.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- A powiedzcie mi Mendez, skąd u was, Mendez, takie nazwisko Mendez?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;W odpowiedzi posiadacz 33 stopnia po raz wtóry posłużył się wyśmienitą polszczyzną, tym razem w formie gestu Kozakiewicza.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Towarzysz Hak pyta - podjęła się mediacji Nadieżda - jaka jest etymologia pańskiego nazwiska?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- O właśnie - ucieszył się Hak - właśnie o… etnologię mi chodziło.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Mendez nachylił się do ucha Sobakiewicza.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Czy są jakieś inne pytania? - nagłośnił szept redaktor.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- A to nie od mendy jego nazwisko? - wściekł się zlekceważony Hak. - Jak on jest Mendez, to czego on się nie drapie po jajach? Co on, kurwa, czeka może, żeby go ta stara lesba drapała?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Podczas zrywania się na równe nogi Puffel weszła w kolizję z Mendezem, a Sobakiewicz skupił się na tamowaniu wesołości. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Przyszłość, a może i życie Haka zawisły na włosku. Ratunku podjął się emisariusz Zylbersztajnow:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;- Jojo, Libero - wyprowadźcie tego pijanicę na schody. Niech otrzeźwieje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Jeszcze Lew Dawidowicz nie skończył polecenia, jak cwany czekista wytrzeźwiał i podczas wyprowadzania słaniał się popisowo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Verdana,sans-serif; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DQE8eSmS5og/TVveDFPeQWI/AAAAAAAAAF4/SFMY6S494Mw/s1600/prane+dolary.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://2.bp.blogspot.com/-DQE8eSmS5og/TVveDFPeQWI/AAAAAAAAAF4/SFMY6S494Mw/s200/prane+dolary.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zebranie nie trwało długo. Nie będę cytowała wystąpień Mendeza, Puffel i Sobakiewicza, ponieważ abonenci Gazety W. i  klienci krajowych mediów audiowizualnych i tak niczego nie zrozumieją, podczas gdy znawcy twórczości Stanisława Michalkiewicza i czytelnicy moich kronik dokumentacji nie potrzebuj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Bankiet przebiegł w dw&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;óch&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; zasadniczych fazach. Wegeterianin Mikołaj przygotował zakąski w wersji pozawieprzowej. Mendezowi nalewał sam Lew Dawidowicz. Szczodrość i częstotliwość jego gestów sprawiły, że tow. Raul najpierw przestał reagować  na pytania, a następnie na cokolwiek. Musiało się to podobać Mikołajowi, który wciągnął do kroplomierza dwa gramy Stolicznej, ale przede wszystkim Hakowi, któremu Lew Dawidowicz dał znać, że może od nowa zainstalować się w szeregach rewolucji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na deser wegeterianin Mikołaj zaproponował dwie wersje lodów - &lt;i&gt;Caribbean Sun&lt;/i&gt;, czyli pływające w rumie Bacardi lody waniliowo-rodzynkowe oraz swojego pomysłu lody selerowo-pietruszkowe. Wszyscy, oprócz samego Mikołaja, Bazyla i Mendeza, którego bezwładną ręką mściwie manipulował Hak, wybrali lody karaibskie.  Po prawdzie, Bazyl udziału w konsultacji nie brał, a tylko opuszczono na podłogę i podsunięto mu przed w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;sy pucharek Mendeza.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kiedy, po lodach, Mendez umoczył usta w kawie, nagle podniósł się i wybełkotał, że&lt;i&gt; "idzie odlać się na dwór"&lt;/i&gt;. Kiedy drzwi za nim zamknęły się, stwierdziłam, że na jego odejście zwrócił uwagę wyłącznie emisariusz Zylbersztajnow.  Lew Dawidowicz zatroskał się w słowach "Popatrzę, bo jeszcze spadnie ze schodów" i poszedł popatrzeć. Wrócił po minucie, i - dziwnie zadowolony z siebie - zawiadamił stół, że "towarzysz Raul poszedł prosto do hotelu, ale do niedzieli się zagoi".  Kiedy zaraz potem Nadieżda kazała sobie podać komórkę i zamówiła taksówkę dla lektorki Puffel i redaktora Sobakiewicza, Lew Dawidowicz poprosił mnie, żebym mu dyskretnie przyniosła z apteczki "jakie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;i&gt;medicamento &lt;/i&gt;na dezynfekcję prawej ręki".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zostaliśmy sami. Mikołaj sprzątał, slalomując między śpiącymi. Amam leżała niechlujnie, z głową na plecach Rebeka. Z Joja wysunął się czarny notes, wiecznie za duży na ludzką kieszeń, a Libero i Hak spali solidarnie na dywanie w tzw. mituś, czyli w pozycji &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;dającej się nie bez pewnego ryzyka przetłumaczyć na 6/9. Hak zgubił skarpetki, więc sen Libero wydawał się bardziej głęboki. Libero chrapał, a z Haka wydobywały się różne piosenki, w rodzaju&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Kocham jej cysie,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;i kocham ptysie,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;lecz widzi mi się,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;że bardziej cysie.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Mocno walnąłeś? - zapytała papuga, kiedy oboje z Lwem Dawidowiczem przysunęliśmy sobie krzesła do klatki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Ile miałem w kopycie! - pochwalił się emisariusz. - Ale w niego walić, to jak w mokrą szmatę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Wiesz, Władziu - zwróciła się do mnie Nadieżda - ten Mendez naprawdę nazywa się Gross. I nie Raul, tylko Jan Mateusz. Kiedy wyniósł &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;się &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;do Stanów, zaczął wypisywał na Polskę obrzydliwe paszkwile. Skończyło się tym, że jego krajowe wydawnictwo na skutek bojkotu zbankrutowało, a on sam dostał po mordzie. Najpierw w Polsce, a potem od kogoś z Polonii w Nowym Jorku. No to zmienił nazwisko. I tu pękniesz ze śmiechu: najpierw idiota wybrał sobie imię Dolores, bo coś mu się popieprzyło z Pasionarią, z tą starą wiedźmą Ibarruri. W końcu, po kilku ofertach matrymonialnych i niespodziewanej popularności w homo-barach, stuknął się w łeb i skorygował imię na Raul.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Coś mi się wydaje - uśmiechnęłam się do emisariusza Zylbersztajnowa - że Pan za nim nie przepada.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Wprost przeciwnie, Władziu - rozjaśnił się i roztarł dłoń Lew Dawidowicz - co tylko go spotkam, to go po policzkach poklepuję.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rozejrzałam się za Bazylem. Kot spał w obwarzanek, owinięty wokół pucharka po lodach selerowo-pietruszkowych. Czytelnik pamięta, że między mną a Bazylem istnieje coś w rodzaju telepatycznego kanału transmisyjnego. Nie zdziwi się więc, jeśli powiem, że pod presją mojego spojrzenia Bazyl obudził się i wyciągnął na czterech łapach na wysokość półki nad kaloryferem. A potem czekał cierpliwie, aż się pożegnam z Nadieżdą i emisariuszem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na dworze było zimno. Podwórkowa latarnia obniżała niebo do poziomu drugiego piętra. Wyżej były już tylko światła okien. Otuliłam się szalem i odważyłam zadrzeć głowę. Okna p. Hilarii, gorącej wdowy po adiunkcie Brodawce, jaśniały tak silnie, że znajdujące się o piętro wyżej okno emeryta Dygi, jakkolwie oświetlone, wydawało się ciemnożółte i jakieś takie,  powiedziałabym - pokorne. Jedno z okien lokalu rewolucyjnego pozostawało zapalone, ale nie miałam ochoty zastanawiać się, które.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tym bardziej, że kot wysłał mi bezprzewodową wiadomość, że lody bardzo mu smakowały i "żeby Mikołaj nie zapomniał o nim przy następnej dystrybucji".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- &lt;i&gt;De gustibus &lt;/i&gt;- wyrwało mi się w myśli.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- Właśnie! - skwitował Bazyl. - &lt;i&gt;De gustibus.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Verdana,sans-serif; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Władysława&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-3957153641578563177?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/3957153641578563177'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/3957153641578563177'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2011/02/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-182.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (182), 16 lutego 2011'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-a27A-RvXCbQ/TVvd-zef-sI/AAAAAAAAAF0/sdUv-MK52Js/s72-c/woda+w+Gulf+of+Mexico.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-3227716514151058977</id><published>2010-12-21T22:44:00.002+01:00</published><updated>2010-12-21T22:47:24.706+01:00</updated><title type='text'>Światłość ze światłości</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: #7f6000;"&gt;&lt;img border="0" height="236" n4="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TREfL3TB8WI/AAAAAAAAAFo/-rivGL1fEt0/s320/Notre+Dame+sous+la+neige.jpg" width="320" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #7f6000; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;Ile rzeczy miało się spełnić po tym dniu, kiedy posłuszna Bogu dziewczyna Maria urodziła Jezusa. &lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #7f6000; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #7f6000; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;Światłość ze światłości.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #7f6000; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;Syna Bożego zrodzonego przed wszystkimi wiekami.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #7f6000; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;Który stał się człowiekiem.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #7f6000; font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #7f6000; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;*&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #7f6000;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #7f6000; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;Życzę wszystkim bardzo szczęśliwego nowego Roku 2011.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-3227716514151058977?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/3227716514151058977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/3227716514151058977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/12/swiatosc-ze-swiatosci.html' title='Światłość ze światłości'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TREfL3TB8WI/AAAAAAAAAFo/-rivGL1fEt0/s72-c/Notre+Dame+sous+la+neige.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-7118390199073796399</id><published>2010-12-02T14:14:00.007+01:00</published><updated>2010-12-02T18:36:43.239+01:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (181), 2 grudnia 2010</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;h3 class="western"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Opowie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;ść&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;starszego pana &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;i wspomnienie "czarnej wdowy"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TPeUogVAzeI/AAAAAAAAAFg/baECbdccizI/s1600/lewis+caroll_cat.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ox="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TPeUogVAzeI/AAAAAAAAAFg/baECbdccizI/s320/lewis+caroll_cat.jpg" width="220" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;h3 class="western"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;&lt;h3 class="western"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Zszedł do nas emeryt Dyga z nieodpartą potrzebą zwierzenia się. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Mówię "zszedł", bo starszy pan mieszka tuż nad Hilarią d. Eugenią Brodawką, a p.Hilaria zaraz nad nami.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;&lt;h3 class="western"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Tak jak o niej, wdowie po adiunkcie, dr. Brodawce - z racji jej hipotetycznie śmiertelnych wobec niego wymagań uczuciowych - mówi się w kamienicy "czarna wdowa", tak do pana Dygi, z przyczyn dla odmiany zupełnie błahych, przylgnęło przezwisko Dziadyga. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Wymyślił je synalek dozorcy, Sylwester Apolinary Siadkiewicz, a poszło mu o rodzaj tiku słownego, jaki wstrząsa językiem emeryta przy każdej rozmowie. Ma on zwyczaj powoływać się na swój dorobek reprodukcyjny i moralny przy użyciu formuły "O mnie, proszę szanownego pana, o przepraszam - proszę dobrodziejki, proboszcz zawsze mówił: oto parafianin, jakich nam trzeba - wzorowy mąż, ojciec i dziadek Dyga". No i gówniarz od Siadkiewiczów to dyganie usłyszał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Przejdźmy teraz do samej opowieści, która niestety żadnego rewolucyjnego serca nie skruszyła, jeśli nie liczyć Nadieżdy i emisariusza Zylbersztajnowa, do których (niech to zostanie między nami) przymiotnik "rewolucyjny" przylegał coraz słabiej. Co zresztą papudze było kompletnie obojętne; za to - gdyby się wydało - mogłoby nieprzyjemnie zaważyć na wynagrodzeniu, a nawet życiu Lwa Dawidowicza. Wprawdzie gwarancja jego długowieczności, a mam na myśli pewne tajemnicze &lt;em&gt;dossiers&lt;/em&gt;, spoczywała nie na jakimś tam dysku, więcej czy mniej twardym, ale w sejfie któregoś z egzotycznych banków, i nawet instytucja WikiLeaks prędzej połamałaby sobie zęby niż złamałaby klucz do emisariuszowych sekretów, ale kontrwywiad w nowojorskiej Centrali Central tak podobno schamiał, że każdego podejrzanego wykreśla z listy żywych bez sprawdzania tożsamości. Dla pewności - z całym otoczeniem, nie zapominając o akwarium.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Dosyć teraz dygresji, której jedynym zadaniem miała być redukcja listy faktycznych rewolucjonistów o dwa nazwiska, i od nowa wskakuję w opowieść, która udaje, że się nie niecierpliwi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Jeśli wierzyć dziadkowi Dydze, to opuścił się on był tego ranka na lodowaty i zaśnieżony poziom zero, z silnym postanowieniem zakupu prezentów dla wnuków. Ledwie jednak wystawił laskę na ulicę, o mało co nie został przejechany przez parkujący samochód. Kierowca zaczął gadać do komórki i nie tylko nie przerwał, ale nawet "jakby nie widział" machającego rękami i nogami emeryta. A później, już na chodniku, starszy pan został wielokrotnie zmuszony do "stopu"&amp;nbsp;-&amp;nbsp;to przed nadbiegającymi z prawa i lewa podfruwajkami, to przed cofającą się koparką gąsienicową, to przed licznymi choinkami na dwóch nogach, to w końcu przed pudlem w szkockim płaszczyku i krukiem, który mu przeciął drogę na piechotę i bez pośpiechu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;&lt;h3 class="western"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- I wtedy, kochani państwo, ja, mąż, ojciec i dziadek Dyga, pomyślałem, że mnie już nie ma - tak przedstawił podsumowanie swoich przygód emeryt.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Po czym - jeśli mu w dalszym ciągu wierzyć - starszy pan jął testować wszystko, na co się natknął - ludzi, zwierzęta i samochody osobowe oraz dostawcze. Wynik testu miał jednoznacznie wypaść na niekorzyść dziadkowego istnienia. Tymczasem emeryt krzyczał, wystawiał na mróz język, a nawet, z rozpaczy, siusiaka - wszystko na nic. Nie zainteresował się nim nikt. Nawet - kiedy przechodził pod wiaduktem - jakieś zziębnięte ptaszysko, prawdopodobnie gołąb, wysłało mu ciepły ładunek na gałkę laski, a nie - jak by dziadek&amp;nbsp;w ramach testu pragnął - na rękaw.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;W tym miejscu relacji dziadek Dyga przyjął wyraz twarzy, który wzruszyłby krokodyla nilowego. Gada może by i z drzemki wytrącił, ale na zahartowaną w antyfaszystowskiej walce rewolucję trzeba było znacznie więcej&lt;span style="font-family: Segoe UI;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Jedyną reakcją popisał się Hak, kiedy mu się teatralnym szeptem wyrwało "Ale Dziadyga p...". &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Nie łatwo jest kobiecie cytować wypowiedzi rewolucjonistów w całej ich oryginalnej krasie, ale że - kiedy z rąk dr. Fciaka przyjmowałam nominację na kronikarkę rewolucji - nie protestowałam, więc nie mogę się uchylać przed literackimi fotografiami dialogów. Szept Haka, z kilkoma recenzjami, brzmiał więc:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Ale Dziadyga pierdoli.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Cham jeden - skwitowała wypowiedź papuga Nadieżda.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Fakt, salonowe to nie było - zgodziła się z ptakiem agentka wywiadu M., Amam.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Co, co? - zainteresował się emeryt.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;I natychmiast wznowił opowiadanie, bo bardzo nie lubił sam sobie przerywać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Pan się streszcza! - ledwie zdążył sucho nakazać Libero.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- I wtedy, proszę szanownych zebranych - przeszedł do rzutu na taśmę starszy pan - uznałem, że skoro mnie nie ma, to znaczy, że nie mam ciała i że mogę wkopać się w ziemię, unieść się nad ślizgawicę, albo … dlaczego nie … wejść do sklepu przez szybę wystawową.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- I co, pewnie się udało? - zaszydził Jojo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Jak najbardziej - odpowiedział pan Dyga. - Założyli mi potem w szpitalu Św. Jacka Kuronia po dwa szwy na każde oko i tak oto odnalazłem swoje siedemdziesiąt trzy kilo. Obecnie każdy mnie na ulicy widzi i ustępuje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Może dlatego - zamyśliła się na głos Amam - że pan ma teraz taki kaprawy wygląd, a ludzie tego nie lubią.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Zwłaszcza, jak idą jeść - dodała po chwili.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Szanowny pan nie odmówi kieliszeczka? - zgalwanizował Mikołaja emisariusz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Tego mąż, ojciec i dziadek Dyga nigdy nie odmawia - otworzył usta i przechylił głowę do tyłu emeryt.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Wlejcie mu ze dwa - zalecił Lew Dawidowicz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Zakąszę na klatce - porwał plaster salcesonu pan Dyga.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;I przyśpieszył w kierunku drzwi z niespodziewanym impetem. Jakby mu zależało na następnych szwach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Pora iść na obiad - obejrzał zegarek Libero.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Wiem, że macie kantynę w &lt;em&gt;Waikiki&lt;/em&gt; - rozległ się nagle od strony drzwi głos dziadka Dygi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Dziwne Zamek w drzwiach został za emerytem starannie przekręcony.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;W Komórce zrobiło się zimno. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Grzać przestali? - porwał się z krzesła i sparzył ręce na kaloryferze Jojo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Lepiej chodźmy jeść bez aperitifu - zakomenderował emisariusz Zylbersztajnow.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- To co? - zawiesił butelkę Mikołaj - Leję, czy chowam?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Jak się wylejesz, to schowaj - poinstruował go Hak.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;N&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;ikomu nie było do śmiechu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Weźcie mnie dzisiaj ze sobą - odezwała się nagle Nadieżda. - To co, że mróz!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Narzucimy ci kocyk na klatkę - zajęłam się logistyką.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Hak cię poniesie - obiecał Lew Dawidowicz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Znowu kurwa ja?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Elementy rutyny wracały, ale równowaga wyraźnie sie wahała.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Kto przejdzie pierwszy? - zatrzymała się przed drzwiami Amam.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Rebek przejdzie - zaryzykował pogląd emisariusz. -&amp;nbsp;On w duchy nie wierzy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Wierzę jak najbardziej - cofnął się do sypialni Rebek. - Żenada, byłbym wyszedł w rannych pantoflach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Ja pójdę pierwsza - zadecydowała Nadieżda. Głosem, który, zanim opuścił dziób, wykonał parę głuchych wibracji.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Od kiedy, kurwa, klatka ma łapy - wściekł się Hak. - A ja pierwszy nie pójdę, bo mam lumbago.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Idź Jajo - zarządził Lew Dawidowicz. - Sąsiad nazywa się nie Dybuk tylko Dyga.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- A ja nie Jajo, tylko Jojo. A nie pójdę pierwszy na znak protestu przeciw faszyzmowi, który i tu wtargnął - szarpnął się na emisariuszowej smyczy Jojo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- Pójdziesz, pójdziesz - zapewnił Lew Dawidowicz i przystawił go do framugi. Tak raczej na płask.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Kiedy Lew Dawidowicz przekręcił starannie wszystkie cztery klucze, nagle z wnętrza Komórki dał się słyszeć krzyk i śmiech emeryta Dygi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;- A o mnie zapomnieliście? A ja się może boję ciemności. Ahaha, hahaha, huhuhu, hihihi.... uuuuuuuuuuuuu...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Najszybciej zbiegała po schodach Amam. Ja schodziłam zaraz za Hakiem, który wyjękiwał różne wyrazy, których nie zapamiętałam, tak byłam zajęta drapowaniem kocyka na klatce. Jako ostatni dostojnie opuszczał się Bazyl. Z wyrazem pyszczka, który cynicznie naruszał prawa autorskiego Lewisa Carolla do "uśmiechu kota".&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Na miejscu, w Waikiki, nikt do tematu dziadka Dygi nie wracał. A kiedy dał się przez okno widzieć przechodzący ulicą inny znany Czytelnikowi emeryt, niejaki Wigorek, i Hak burknął "kolejny dziadyga", to komplet oczu przekłuł mu wargi. Aż musiał przyłożyć rękę do ust. Jak plaster.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;* &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Reszta dnia potoczyła się nijako i mogę w podsumowaniu powiedzieć, że - z punktu widzenia działalności rewolucyjnej - dzień sukcesem nie był.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Kiedy zaś pod wieczór szłam do siebie, myślałam o roli podobnych wydarzeń w historii rewolucji. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Nie doszłam w swoich rozważaniach do niczego konkretnego - tym bardziej więc postanowiłam nie tylko pozostawić temat bez wniosków, ale nawet skończyć raport "przed czasem".&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Wszystko, co mogę powiedzieć, to to, że miało być dzisiaj o młodych "antyfaszystach", a było o przechodzącym przez zamknięte drzwi pewnym starszym panu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Ale uwaga, bywają dziadygi znacznie groźniejsze i niejeden z nich manipuluje antyfaszystami. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: small;"&gt;Tymi przed trzydziestką, tymi w pasiakach, tymi w maskach...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;&lt;div class="western"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;h3 class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TPebcwiHSYI/AAAAAAAAAFk/qbATd4mtrPQ/s1600/lewis+caroll_cat_2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" ox="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TPebcwiHSYI/AAAAAAAAAFk/qbATd4mtrPQ/s200/lewis+caroll_cat_2.jpg" width="158" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/h3&gt;&lt;h3 class="western"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/h3&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-7118390199073796399?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7118390199073796399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7118390199073796399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/12/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-181.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (181), 2 grudnia 2010'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TPeUogVAzeI/AAAAAAAAAFg/baECbdccizI/s72-c/lewis+caroll_cat.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-7220977020487745537</id><published>2010-10-28T18:03:00.016+02:00</published><updated>2010-10-28T19:31:23.442+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (180), 28 października 2010</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="background-color: white; color: white; font-size: x-large;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #20124d; font-size: x-large;"&gt;Precz od dzieci&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #20124d; font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="background-color: white; color: #20124d; font-size: large;"&gt;(i od dorosłych)&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są dni, kiedy kronikarce rewolucji nie jest łatwo. Czasami takie dni nadlatują w serii i nie chcą dać się odpędzić. Uparte jak sępy. &lt;br /&gt;Był moment, kiedy pisząc to zdanie, chciałam zwiększyć kontrast i sprowadzić na rozedrgane rewolucyjne ciało kruki. Bo kruki, w odróżnieniu od sępów, są porządnie czarne. Zdałam sobie jednak sprawę, że kruki są płochliwe i dają się spędzić byle machnięciem rękawiczki. Zniechęcić sępy jest o wiele trudniej. Zastosowanie kruków zamieniłoby więc całą moją metaforę w ruinę, i to zanim jeszcze zostałaby oddana do użytku. Naturalnie, istnieje przysłowie &lt;em&gt;"Tam się orłowie zlatują, gdzie ścierwa czują&lt;/em&gt;" i ja dobrze to przysłowie znam, ale orłów do roli ścierwników nie sprowadzę. Za nic! Nawet na torturach. A już na pewno nie w ciągu pierwszej godziny na stołku barowym w Waikiki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A te dni ?...&lt;br /&gt;Chyba tylko jeże mogłyby mnie zrozumieć. Jeże europejskie, jak większość jeżowatych, potrafią wspinać się i pływać, a kiedy wspinają się i pływają - żrą co popadnie: ślimaki, dżdżownice, jaja ptaków, małe ssaki i płazy. Wyobraźmy sobie teraz, że taki wysportowany jeż trafia wyłącznie na małe owady. Jasne że przeżyje, ale czy kiedy tak sobie siądzie przy wieczornym ognisku, nie westchnie nad sobą i nie pomyśli o mnie współczująco ?&lt;br /&gt;Jak skupić się na jednym temacie, kiedy zleciało się ich za dużo? Kto urodził się za komuny wie, że ilość przechodzi w byle jakość. Jak wybrać taki byle jaki, kiedy z niego tylko kamyczek w mozaice rewolucji. Kolorek ma różny od sąsiada, ale trzeba się nieźle oddalić, żeby jakiś sens złapać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co innego, gdyby chlapnęło krwią !!!&lt;br /&gt;Gdyby na mozaikę spadł ołów, a za nim dubeltówka... &lt;br /&gt;Gdyby słońce tak przygrzało, że cała mozaika chaotycznie uciekłaby pod drzewo o grubych liściach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby za rozumem pogonił w świat poseł Palikot... gdyby wstąpiła do zakonu Sióstr Kamedułek posłanka Senyszyn... gdyby zrezygnowała z wizji prof. Środa... gdyby dały się ochrzcić nowojorskie banki... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przychodzi któregoś dnia nieletni Sylwester Apolinary, znany jako "gówniarz od Siadkiewiczów", odkłada puszkę po piwie, ustawia komórkę na video i namawia Nadieżdę do tańca na rurze. Papuga czuje pismo dziobem, więc strzela w niego pestką słonecznika, ale Siadkiewicz junior upiera się i precyzuje, że chodzi mu o taniec bez stanika. "Od dołu też trochę ptaszka rozdmuchamy i będzie", powiada. &lt;br /&gt;Wezwany dozorca narusza pasem prawo unijne, ale akceptuje ofertę "czegoś na uspokojenie" i oto mijają już dwie godziny, jak się uspokaja, podczas gdy synalek śpi za kanapą.&amp;nbsp; W końcu, obudzony przez matkę, Sylwester Apolinary wygina w kierunku ojca łokieć i z okrzykiem "Tu się poci kwiat paproci" przepycha się przez drzwi na klatkę schodową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy takie wydarzenie ma w ogóle charakter rewolucyjny? Pozornie nie, ale tylko pozornie. Bo zwycięstwo widać - napracowała się nad nim współczesna szkoła, telewizja i producenci komórek. Jeśli polatamy balonem ponad rewolucyjną mozaiką, to zobaczymy miliony podobnych gówniarzowi elementów i dopiero wtedy zdamy sobie sprawę z tysięcy kilometrów kwadratowych lewicowego sukcesu.&lt;br /&gt;Postanowiłam poczekać z raportem aż coś się naprawdę wydarzy, gdy pewna czarna dziura od nowa wypełniła się energią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ale po kolei - jak na plaży w Tajlandii powiedział barman do wycieczki emerytów poselskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś mnie dzisiaj wprost niosło do Komórki i zatrzymałam się przed drzwiami, aby złapać oddech.&lt;br /&gt;- Głupota to przywilej. Idiota może pleść byle co, a mądremu nie wypada - usłyszałam papugę Nadieżdę.&lt;br /&gt;- Cześć Nadia! - zasygnalizowałam obecność. - Co znowu Palikot powiedział ?&lt;br /&gt;- Nadiusza rzuca dzisiaj aforyzmami - uprzedził mnie Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;- A emisariusz Zylbersztajnow wykazuje dzisiaj odchylenie nacjonalistyczno-moherowe - zanotował na głos Jojo.&lt;br /&gt;- A Jajo wykaże za chwilę odchylenie szczękowe, najpierw w lewo, a potem jeszcze raz w lewo - przejął czarny notes Lew Dawidowicz i wyrwał z niego przypadkową kartkę. Trochę na wiwat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było wcześnie rano i lokal rewolucyjny zaludniał się. Wszystko było pochmurne i nawet z balkonu nie dałoby się ustalić stron świata według słońca.&lt;br /&gt;W kolejce do łazienki ziewała agentka wywiadu M. Amam, a za drzwiami, z kresowym akcentem, wydzierał się Hak, piewca Pierwszej Konnej i bolszewickiej organizacji humanitarnej znanej pod nazwą CzeKa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;em&gt;Taki bliźni&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;niech się wśliźni&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;tam, gdzie żółto&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;mam w bieliźni.&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;- Hak spił się wieczorem i ktoś mu włączył telewizję katolicką - bąknął Libero. - Teraz nadużywa słowa "bliźni". &lt;br /&gt;- Ja mu włączyłem - podjął się wyjaśnień Rebek. - Bydlę schlało się, zżarło oba pęta koszernej kiełbasy, a na koniec odgryzło mi puszek z lewego kapcia. Gdzie jak gdzie, ale w telewizji TRWAM drugie przykazanie "Nie czyń bliźniakowi, co tobie niemiło" musi czasem występować.&lt;br /&gt;- Rebek - napomniała go klatka - Powinno być "nie czyń bliźniemu, co tobie niemiło", a poza tym, nie chodzi o drugie przykazanie, tylko o powiedzonko.&lt;br /&gt;- A jak ci zależy na zemście - buchnął gorącem z drzwi łazienki Hak - to możesz mi odgryźć mój puszek.&lt;br /&gt;- Trzeba było z tym pomysłem przyleźć trzydzieści lat temu - warknął Rebek. - Nalej coś nalewkowy dla dezynfekcji wyobraźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Banał - powie Czytelnik.&lt;br /&gt;- Rutyna - odetnę się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie silnie zadzwoniło. Do drzwi i telefonem.&lt;br /&gt;- Otwierać czy podnosić ? - poprawił na sobie płaszcz kąpielowy Hak.&lt;br /&gt;- Paszoł! - wyrwał mu z ręki telefon emisariusz Zylbersztajnow.&lt;br /&gt;- To do mnie - wrzasnął od wejścia damski kurdupel w czarnym płaszczu.&lt;br /&gt;- Gówno prawda - mruknął niesłyszalnie Lew Dawidowicz i przeniósł słuchawkę nad głową lektorki Puffel.&lt;br /&gt;- Słucham uprzejmie z najwyższą uwagą - przywarł do niej ustami redaktor Sobakiewicz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Czytelnik pamięta: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;strong&gt;Redaktor Sobakiewicz&lt;/strong&gt; - Gazeta Wyborcza, Fundacja Batorego, Fundacja Schumana, Fundacja Praw Człowieka i Tygodnik Powszechny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;strong&gt;Lektorka Puffel&lt;/strong&gt; - feministka, partnerka dyrektorki gabinetu Cwajfogel z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ostatnio działaczka w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, w Stowarzyszeniu na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo Neutrum i w Ruchu Poparcia Palikota.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;-&amp;nbsp;Szapirow z Centrali - poinformował nas na boku emisariusz. - Będą się brać za Kościół .&lt;br /&gt;- Co tak sucho u was, Silberstein - porozpinała się Puffel.&lt;br /&gt;- Zilbersteen - poprawił ją Sobakiewicz.&lt;br /&gt;- Zylbersztajnow - splunęła pestką na kurduplowy płaszcz Nadieżda. - Jego prawosławna mamusia, a Tierieszkowa jej było, tak zawsze wymawiała. I tak stoi w paszporcie.&lt;br /&gt;- No więc sucho tu u was, Zylbersztajn - wróciła do tematu lektorka.&lt;br /&gt;- Alkoholizm zwalczamy - odpowiedział emisariusz. - Co nie, Hak?&lt;br /&gt;- Zwalczamy, kurwa - wywalił oczy z orbit i potwierdził pytany.&lt;br /&gt;Po czym zawył "co mi w grobie po wątrobie ?".&lt;br /&gt;- Co mi w czym? - zaciekawił się redaktor.&lt;br /&gt;- Co mi w grobie? - podpowiedziała papuga. - Zaśpiewajmy dla czcigodnych gości tę naszą pieśń abstynencką - zachęciła. - Zapomnijmy na chwilę o rasizmie, seksizmie, homofobii i antysemityzmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;em&gt;Wciąż pytanie stawiam sobie:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Co mi w grobie po wątrobie ? &lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;- zaczął Hak, kładąc na piersiach lektorki ciężkie spojrzenie.&lt;br /&gt;- Nie gapcie się, Hak - podskoczyła Puffel. - Orła Białego jeszcze nie dali.&lt;br /&gt;- Ale dadzą - zapewniła klatka. - Jak dwa razy trzysta trzydzieści trzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno moje kroniki są za długie - całą pieśń więc przytoczę przy okazji.&lt;br /&gt;Ostatnia zwrotka brzmiała:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;em&gt;Gdy się w męce trzęsą ręce &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;gdy drżą zęby w środku gęby, &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;braki w mowie, hałas w głowie - &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;kto usłyszy, kto się dowie, &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;że pytanie stawiam sobie:&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Co mi w grobie po wątrobie ?&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;A kiedy ucichła, wywiązała się intensywna cisza. I trzeba było czekać reakcji lektorki, żeby się dała niechętnie przerwać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To co, Sobak, nic tu po nas - posypała drobnym smutkiem swój apel Puffel.- Towarzyszka lektorka o czymś zapomniała - nie ruszył się z krzesła redaktor.&lt;br /&gt;- Tak tu sucho...&lt;br /&gt;- Herbatki może - zatroskała się Nadieżda.&lt;br /&gt;- Herbatki - poluzowała krawat Puffel. - Niech sobie wrona z tej herbatki zrobi lewatywę.&lt;br /&gt;- Żartowaliśmy, towarzyszko - rozładował atmosferę Lew Dawidowicz. - Rusz organizm, Abstynent.&lt;br /&gt;Lektorka wyciągnęła bluzkę ze spodni i jęła wycierać poczerwieniały dekolt.&lt;br /&gt;- Dla wszystkich kiełbasa - zaczął nalewkowy - dla Amam chałka, a dla pani lektorki słone paluszki.&lt;br /&gt;- Słone co? &lt;br /&gt;- Mieliśmy koszerną kiełbasę, ale towarzysz Hak ją pożarł - otworzył notes Jojo.&lt;br /&gt;- Bo świńska się skończyła przed czasem.&lt;br /&gt;- Niech sobie ten, no, Mikołajew, wsadzi te paluszki tam, gdzie wrona lewatywę - wrzasnęła Puffel.&lt;br /&gt;- No to je wsadź, Mikołajew - podniosła głos papuga - tam gdzie ja wleję lewatywę. Tylko jej pysk przytrzymaj, żeby nie ugryzła.&lt;br /&gt;Mikołaj zawahał się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A co tam w B'nai Brith ? - spróbował obniżyć temperaturę emisariusz.&lt;br /&gt;- Bruksela weźmie się za wasz Kościół.&lt;br /&gt;- Od czego zacznie? - zatarł ręce Jojo.&lt;br /&gt;- Od szkół katolickich pewnie - szepnęła Nadieżda.&lt;br /&gt;- Od szkół katolickich - obwieściła lektorka. - I od prywatnych. Po to je kupujemy.&lt;br /&gt;- A co ma Bruksela do naszych szkół katolickich? - burknęła papuga.&lt;br /&gt;- Nic, ale tylko na razie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Obawiam się - ugotował głos na miękko Sobakiewicz - to znaczy, chciałem powiedzieć, hmm, że w szkołach zacznie się od krzyży. Mają być zdejmowane.&lt;br /&gt;- Z szyi ? - zapytał Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;- Na razie ze ścian - przystawiła do dokumentu łuszczący się lakier Puffel. - Nasi biznesmeni kupili sobie szkołę na Saturnie...&lt;br /&gt;- … szkołę "Salwator" - poprawił redaktor. - W Krakowie.&lt;br /&gt;- … gdzie - kontynowała lektorka - będą miały miejsce intensywne ćwiczenia w zakresie tolerancji stosowanej. Tak oto mamy w Krakowie przyczółek wolności. Razem z Wawelem, Tygodnikiem Powszechnym i kościołem na Zapałce.&lt;br /&gt;- Na Skałce, na litość bbbb... Baracka Obamy - jął przejęzyczać się Sobakiewicz.&lt;br /&gt;- Ja na Skałce z różnymi maczo pochować się nie dam - nie dała się zbić z nóg lektorka. - A wracając do ad rem, to doszło do tego, że biskupi wtrącają się do szkół katolickich, w związku z czym Reding...&lt;br /&gt;- Reding? - wytrzeszczył oczy w przeszłość emisariusz. - Otis Redding, ten śpiewak &lt;em&gt;soul&lt;/em&gt; ? Przecież on umarł jeszcze w sześćdziesiątym siódmym.&lt;br /&gt;- Boże, jak on śpiewał swoje &lt;em&gt;Sitting On The Dock Of The Bay&lt;/em&gt; - poskładała skrzydła Nadieżda. - Same mi się rozłożyły - wyjaśniła usprawiedliwiająco. Pióra na mnie cierpną, kiedy pomyślę.&lt;br /&gt;- Opis Reding? Jaki opis? - zdumiała się Puffel. - Opis tej Reding, ze zdjęciem, znajdziecie w Wikipedii. - Zresztą macie, ... to jest Viviane Reding, komisarz europejska do spraw sprawiedliwości, praw podstawowych i obywatelsko...obywatelskowywatości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TMmniSGjKCI/AAAAAAAAAFY/AO4mCHBKGyo/s1600/Viviane+Reding+(1).jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;em&gt;&lt;img border="0" height="213" nx="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TMmniSGjKCI/AAAAAAAAAFY/AO4mCHBKGyo/s320/Viviane+Reding+(1).jpg" width="320" /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Piękna! - zachwycił się Jojo.&lt;br /&gt;- Ohyda - zatrzęsło się w Rebku.&lt;br /&gt;- Nie mają tam w Brukseli czegoś bardziej, kurwa, dla oka? - odezwał się Hak z podzielaną przez Libero pretensją.&lt;br /&gt;- Klub dżentelmenów tutaj! - zachrzęściła lektorka. - Może to zdjęcie bardziej się wam spodoba:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TMmn3ucOU6I/AAAAAAAAAFc/Q0AQL79lz7I/s1600/Viviane+Reding+(2).jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;em&gt;&lt;img border="0" height="139" nx="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TMmn3ucOU6I/AAAAAAAAAFc/Q0AQL79lz7I/s320/Viviane+Reding+(2).jpg" width="320" /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;- No, mnie bardziej się podobało pierwsze - ocenił Rebek. - W ciemności bym ją filmował. Gruby bóbr z tyłu i ze dwie żyrafy z przodu.&lt;br /&gt;- Dziwię się towarzyszowi reżyserowi - obruszyła się lektorka. - Przecież nie byłoby jej widać.&lt;br /&gt;- To z powodu ciemności - włączyła się papuga Nadieżda. - Reżyser Rebek jest bez winy. Czyż nie uprzedził, że filmowałby ją po ciemku.&lt;br /&gt;- Ja bym nawet po ciemku nie chciał - zaczął rozglądać się za czymś do picia Hak.&lt;br /&gt;- Sobak, czego oni tutaj się nażarli - rozkrzyczała się lektorka. - Przecież Viviane jest przeciwko biskupom i szkole katolickiej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jak tak się dobrze przyjrzeć obu zdjęciom - od nowa przyjrzał się zdjęciom Rebek - to tak piękną kobietę filmowałbym na tle błękitniejących w różowym słońcu gór. Mogłaby być półnaga, jak moja matka w noc poślubną. Ubrałbym ją w tę nagość z Jean-Paulem Gaultier. Na dole tiul, nogi w butach wojskowych, potem nic, a we włosach pióra, kurze i strusie na przemian...&lt;br /&gt;- Wciąż piękna - przetarł okulary Jojo.&lt;br /&gt;- Żeby ją, to my z Budionnym musielibyśmy się najpierw napić - podtrzymał wątpliwości Hak.&lt;br /&gt;- Za pieniądze ksiądz się modli, za pieniądze lud się podli, za pieniądze chłopu staje, no i sędzia wyrok daje - mamrotał z pamięci nagle podekscytowany Libero.&lt;br /&gt;- I nie będzie Radziszewska pluć nam w twarz z biskupami - triumfowała Puffel. - Radziszewskiej się wydaje, że jak nauczycielka jest zadeklarowaną lesbijką, to szkoła katolicka może jej do uczenia nie wziąć.&lt;br /&gt;- To Michael Cashmann z Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów na Radziszewską naskarżył. I Raül Romev z Grupy Zielonych i Wolnego Przymierza Europejskiego - podał do wiadomości Sobakiewicz.&lt;br /&gt;- To nie przypadkiem ten Cashmann, którego podrapał Bazyl ? - udał pytanie Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;- Ten, co go podrapał Bazyl, to był Chujman - udała odpowiedź Nadieżda.&lt;br /&gt;- Chajman, proszę ptaka - skorygował Jojo.&lt;br /&gt;- Chaj z nim! - podsumował Hak, który od minuty rozglądał się za podczaszym Mikołajem.&lt;br /&gt;- No dobrze - chrząknął emisariusz Zylbersztajnow. - A czy komisarz europejska do spraw sprawiedliwości, praw podstawowych i obywatelsko...obywatelskowywatości może coś szkołom katolickim i biskupom nakazać, czy też …&lt;br /&gt;- ...czy też może im naskoczyć - dokończył nie przysłuchujący się zbytnio szkoleniu Hak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjaśnienia podjął się redaktor Sobakiewicz.&lt;br /&gt;- To jest tak, proszę państwa, że opinia Reding znaczenia prawnego nie ma, ale pokazuje jak silne jest lobby sodomitów,&lt;em&gt; verzeihen Sie bitte,&lt;/em&gt; lobby homoseksualne. A ci jak się uprą, to niejedno kolano w Europie i na świecie się zegnie. To jest, proszę państwa, proces. Kiedy każda kropla drąży skałę.&lt;br /&gt;- Weźmy konkretnie kota Bazyla - wyskoczyła z przykładem papuga. - Jeśli by Bazyl stale oddawał mocz na Giewont, ciągle w tym samym miejscu, to powstałby tunel i my, jadąc to Chorwacji, moglibyśmy oszczędzić na wycieraczkach.&lt;br /&gt;- O to to - potwierdziła w zamyśleniu Puffel. - Tak właśnie by było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak po każdym szkoleniu wywiązała się następnie dyskusja, poprzedzona przyjęciem. Po godzinie wymiany poglądów, przy niepełnym, ze względu na tłok w łazience quorum, uchwalono, że w związku z wyczerpaniem się zapasu Stolicznej mrożonej, Stoliczna niemrożona ujdzie równie dobrze, "a może nawet lepiej".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako pierwszy zabrał głos Hak i zaproponował, żeby Rebeka ubrać w różowy garnitur, półprzezroczysty na piersiach, i skierować do jakiegoś Archidiecezjalnego Męskiego Liceum z internatem na wychowawcę.&lt;br /&gt;- A jak katabasy odmówią - ucieszył się Jojo - to my zadzwonimy do Cashmanna i Romeva, żeby wzięli Reding za dupę.&lt;br /&gt;- Ciekawe, skąd wiesz - polał go octem Rebek - że Cashmanna i Romeva cechuje takie bezguście.&lt;br /&gt;- To niech będzie - poprawił Joja Hak - że Cashmann weźmie za dupę Romeva, a Romev wystąpi do Reding na piśmie.&lt;br /&gt;- Ja proponuję wprowadzić takie antydyskryminacyjne prawo unijne - odezwała się Amam - żeby w każdym zakonie żeńskim była połowa mężczyzn.&lt;br /&gt;- I na odwrót - zgodził się Hak - żeby w każdym zakonie męskim połowa zakonników nosiła miseczki "D".&lt;br /&gt;- Co on pierdoli? - wyrwało się emisariuszowi. - Nalej mu, Abstynent, żeby spadł pod stół.&lt;br /&gt;- Jak Buzka zastąpi Martin Schulz - odstawił szklankę Jojo - to trzeba wprowadzić takie prawo unijne, żeby w każdym społeczeństwie europejskim było co najmniej 51 procent Żydów. Dopiero to skutecznie zapobiegnie antysemityzmowi.&lt;br /&gt;- Każde społeczeństwo powinno się składać - wystąpiła z projektem prorodzinnym lektorka Puffel - w połowie z lesbijek i w połowie z gejów.&lt;br /&gt;- A ile powinno być wśród gejów Romów - wystapiła z interpelacją papuga.&lt;br /&gt;- Tyle, ile Romów wśród lesbijek - odpowiedziała Puffel po dłuższym namyśle. - Żeby było równo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważyłam, że kot Bazyl wskoczył na parapet i zaczął pulsować. Uznałam paprotkę za zagrożoną.&lt;br /&gt;- Wstrzymaj się, Bazyl - poprosiłam telepatycznie i porwałam za palto.&lt;br /&gt;- Zapomniałaś szalika - zawołała za mną Nadieżda.&lt;br /&gt;- I rękawiczek - wysłał mi perskie oko Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dziękuję, Bazyl - przetransmitowałam kotu na dole.&lt;br /&gt;W klatce schodowej naprzeciwko ukazał się i zniknął czarny kapelusz.&lt;br /&gt;- Co ja Chajmanowi zrobiłam, że się chowa przede mną? - pomyślałam automatycznie.&lt;br /&gt;- Chyba przede mną, arogantko - sprowadził mnie na ziemię Bazyl.&lt;br /&gt;Uczucie, jakie na mnie spłynęło, nazwałabym "wesołym wstydem". Kot zatrzymał się i popatrzył na mnie z przekręconą głową, jakby chciał coś naprawić.&lt;br /&gt;- Myślisz, Władziu - popisał się głupim dla równowagi pytaniem - że ja naprawdę mógłbym ten tunel pod Giewontem … wyszcz … wyrzeźbić?&lt;br /&gt;- Do jutra, Bazyl - nadałam.&lt;br /&gt;- Jeśli zdrowie pozwoli - zażartował sponad wąsów.&lt;br /&gt;- A pani Władzia, to z kotem rozmawia? - usłyszałam z tyłu emeryta Wigorka.&lt;br /&gt;- A pan Wigorek to w pełnej formie! - sprawiłam mu przyjemność.&lt;br /&gt;- Pani Władziu, trzeba mnie było widzieć pięć lat temu.&lt;br /&gt;- Do widzenia! - powtórzył Bazyl i potruchtał w kierunku dozorcówki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musiał to Bazylowe "do widzenia" usłyszeć i Wigorek. Bo nagle zamienił się w żonę Lota i nie zmiękł, zanim nie przecięłam podwórka. &lt;br /&gt;Dalej nie wiem, bo zanurzyłam się w jesienny chłód.&lt;br /&gt;Jeszcze nie czarny. Wciąż żółto-zielony i czerwono-żółty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Władysława&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-7220977020487745537?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7220977020487745537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7220977020487745537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/10/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-180.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (180), 28 października 2010'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TMmniSGjKCI/AAAAAAAAAFY/AO4mCHBKGyo/s72-c/Viviane+Reding+(1).jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-5125673510404245381</id><published>2010-10-01T19:29:00.003+02:00</published><updated>2010-10-01T21:30:32.084+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (179), 1 października 2010</title><content type='html'>&lt;span style="background-color: white; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: x-large;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="background-color: white; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: x-large;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;span style="color: #20124d; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;strong&gt;Błahe wydarzenie&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TKYYeDoayrI/AAAAAAAAAFI/I9x7eRu9kjI/s1600/kot+Bazyl.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;img border="0" height="200" px="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TKYYeDoayrI/AAAAAAAAAFI/I9x7eRu9kjI/s200/kot+Bazyl.jpg" width="193" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Jeszcze nie zdarzyło się, żeby dozorca Siadkiewicz wtargnął do Komórki Rewolucyjnej bez pukania. Nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, że mógłby.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Tymczasem rano, około jedenastej, kiedy pierwsi senni rewolucjoniści wypytywali Mikołaja o sok ogórkowo-pietruszkowy, gospodarz domu wepchnął do pokoju lokatorkę z II piętra, Izabelę Tęgodubską, oraz siebie samego. Z kotem Bazylem przy piersi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Najniższe uszanowanie pani Papuzieńce - wysłał depeszę powitalną. - I pani Władzi najniższe jak wyżej. A pani Amam, to ma.... coś jak moja Mania - skomplementował profil boczny przeciągającej się w drzwiach łazienki agentki wywiadu M.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Abstynent, skocz po coś na apetyt! - spolaryzował Mikołaja Lew Dawidowicz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Emisariusz był już pod krawatem i dopinał pośpiesznie dolną część garnituru.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- "Coś, jak moja Mania" - przedrzeźniła dozorcę Tęgodupska. - Tym chłopom, to jedno na myśli! Co nie, Lewek?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Jedno! - potwierdził Lew Dawidowicz i na 20 sekund ulokował usta na jej przenośnej wystawie pierścionków.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Podskoczysz, Lewek - podążyła dłonią za oddalającymi się wargami Tęgodubska - jak się dowiesz, z czym nasz drogi cieć przychodzi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Niech ktoś kopnie w drzwi sra... toalety - wychylił głowę z sypialni Libero - bo to bydlę nas skompromituje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Uwaga była na czasie, bo nie zdający sobie sprawy z wizyty Hak śpiewał radosne sprośności, jakby odniósł za drzwiami jakiś szczególny sukces.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Na kiełbaskę nie splunę - pochwalił zakąskę dozorca. - A pani Izabela, to nie powiem. Duszkiem potrafi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Czy nie masz wrażenia, Lewek - przyjrzała się kryształowi pod światło lokatorka - że ten napój ktoś ochrzcił.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Job jego mać - wypił i wpatrzył się w Haka Lew Dawidowicz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Hak skulił się, ale uwaga wszystkich spoczęła na Rebeku, który nadpłynął jak wielka kolorowa plama. Jeszcze z pędzlem impresjonisty&amp;nbsp;pośrodku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Śnił mi się jakiś stary, szczerbaty bóbr - opadł na sofę, wyciągając spod różowego peniuaru nogi zakończone kapciami o puszkach w kolorze okrycia. - Bożesz ty mój, jaki ohydny. Pewnie samica.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Z wąsami? - zapytał Siadkiewicz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Siwiejącymi na żółto.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Chajman! - chwycił się za Tęgodubską dozorca - Dwóch takich nie ma!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Wypisz, wymaluj - wyszarpnęła ramię lokatorka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Wypada wyjaśnić Czytelnikowi, o kogo chodziło. Tym bardziej, że Siadkiewicz porwał się, pobiegł na balkon i ryknął w kierunku podwórka "Chujman!". A potem wypił trzy razy z rzędu. Ostatnie dwa - z kieliszków sąsiadów. Mimo protestów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Ale, po kolei - jak mruknął znający dziesięć języków poseł Iwiński, decydując się w Peru na flirt z czarnoskórą turystką o skośnych oczach, blond włosach i czerwoną kropką w środku czoła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Śpiewająca głębokim altem, ocierającym się o tenor liryczny, a po byle zakrapianym święcie - o tenor dramatyczny i baryton, Izabela Klementyna Rachela z Rokamienieckich Tęgodubska była nie tylko podporą i dumą chóru parafialnego, ale również pulsującym życiem archiwum okolicy. Pełniła tę funkcję od czasu, jak banderowcy zmusili ją do porzucenia majątku, a komunistyczny rząd zlekceważył jej trzecie imię i nie zagwarantował mieszkania w lepszej dzielnicy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Otóż, według lokatorki, ojciec Jakuba Chajmana, zameldowanego w luksusowym mieszkaniu na parterze, o jednym pokoju i ciemnej kuchni, do czasu wybuchu II wojny światowej nazywał się Chojakis i był właścicielem połowy kamienic przy jednej z tych ulic, o których liczne pomniki nie pozwalają ani zapomnieć ani sobie uczciwie przypomnieć. Miał odziedziczony po greckich przodkach nos. Na tyle wydatny, że w interesach pomagał i na tyle dyskretny, że nie zaszkodził w podpisaniu folkslisty. Jak stary Chojakis doszedł do papierów na nazwisko Heumann, jest w naszej historii bez znaczenia, bo od lat gryzie on ziemię pod nazwiskiem oryginalnym. Zanim jednak Heumann przeniósł się na Bródno, został wyzwolony z obozu, do którego wpakowali go Niemcy za produkcję samogonu i handel walutą. Bolszewicy uwierzyli w jego nowe, przewidujące nazwisko Chajman, a kwalifikacja ta przetrwała aż do stycznia '68, kiedy to przekazany genetycznie grecki nos kazał jego synowi przeprowadzić korektę i przekształcić się administracyjnie w Chojmańskiego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Gdyby grecki nos zawiesił w tym momencie swoją działalność - dozorca nie musiałby wbiegać piechotą na "wysokie piętro" i sapać w Bazylowe futerko.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Niestety, po Okrągłym Stole, Jakub Chojmański - powołując się na marcowe prześladowania - nie tylko powrócił do nazwiska Chajman, ale nakazał wymawiać swoje imię, nie wiadomo dlaczego - Kuba. Według pani Izabeli, słono zapłacił ginekologowi Szczywąsowi za dyskretne obrzezanie (na marginesie, o nazwisku dr. Szczywąsa też krążą bardzo różne pogłoski). Śmiesznie miał potem przez jakiś czas chodzić. Siadkiewicz mówi, że maszerował, jakby miał w spodniach kogoś jeszcze, a ten drugi mu tam … cyt. "pani Władzia wie, co-on-mu-tam".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Wspominam o tym wszystkim z kronikarskiej uczciwości (bywa, że niedoceniane dzisiaj drobiazgi, jutro nabierają znaczenia).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Z tym oto Kubą Chajmanem wszedł w konflikt Siadkiewicz. W pierwszą fazę sąsiedzkich działań wojennych dostał się dozorca za sprawą Don Ciccia (rottweilera, znanego w kamienicy pod zawołaniem Cycek), a w drugą - w wyniku nieprzejednanej postawy swojego kota Bazyla.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TKYZgwefEGI/AAAAAAAAAFM/x05g6P71ub8/s1600/Rottweiler+don+Ciccio.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;img border="0" px="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TKYZgwefEGI/AAAAAAAAAFM/x05g6P71ub8/s1600/Rottweiler+don+Ciccio.jpg" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Cycek, to w końcu pies... - rozpoczął relację z wydarzeń gospodarz domu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- … i defekować do toalety nie chodzi - weszła mu w słowo lokatorka z II piętra. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Co?... - tylko na krótko dał się zaskoczyć dozorca - ...i srać w ubikacji niezwyczajny. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Zapowiadało się ciekawie i wszystkie siły żywe Komórki zgrupowały się przy stole. Mikołajowi nakazano nalewać cicho i bez komentarzy antyalkoholowych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Trzeba koniecznie wspomnieć - zatrzymała Siadkiewicza pani Izabela - że Chajman dźwiga na nosie okulary jak dna od butelki …&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- … od kufla - nie wytrzymał dozorca. - I nie na nosie, tylko na kinolu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Owszym - otrząsnał się Rebek. - Kinol ma obrzydliwy. Jak spuchnięta truskawa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Trzeba absolutnie wyjaśnić - zaczęła od nowa Tęgodubska - że Chajman, który dźwiga na kinolu okulary jak dna od kufla, niedowidzi. Przez co, jak tylko gdzieś wylezie z domu, zbiera na butach wszystkie psie gówna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Prawo jazdy mu, hehe, zabrali - poczuł się w obowiązku uzupełnić Siadkiewicz - bo widział tylko do kierownicy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- He he - skomentował Libero.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- He he - wyciągnął czarny notes Jojo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;A pod "He he" dopisał, że Libero szydzi z ofiar pogromów i nie lubi korespondentów Gazety Wyborczej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- No i przedwczoraj - wznowiła narrację lokatorka - Kuba Chajman wdepnął w ekskrement...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- W gówno chyba! - zdenerwował się dozorca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Najpierw lewą nogą - udała problem ze słuchem Tęgodubska - a kiedy się pośliznął, to i prawą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- A skąd wiedział, że gów..., że ekskrement był produkcji pieska pana gospodarza - zaciekawiła się Amam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Bo takie wielkie, to sadzi tylko mój Cycek - wyprężył pierś Siadkiewicz. - Piesek, znaczy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Nastąpiła jedna z tych magicznych chwil, kiedy cisza aż bulgocze od niezadanych pytań. Nic nie było jasne, a zwłaszcza udział kota w wydarzeniach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Mógł wytrzeć kamasze w trawę - pozbierał i poukładał strzępy myśli emisariusz. - I byłoby po krzyku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- To ty, Lewek, nie znasz Chajmana - opuściła głos do niższych rejestrów pani Izabela. - On się procesuje z państwem polskim o żydowską łaźnię w Argentynie, a tu miałby popuścić mężowi pani Mani, od której kiedyś dostał w pysk, kiedy ją pomacał po ramiączku? Jak już wspomniałam, Chajman łazi po psich gównach od dawna, ale nie zdarzyło się jeszcze, żeby na psa krzyknął albo chociaż mu zwrócił uwagę. Tak się psów boi. Dużo łatwiej przyszło mu nienawidzić kretów i kotów. Co się na czymś śmierdzącym pośliźnie, to tupie w ziemię i przeklina wszystkie krety od czasu potopu, przez renesans aż po upadek banku Lehman Brothers. A jak widzi kota, to wulgarnie obiecuje mu kąpiel w benzynie, przy świetle zapałki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Bydlak jeden! - doleciało z klatki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- No i ja patrzę - przejął opowieść dozorca - a on próbuje kopnąć Bazyla. A potem go łapie i biegnie. To ja za nim. Ale Bazyl to moja krew. Rozdarł mu ryj i koszulę. I chodu! A Chujman do mnie, że zawoła policję i hycla.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Co tam policja i hycel - zrelatywizowała lokatorka. - Chajman grozi, że do Michnika zadzwoni. I do Szweda za zanieczyszczanie środowiska. I do Nowickiej, zapomniałam już za co. I do Kutza, i do Biedronia... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Do Biedronia? - przeciągnął nogi Rebek. - Chajman? Taki brzydal?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Pełna analiza wydarzenia nie zajęła więcej niż kwadrans.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Niech się pan nie przejmuje, panie gospodarzu - uspokoiła Siadkiewicza Nadieżda. - Pan popatrzy na Lwa Dawidowicza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Wszyscy przyglądaliśmy się emisariuszowi Zylbersztajnowowi, jak masował ucho słuchawką.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- I co Szapirow? - zapytała papuga, kiedy wrócił do stołu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Szapirow mówi, że w bazie danych Centrali żadnego Jakuba Chajmana nie ma.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Czyli, że Chajman może pana, panie gospodarzu, pocałować w dupę - starannie dobrała słowa Nadieżda.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- I psa Cycka - nie zapomniał o rottweilerze Siadkiewicz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- W dupę - dodał dla jasności Libero. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Kurwa. - dorzucił esa-floresa Hak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- I kota - nie zapomniałam o kocie. - To co, Bazyl, wszystko się wyjaśniło i możemy sobie iść?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Kota - odezwało się telepatycznie ryże 5 kilo - jeśli kot mu pozwoli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Na dworze było brzydko i mimo wczesnej godziny ciemnawo. W Komórce zapaliły się wszystkie światła. "Gorąco będzie" pomyślałam, "tym bardziej, że nie tylko emisariusz Zylbersztajnow gra na gitarze. A jak Tęgodubska śpiewa!"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Na głośne, potwierdzające "miau" Bazyla, gwałtownie usunął się z drogi ponury typ w długim płaszczu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Na wysokim piętrze otworzyło się i rozkrzyczało głosem Siadkiewicza okno.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Uważaj, Chujman, bo mój kot idzie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Choć kicia, dam ci cielęcej wątróbki - usłyszałam panią Manię. - A pani, pani Władziu, wstąpi na chwilę?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- Zostanie trochę wątróbki i dla mnie? - zapytałam mechanicznie, patrząc jak znika w klatce schodowej czarny kapelusz Chajmana.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Roześmieliśy się.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Wszyscy troje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Każde głośno, każde inaczej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Władysława&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: x-small;"&gt;PS&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: x-small;"&gt;Dlaczego moje zwyczajowe "Ale, po kolei" poświęciłam pewnemu posłowi SLD? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: x-small;"&gt;O tym w następnej kronice.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-5125673510404245381?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5125673510404245381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5125673510404245381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/10/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-179.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (179), 1 października 2010'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TKYYeDoayrI/AAAAAAAAAFI/I9x7eRu9kjI/s72-c/kot+Bazyl.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-8192280493011498154</id><published>2010-08-27T23:12:00.008+02:00</published><updated>2010-08-28T11:15:32.908+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (178), 27 sierpnia 2010</title><content type='html'>&lt;span style="color: white;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #20124d; font-size: x-large;"&gt;Jak długo może trwać nirwana&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/THgjWfGoA6I/AAAAAAAAAEo/qh4piWwrd5w/s1600/touristes-lavande.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" ox="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/THgjWfGoA6I/AAAAAAAAAEo/qh4piWwrd5w/s320/touristes-lavande.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Czy życie może biec linearnie? &lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie, że w letni, pogodny wieczór siedzimy pod gruszą.&lt;em&gt; Za młodzi, za starzy&lt;/em&gt; śpiewa u sąsiada Rynkowski, a my jesteśmy wszystkiego syci i nie boimy się nawet o nowe &lt;em&gt;sari&lt;/em&gt;, bo ostatnia gruszka spadła przed południem... &lt;br /&gt;Otóż, czy dusza nasza ma wtedy prawo zaskomleć: "Chwilo, trwaj! Przez dzień, przez rok, na zawsze.... "?&lt;br /&gt;Odpowiedź jest chłodno negatywna, ale jeśli któryś z Czytelników jest gotów przysiąc, że nigdy nie zdarzyło mu się marzyć, żeby jakiś moment w jego życiu, wolny od kataru, komunikacji miejskiej i związków zawodowych, zaczął się leniwie przeciągać i żeby się w końcu rozciągnął do nieskończoności sięgającej końca wakacji - niech się podniesie i trochę postoi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My w tym czasie wrócimy do Term we francuskim miasteczku N.&lt;br /&gt;Oto w okrągłej sali, pod wysokim stropem rzeźbionym w mleczno-białe zamyślenia, widać spory krąg utworzony z głów. Te głowy wystają z białego błota i należą do nas. Do zatrudnionych na co dzień w Komórce Rewolucyjnej pracowników frontu ideologicznego i do mnie - dyskretnej kronikarki ich osiągnięć. Na głowach, od strony twarzy, maluje się pogoda. Tę samą pogodę widać na części dziobowej papugi Nadieżdy, która, chociaż zupełnie sucha, nie sprawia wrażenia rozczarowanej. Obserwuje nas ze swojej polowej klatki na brzegu basenu, w pełnej z nami harmonii duchowej i mimicznej. &lt;br /&gt;Spoczywamy w stanie nieważkości. Błoto jest ciepłe i usypiające. Już wiemy, że potrafi być zdradliwe: ilekroć nasza beztroska zakpi sobie z ostrożności - wtedy nogi wylatują nam na powierzchnię, mięśnie napinają się, a ręce szukają w panice zatopionych w błotnym mleku metalowych uchwytów. Szukają metalu, a bywa, że znajdują nieoczekiwane fragmenty sąsiadów. Jest wpisane w naturę błota, że nawet gdy białe, nie ma gwarancji na jego niewinność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy nie czas powiedzieć coś więcej o życiu i przygodach Rewolucji &lt;em&gt;u wód&lt;/em&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ale po kolei - jak krzyknął na wezyra sułtan, wyciągając rękę po kawę z trucizną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozstaliśmy się z Czytelnikiem w raporcie o numerze 177. &lt;br /&gt;Kto ten raport czytał, wie, że Centrala wysłała nas na kurację do Francji, oraz że ledwo przeszliśmy wstępne badania lekarskie i zainstalowali się w pensjonacie "Chez les Thénardiers", jak zajechało Berlingo z płynnymi materiałami konferencyjnymi. Pamiętamy, że jego kierowca zaciągnął ręczny hamulec i zasnął na trawie, z nogą w samochodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiemy, że zaczął się i zakończył bankiet otwarcia i że tuż przedtem doszło do incydentu między Mikołajem a dozorcą Siadkiewiczem, na tle - symbolicznie to ujmując - bujnego popiersia dozorczyni. Pamiętamy, że ostatecznie wszyscy powędrowali spać, z wyjątkiem dwóch Lwów, Szapirowa i Zylbersztajnowa, oraz wpatrzonej w swojego emisariusza papugi Nadieżdy. Moja opowieść skończyła się na tym, że szłam do siebie po emisariuszowym "Idź, idź, Władziu, a my tu sobie z Lwem Mojsiejewiczem jeszcze przez chwilę pokonferujemy". Brakowało mi Bazyla, ryżego katalizatora głębokich myśli i oryginalnych nastrojów... &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Coś mnie tknęło, żeby wyjść na taras. Poprosiłam o więcej lodu i hotelowy &lt;em&gt;garçon&lt;/em&gt; przyniósł mi szklaneczkę &lt;em&gt;Tampico&lt;/em&gt;. Od strony gór wiało lekkim, ciepłym wiatrem, nikt nie pływał i basen błękitnie drzemał. Siedziałam tak, otulona w zadumę bez tematu, kiedy usłyszałam "miau". "Miau" ciche, za to dwukrotne. Gdyby to było &lt;em&gt;miaou&lt;/em&gt; francuskie - odpowiedziałabym automatycznym &lt;em&gt;pss, pss&lt;/em&gt;; to "miau" było jednak wymiauczane ze zdecydowanie polskim akcentem. W ciemnym kącie tarasu objawił się Bazyl. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Jak dobrze, że nie uległam pokusie infantylnego kici, kici. Od dawna porozumiewaliśmy się z Bazylem w języku uniwersalnym i pozaakustycznym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jestem - zameldował się Bazyl.&lt;br /&gt;Przeciągał się powoli i z odległości, jakby chciał mnie uwolnić od obowiązku formuł i gestów powitalnych.&lt;br /&gt;- Wyrzuciłem jedną butelkę z kartonu, trochę zmodyfikowałem kształty - wyznał Bazyl - i szofer załadował mnie do Berlingo.&lt;br /&gt;- Pewnie chce ci się pić - zatroskałam się telepatycznie.&lt;br /&gt;- Radzę sobie - odbrzmiało bezprzewodowo. - Sadzawka jest czysta.&lt;br /&gt;- Pensjonat nie akceptuje zwierząt - uprzedziłam. - Poproszę właścicieli o extra zgodę.&lt;br /&gt;- Nie warto. Będę spał na zewnątrz. Nie martw się też o jedzenie. Pod trawą tak tupie, że zasnąć trudno.&lt;br /&gt;- Ten gatunek myszy nazywa się po francusku &lt;em&gt;mulot&lt;/em&gt; - wtrąciłam.&lt;br /&gt;- Wiem - odpowiedział.&lt;br /&gt;Skąd mógł wiedzieć? &lt;br /&gt;- Muszę uważać na myśli - przyszło mi do głowy.&lt;br /&gt;A kot przekrzywił swoją. Trochę jak rottweiler Cycek, inny lokator Siadkiewiczów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/THgkv3pJBKI/AAAAAAAAAEw/arxJi9e2P5o/s1600/lavande4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" ox="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/THgkv3pJBKI/AAAAAAAAAEw/arxJi9e2P5o/s320/lavande4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zajęcia powtarzały się. O ile ćwiczenia w basenie, kąpiel błotna i kataplazmy z kaolinu obowiązywały każdego dnia, to deszcze mineralne i bicze wodne wypadały co drugi dzień, na przemian. Dniem odpoczynku miała być niedziela. Monsieur Bidal odważył się któregoś dnia warknąć przy mnie "Jeszcze parę lat, a niedziela będzie w piątek". Oboje patrzyliśmy w tym momencie na ogrodnika Mohameda, który ciągnął za sobą grabie tak wolno, jakby chciał, żeby go wyprzedziły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gimnastyka w sławnej wodzie leczniczej była pożyteczna i zajmująca. Wielki basen miał formę okrągłą, a w jego centrum znajdował się okrągły pomost, przypominający bęben. Z tego bębna kierował gimnastyką instruktor o imieniu Didier. Jego zwięzłe wyjaśnienia tłumaczyła na polski Nadieżda. Z rozbawionym dziobem, bo sama niezdolna do większości wygibasów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wymagania co do strojów kąpielowych były kategoryczne. Kobiety - kostium jednoczęściowy, mężczyźni - slipy. Jakiekolwiek amerykańskie gacie &lt;em&gt;Malibu&lt;/em&gt; czy muzułmańskie &lt;em&gt;Mustafy&lt;/em&gt; po kolana, były zakazane. Basen leczniczy nie miał ambicji być pralnią. Tym bardziej, że woda, o zapachu dalekim od &lt;em&gt;Chanel N° 5&lt;/em&gt;, osadzała na kąpielówkach rodzaj rdzy, a niektóre tkaniny wręcz żarła. &lt;br /&gt;Przekonał się o tym Libero, który pierwszego ranka zaprezentował się w stringu. Widząc go w szatni, Nadieżda przypomniała powiedzonko, że "kiedyś, żeby widzieć pośladki, trzeba było rozchylić majtki, a teraz odwrotnie". W odpowiedzi Libero wykrzywił się słodko-kwaśno i burknął, że "śmiać, to się można ze stringa poniżej 50 zł". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Libero powiększył się w ostatnich latach o jakieś 30 kg i teraz - praktycznie goły - budził ten rodzaj wesołości, jaki wywołałby hipopotam w slipach, śpiewający w pierwszym rzędzie chóru "Żubrówka Spiritual and Gospel Choir" z Żeńskiego Liceum Sióstr Sybarytek. &lt;br /&gt;Ewenement miał miejsce, kiedy skończyliśmy ćwiczenia i poddawaliśmy się podwodnemu masażowi. Bijące ze ściany strumienie wodne były intensywne i trzeba było ustawiać się bardzo ostrożnie. Patrzyłam na Haka, któremu z twarzy nagle uciekła rozkosz, a jej miejsce zajął ten rodzaj cierpienia, jaki zna każdy piłkarz, który podczas rzutu wolnego zapomniał zakryć rękami miejsce sławne z wrażliwości. W pewnym momencie Hak wybałuszył oczy, a za nim ja. Oto na wprost Libera wypłynął na powierzchnię jego string, zszarzały i przypominający zdechłą krewetkę. Widać było, że Libero również zidentyfikował naturę przedmiotu, bo zanurzył obie ręce w wodzie, przez chwilę coś sprawdzał, a potem stężał, jakby liczył straty finansowe i moralne. Niezdolny do ukrycia wesołości, instruktor Didier wykrzyczał, że "leci po jakieś desusy o rozmiarze XXXL". Dusząca się od śmiechu tłumaczka nie zdążyła jeszcze kłapnąć dziobem, jak spanikowany Libero wyniósł z basenu w rękach to wszystko, co przedtem trzymał w slipach. Ledwie znalazł się na brzegu, jak zderzył się z wracającym Didierem, rozłożył ręce i już bez żadnej dbałości o podskakujące świadectwo płci, jął się ślizgać po kafelkach w kierunku szatni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby istnieje mądrość ludowa "Nie śmiej się bratku z cudzego wypadku", ale nikt nie miał ochoty sięgać po nią pamięcią. Najgłośniej darła się Amam, a najmniej Hak. Miał wyraźnie wielką ochotę, ale zamiast się śmiać - płakał, bo tak już jest, że śmiech potrząsa organizmem, a lumbago wstrząsów nienawidzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konfuzja Libera nie potrwała. Zapytany wieczorem, czy kupił sobie w termalnym butiku jakieś majtki, odparł hardo, że nie widzi potrzeby. &lt;br /&gt;- Po co? - powtórzył na dźwięk nagłej ciszy.&lt;br /&gt;- To jak... - chwyciła się za usta Mania Siadkiewiczowa.&lt;br /&gt;- … tak z gołą dupą ? - dokończył dozorca.&lt;br /&gt;- A jak miał stringa, to nie był z gołą dupą? - popisał się zmysłem obserwacji Hak.&lt;br /&gt;- No może nie przesadzajmy - rzucił się Liberowi z pomocą Rebek - coś tam jednak miał.&lt;br /&gt;- A ty co, palcem sprawdzał? - błysnął dowcipem Szapirow.&lt;br /&gt;- Dziękuję uprzejmie, Rebuś - obruszył się Libero - za twojego amanta mnie jeszcze nie brano!&lt;br /&gt;Libertyn naskoczył na libertyna. Atmosfera napięła się. &lt;br /&gt;Zbliżała się pora obiadu, a trzeba Czytelnikowi wiedzieć, że obiadu we Francji nie podaje się przed dziewiętnastą i w nieprzyzwyczajonej do dłuższego postu ekipie panował głód. Tym większy, że Mikołaj potrzebował czasu, żeby wygrać z nakrętką pierwszej butelki.&lt;br /&gt;- Przeskocz gołodupca! - nakazał mu emisariusz Zylbersztajnow.&lt;br /&gt;Ręka nalewkowego przepłynęła nad szklanką Libera, nie spuściwszy ani kropli etylowego dżdżu.&lt;br /&gt;- No bo pewnie, kurwa, w tym butiku dla żabojadów nie było rozmiaru - wystartował Hak, zgorszony okrucieństwem kary, nie mieszczącej się w jego kodeksie karnym.&lt;br /&gt;- Ależ panie Liberku - odezwała się Siadkiewiczowa. - Ja zabrałam kostium dwuczęściowy, bez koronek, i ja pana poratuję moimi … spodenkami.&lt;br /&gt;- Nie będą za duże? - zarechotał Szapirow. - Po co mu zresztą majtki, stanik mu pani pożycz.&lt;br /&gt;Siadkiewicz przełknął ślinę, a Mikołaj spojrzał na szefa Centrali z pogardą, z jaką protestanci patrzą na procesję ku czci św. Parapacego z Salamanki.&lt;br /&gt;- No ! - odetchnął Libero i podstawił szklankę Mikołajowi.&lt;br /&gt;- Lej - zgodził się Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia Libera w jakiś sposób wydostała się poza Termy i kiedy nazajutrz, po lekkim &lt;em&gt;déjeuner&lt;/em&gt;, opalaliśmy się nad basenem, podkradł się do Libera ogrodnik Mohamed i zatrzepotał rzęsami &lt;em&gt;"Je sais où on peut se bronzer tout nu&lt;/em&gt;".&lt;br /&gt;- Co on pierdoli? - zainteresował się Hak.&lt;br /&gt;- On mówi, że wie, gdzie Libero mógłby się opalać całkiem nago - przetłumaczyła spod parasola Nadieżda.&lt;br /&gt;- A gdzie niby, gdzie? - obojętnie obsikał się olejkiem do opalania Rebek.&lt;br /&gt;Mohamed przeniósł się w okolice filmowca.&lt;br /&gt;-&lt;em&gt; On peut y aller à moto&lt;/em&gt; - zapodał.&lt;br /&gt;A potem rozdmuchał różowy puszek i spróbował wsunąć stopę w pantofel plażowy Rebeka. Bez sukcesu - miał stopę o trzy numery za szeroką.&lt;br /&gt;- Co ten poganiacz wielbłądów znowu chce? - nie ustawał w ciekawości Hak.&lt;br /&gt;- Zadałeś pytanie bez "kurwy" - oderwał wzrok od Mohameda Rebek.&lt;br /&gt;- Kurwa - nadrobił zaległości Hak. - Ale kopyto do łażenia po piasku to ten brudas ma.&lt;br /&gt;- Mohamed mówi, że może Rebka zabrać motorem - dobiegło z klatki.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Merci&lt;/em&gt; - rozjaśnił się Rebek. - &lt;em&gt;Merci very much&lt;/em&gt;. Ale nie dzisiaj.&lt;br /&gt;Odchodząc, Mohamed nie zapomniał się potknąć i otrzeć o Libero.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następne dni potoczyły się rutynowo. Mniej więcej rutynowo, bo nie było jednego dnia bez figli, przy pomocy których dorosłe samce małp i ludzi starają się odmłodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest wciąż pierwszy dzień. &lt;em&gt;Dîner&lt;/em&gt; się skończył, a druga część zebrania jeszcze nie zaczęła. Mikołaj i Jojo niosą po kartonie Stolicznej. Dozorca Siadkiewicz spaceruje wokół basenu, poprzedzany o długość cienia przez żonę. Ona zamyślona, on czujny.&lt;br /&gt;- Co to są kataplazmy? - pyta Amam.&lt;br /&gt;- W tym wypadku chodzi o kataplazmy gorące - podejmuję się wyjaśnień - z białej gliny kaolinowej...&lt;br /&gt;Zauważam obiektyw. Zaczynam wchodzić w kadr Rebekowej kamery. Amam już w nim jest.&lt;br /&gt;- Kataplazmy to tak, jak katakumby - wskakuje mi w słowo Libero. - Katakumby są zimne, a kataplazmy gorące. Do katakumb wkłada się trupy, a do kataplazm - jeszcze za życia.&lt;br /&gt;- Ale nie pożyją - włącza się do dyskusji naukowej Hak.&lt;br /&gt;- Znam takich, co przeżyli - upiera się Libero.&lt;br /&gt;Kamera w ręku Rebeka zaczyna się trząść. Szansa w stabilizatorze obrazu - myślę.&lt;br /&gt;- Ty to wytrzymasz - pociesza Amam Libero. - Musieli was w Mossadzie nieźle trenować.&lt;br /&gt;- W Mossadzie? - udaje Amam. - Co to jest Mossad? &lt;br /&gt;- Znałem jednego Mosada - zatrzymuje się nad nami Siadkiewicz. - Kazik miał na imię. Do mojej Mani, jak byłem za kawalera, uderzał.&lt;br /&gt;- I co? - woła z daleka Jojo, który usłyszał słowo Mossad.&lt;br /&gt;- Dostał po ryju, za przeproszeniem pani papuzieńki - patrzy za oddalającą się żoną dozorca.&lt;br /&gt;- A czy te katakumby są obowiązkowe? - wraca do tematu Amam.&lt;br /&gt;- A jak! - zapewnia Libero. - Ale najpierw lecą kataplazmy.&lt;br /&gt;- Mikołaj już leje - krzyczy Jojo.&lt;br /&gt;- Kurwa z tym lumbago - gramoli się Hak. - Przed chwilą widziałem na trawniku tłustego ryżawca. Wypisz, wymaluj Bazylek.&lt;br /&gt;- Skąd by się tu wziął? - dziwią się Siadkiewiczowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Banał - powie Czytelnik. &lt;br /&gt;Banał. Takie już są wakacje. Życie robi się wolne i leniwe - jest gorąco, ale nie za gorąco, woda w basenie jest chłodna, ale nie za chłodna, jedzenie jest inne, ale nie za "inne" - wszystko rozkosznie powszednieje, a marzenia robią się nijakie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęłam kronikę od basenu z białym błotem. Teraz muszę coś ze słowem "błoto" zrobić. "Biała zawiesina" - wyrażenie paskudne i medyczne. "Biała mgła" - jakieś za rzadkie. Bardziej adekwatne byłoby określenie "śmietana", ale czy "kąpanie Haka w śmietanie" nie nafaszerowałoby mojej prozy ołowiem. Albo "Jojo w śmietanie" - czy nie popchnęłoby wyobraźni jednego Czytelnika do kuchni, a drugiego - w stronę kucharki?&lt;br /&gt;Niech już będzie błoto. Białe błoto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Leżenie w białej otchłani leczy ciało i duszę. Zakazującego rozmów regulaminu pilnuje Ginette. Ma się wrażenie, że zakazuje również z własnej inicjatywy. Jest apetyczna, dekoracje jej służą, ma opalone nogi i coś takiego w sobie, co - według Libero - "medytację bardzo ułatwia, ale jeszcze bardziej utrudnia". &lt;br /&gt;Kobiety oddają się medytacji bez reszty. Obie, Siadkiewiczowa i Amam, siedzą prosto, z dolnymi kręgami przy samej ścianie, obmywając co chwilę szyje i okolice. Zanurzenie panujących między ramiączkami kostiumu obfitości nie jest dla nich łatwe, a byle odchylenie pupy od ściany kończy się wyskoczeniem na wierzch podstanikowych pływaków.&amp;nbsp;A następnie nóg, zgodnie z teorią zjawiska, przedstawioną w pierwszych słowach raportu.&lt;br /&gt;Medytacja pań, chociaż staranna, wymaga więc pewnego skupienia pozamedytacyjnego. U panów - odwrotnie. Skupiają się głównie pozamedytacyjnie, a medytacja czysta znajduje się u nich na czwartym planie, pozostawiając za sobą dwa plany luki.&lt;br /&gt;Mikołaj troszczy się wzrokiem o równowagę pani Mani, Siadkiewicz pilnuje tego samego u Amam, Libero koncentruje się na nogach Ginette, obaj emisariusze - na jej opiętym kitlu, a Rebek szepce do Jojo, że gdyby tu zanurzyć Mohameda, to byłby tak samo biały jak wszyscy, co podważa i ośmiesza wszelkie teorie rasistowskie. Jojo sprawia wrażenie wytrąconego z równowagi przez brak czarnego notesu, a ja nie mogę sobie pozwolić na jakiekolwiek rozproszenie uwagi, w związku z obowiązkami. Jeśli Czytelnik ma trochę sumienia i dobrej woli, może mi w tym momencie współczuć.&lt;br /&gt;Haka zostawiłam na koniec. Nad czym medytuje Hak, zobaczymy kiedy przedstawię parę scen z jego błotnego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteśmy w drugim dniu kuracji i czeka nas pierwsze zanurzenie. Lew Dawidowicz wnosi zydel i ustawia na nim polową klatkę z Nadieżdą. Płonące od barw pióra papugi pozostają w harmonii z ramkami klatki w kolorze khaki, a całość rozrzuca krople egzotyki po niepokalanej czystości pomieszczenia. Ginette wydaje się zaskoczona:&lt;br /&gt;- Proszę natychmiast wynieść ptaka! - zatrzymuje gestem emisariusza Zylbersztajnowa, który zdążył już zanurzyć część swojej szczeciny.&lt;br /&gt;- To ciekawe, kto będzie tłumaczył - skrzeczy ptak po francusku.&lt;br /&gt;- Nie, nie, ja mam medytować - odpowiadam wycelowanemu palcowi Ginette.&lt;br /&gt;- Przecież słyszę, że ktoś jeszcze mówi po francusku - spostrzega się Ginette. - Chyba nie papuga, haha.&lt;br /&gt;- Chyba papuga, haha - reaguje klatka. - Mam na imię Nadia - upraszcza swoje imię Nadieżda Igorowna Orinoko.&lt;br /&gt;- A tu coś leży na dnie - wykrzykuje Hak, grzebiąc nogą po dnie. - Trupa czuję.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Qu'est-ce qu'il dit ?&lt;/em&gt; - krzyczy Ginette.&lt;br /&gt;- Co on mówi? - powtarza pytanie papuga. - Mówi, że tam coś na dnie leży, jakby trup.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mon Dieu!&lt;/em&gt; - uspokaja się Ginette. - A już myślałam, że znalazł moją komórkę. Jak trup, to drobiazg. Codziennie mamy tu z tuzin.&lt;br /&gt;- Humorystka, kurwa - nie ukrywa rozczarowania Hak. - Jakby nie dosyć było mojego lumbago.&lt;br /&gt;- Co ona powiedziała? - rozumie piąte przez dziesiąte Amam i boi się zanurzyć.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Silence, s'il vous plaît!&lt;/em&gt; - zarządza Ginette.&lt;br /&gt;- Trupów jest więcej - szepce do Amam Hak. Życzliwie. Po sąsiedzku.&lt;br /&gt;Amam kurczy się i, na ile jej pozwalają wdzięki, zanurza.&lt;br /&gt;Obserwuję Haka, a Hak - wszystkich pozostałych. W jego oczach, zamiast terapeutycznego skupienia, widać perfidną zadumę, która jak botox wygładza mu zmarszczki i wydyma policzki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazajutrz, wchodząc do sali kąpieli błotnych, mijamy się z kilkoma brunetami. Jeden składa coś w rodzaju teleskopowego bosaka, a wszyscy mają aluminiowe walizeczki. Rozmawiają między sobą w hałaśliwym angielskim, podbarwionym orientalnie. "Liban jakiś" - przemyka mi przez myśl. Kiedy jednak słyszę &lt;em&gt;"No danger"&lt;/em&gt;, skierowane niby mimochodem do Amam, domyślam się prawdy. Wygląda na to, że wątpliwości agentki wywiadu M. zostały potraktowane z całą powagą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogę o sobie powiedzieć, żebym poświęcała szczególną uwagę slipom, ale coś mi się w chwilę potem rzuca w oczy. Slipy Haka i Rebeka wydają się … ponadnaturalnie wypchane. "Ciekawe, co im się śniło" - ironizuję w duchu i dopiero historyjka, którą jeszcze spodziewam się zdążyć w niniejszym raporcie opowiedzieć, z mojej ironii zadrwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od nowa spoczywamy w mlecznej nieważkości. Na lewo ode mnie, w dziwnym spokoju zamiera Hak, a za nim, "medytuje" Amam. Za Amam przysłania rzęsami oczy niepokojący kobiety i kłopoczący mężczyzn Rebek. Artysta garbi się nad białą taflą z beztroską człowieka, któremu zepsuł się budzik. &lt;br /&gt;Nagle widzę, jak powierzchnia błota, tuż przed biustem Amam, uwypukla się i pęka z bulgotem, jakby na dnie basenu doszło do erupcji wulkanicznej. Drugi pękający pęcherz gazowy budzi Amam z odrętwienia i nagle widać na jej twarzy zmieszanie. Amam rozgląda się z nadzieją, że nikt niczego nie zobaczył, ja rozglądam się za nią i … dziwne. Jedyni, którzy niczego nie dostrzegli, to jej sąsiedzi. "Rebek dżentelmen" - pomyślałam, ale Hak? Widzę, jak Szapirow chwyta za ramię Lwa Dawidowicza, jak Siadkiewicz szuka potwierdzena na twarzy małżonki, jak Jojo pisze coś palcem w powietrzu, jak zapomina zamknąć dziób papuga i jak Libero zaciska palcami nos.&lt;br /&gt;Powierzchnia błota wygładza się, wchodzi Ginette i rzuca okiem na zegar ścienny. Mamy jeszcze parę minut. Twarz Amam, pokryta rojem znaków zapytania, zaczyna się wypogadzać, aż nagle słychać nowy bulgot, a za nim istną serię. Spod powierzchni, wciąż przy samej Amam, dzieje się coś, co mogłoby wskazywać na sukces wierceń w poszukiwaniu gazu, i nagle widzę, jak policzki Haka to wydymają się, to kurczą, i już rozumiem. To samo musiała zrozumieć ofiara subtelnego żartu, bo widzę, jak Amam podnosi się i wali w pysk Haka, który ratuje się ucieczką w moim kierunku, ciągnąc za sobą przezroczysty wężyk. Widzę również Rebeka, jak coś zwija metodycznie z wyrazem twarzy człowieka, który nie ma skłonności do zaskakiwania ani do bycia zaskoczonym. Kiedy w minutę później wędrujemy pod natryski, białe od błota slipy Rebeka zachowują swoją… zuchwałą formę, podczas gdy Hak bezwstydnie wlecze metr węża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drogi Czytelniku, opowiedziałam tych kilka scenek, żeby oddać atmosferę wypoczynku wojowników przed walką. Wszyscy w Komórce Rewolucyjnej zdawaliśmy sobie podświadomie sprawę, że być może przeżywamy "ostatnie takie lato". Tym większą wartość miały wszystkie psoty, więcej czy mniej finezyjne. Odwracały uwagę od walki na śmierć i życie, jaka w niestabilnych politycznie czasach miała nastąpić. Rewolucja zdawała sobie sprawę, jak wielkie zadania przed nią stoją, i nie miała wątpliwości - od pewnego czasu rysował się "powrót wielkiej korby". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tym skończę czarne przewidywania - wszak w relacji z N. nie wykroczyłam poza trzeci dzień pobytu. Trzeci dzień z trzech tygodni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może jeszcze kiedyś wrócę do różnych zabawnych i wypoczynkowych epizodów z kuracji w N.&lt;br /&gt;Pora jednak na parę końcowych informacji i na odrobinę nastroju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bazyl ukrywał się prawie do końca pobytu. On też miał prawo do wakacji i widać było, że klimat robi mu dobrze. Kot ujawnił się na dzień przed powrotem do kraju, a dwójka Siadkiewiczów zdecydowała się wracać samochodem, zarówno dla dotrzymania mu towarzystwa, jak i z ciekawości pejzaży i znakomitych autostrad na zachód od linii Odra-Nysa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I oto mamy od nowa typowy wieczór w N. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dîner&lt;/em&gt; skończył się, a zebranie zgasło wraz ze świadomością ostatniego biesiadnika.&lt;br /&gt;Siedzę nad basenem i patrzę na góry. Wiatr opowiada wciąż tę samą historię. Z wariantami, tak jest ta historia bogata. Ślizgają się po drzewach światła rzadkich samochodów. Zapalają się w ciemnościach cyprysy i rozbłyskują parasole pinii. Pachnie lawendą. Od strony N. nie dochodzą żadne odgłosy. Jak oszalałe grają świerszcze i cykady - nocne świadectwo południa, zdolne zniweczyć sen wędrowca, niegroźne jednak dla śpiącej w klimatyzowanych pokojach rewolucji.&lt;br /&gt;Bazyl zamiera obok i czasem... czasem patrzy tam, gdzie ja, jakby mu zależało na podkreśleniu wzajemnego zrozumienia. A czasem gdzie indziej, jakby chciał dla odmiany przypomnieć, że nie powinniśmy się zbytnio do siebie przyzwyczajać. Bo życie życiu nierówne i inne są krainy wiecznych łowów człowieka i kota. W przeszłości Bazyl mnie odprowadzał. Bywało zimno i gorąco, deszczowo i burzliwie... Teraz mieliśmy dla siebie tyle pogody i czasu, że nie musieliśmy rozmawiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy Bazyl mruczał ?&lt;br /&gt;Nie mruczał. Nie brałam go na ręce i nie głaskałam. &lt;br /&gt;Byliśmy jak &lt;em&gt;&lt;strong&gt;ktoś z kimś&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że muszę kiedyś tę kronikę zakończyć.&lt;br /&gt;Ale Czytelnik... niech Czytelnik się nie śpieszy. &lt;br /&gt;Niech jeszcze chwilę posiedzi. Ze mną, z Bazylem,&amp;nbsp;z cykadami. &lt;br /&gt;Pod wysokim niebem, w cieniu gór, owiewany wiatrem, w którym gorące wspomnienie dnia schładza się w cieniach nocy.&lt;br /&gt;Podczas gdy gwiazdy wysyłają z czarnego nieba migotliwe sygnały, których nikt jeszcze nie przetłumaczył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Władysława&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/THgqFyr4GzI/AAAAAAAAAE4/RO_LOUuh52w/s1600/Moustier_SM+(13).JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" ox="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/THgqFyr4GzI/AAAAAAAAAE4/RO_LOUuh52w/s320/Moustier_SM+(13).JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-8192280493011498154?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/8192280493011498154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/8192280493011498154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/08/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-178.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (178), 27 sierpnia 2010'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/THgjWfGoA6I/AAAAAAAAAEo/qh4piWwrd5w/s72-c/touristes-lavande.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-4415079027301980558</id><published>2010-07-20T20:59:00.004+02:00</published><updated>2010-07-20T21:04:40.229+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (177), 20 lipca 2010</title><content type='html'>&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TEXvAFlpeSI/AAAAAAAAAEg/1031c4tEZ_U/s1600/termes.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" hw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TEXvAFlpeSI/AAAAAAAAAEg/1031c4tEZ_U/s320/termes.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d; font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;Remont Komórki&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwieszony na dwóch hebanowych dziewczynach, przesuwał się przede mną Bob Gold, piosenkarz, który sprawie wyzwolenia świata od białego człowieka poświęcił cały swój talent i głupotę. Był jak zawsze naćpany, a jego twarz, z farbkowo niebieskim wzrokiem nie wydawała się zainteresowana czymkolwiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikomu z nas się nie śpieszyło i dosyć obojętnie słuchałam, jak Hak wzdychał i mruczał: &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nazywam się Hak&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;i leżę na wznak,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;a baba ten mak&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;zasiała,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;dlatego, że Hak,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;choć leżał na wznak&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;pokazał jej, jak&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;siusiała...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W miarę jak Hak podśpiewywał, traciłam pewność czy Czytelnik wytrwa w lekturze, jeśli natychmiast nie ujawnię czasu i miejsca akcji. &lt;br /&gt;A Hak nie wypuszczał liry: &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie!&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;&lt;em&gt;Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;kto raz zięciem w kolebce, przespał się w alkowie&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;na mrówce i na krowie, bo krów było mrowie.&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Patrzyłam, jak Hak rozgląda się i kręci głową: &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;em&gt;O, dajcie mi góry, o, dajcie mi chmury,&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;&lt;em&gt;i orły zwołajcie, by wbiły pazury,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;w te dupska, którymi, gdy widzę, się brzydzę,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;w te plecy wiszące, nim je znienawidzę...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na tłuszcze i ...haszcze zazwyczaj się łaszczę,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;lecz tutaj, to najpierw tę paszczę pogłaszczę,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;a potem się wygnę, łeb skręcę i przygnę -&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;jak babsko utopię, to w basen ten rzygnę...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był czas przypomnieć Hakowi, że obowiązuje cisza. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Aby się czymś zająć, zaczęłam myśleć o powrocie do rutyny, o przyszłym raporcie... Moją rzeczą jest pisać raporty, więc raporty pisane będą - człowiek nie wybiera powołania, gdy powołanie wybiera jego. Można odsuwać rękę losu, ale kiedy ta ręka należy do dr. Fciaka, bunt byłby buntem przeciw samej sobie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tej chwili minęło kilka tygodni i oto pierwszy raport po przerwie: &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Od czasu do czasu każdy człowiek i prawie każda instytucja musi przed sobą postawić zadanie. Raz postawione zadanie może sobie postać. Jak długo? Ba, tu potrzebna jest szczypta teorii, bez której, jak chce Hak, "nie obejdzie się nawet królik". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Statystyczny człowiek nosi w swojej podświadomości tendencję, która w praktyce przyjmuje postać reguły: &lt;strong&gt;"Bardzo ważnym zadaniem przed podjęciem zadania jest znalezienie dobrego powodu dla jego odłożenia."&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Indagowany w tej sprawie obywatel coś kręci, ale ilekroć znajdzie jakąś wymówkę dla rezygnacji z czegoś, co sobie zaplanował, wstaje lekki i śpiewa różne głupstwa, demoralizując dzieci i zwierzęta domowe.&lt;br /&gt;Reguła ta jest dobrze znana rewolucji światowej i krajowej, ale nikt nigdy nie znalazł jej dosłownego zapisu. Z wyjątkiem jednej jedynej inskrypcji, którą Hak miał widzieć na ścianie pokoju hotelowego we Włodzimierzu Wołyńskim, zapisanej ręką samego Siemiona Michajłowicza Budionnego: &lt;em&gt;"Wot, siewodnia Buga nie prachodzim, tak ja mordu zalał".&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz stop teorii, bo praktyka bębni pięściami po drzwiach.&lt;br /&gt;Można było zauważyć, że od kilku miesięcy czas przypominał Big Maca z wyborami prezydenckimi zamiast hamburgera i że działalność Centrali była w tym okresie dyskretna. Dzisiaj, kiedy Centrala jest z wyborów zadowolona, a wąs nowego prezydenta zdobi ekrany telewizorów, kwestię tę można wyjaśnić bez obawy, że ktoś poza czytelnikami raportów zwróci na nią uwagę. Samo zaś wyjaśnienie jest wpisane w teorię rewolucji i sprowadza się do wskazania, że kiedy zakwita wyborczy kwiat paproci, to przy ubieraniu kandydatów trzeba ideologię zastąpić marketingiem. Jeśli trzeba, popierany przez lewicę kandydat może nieść księdzu baldachim, może ryczeć "Nie lękajcie się !", może potępić &lt;em&gt;in vitro&lt;/em&gt; i obiecać jego refundację z funduszu zdrowia, i może zrobić wiele innych rzeczy, o których zapomni jeszcze szybciej niż wyborcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie może być jednak tak, że on śpiewa swoje, a z tyłu dolatuje Międzynarodówka. Stąd też w okresie oszukiwania wyborców każda licząca się partia lewicowa zajmuje się malowaniem lokali i myciem samochodów. I tak oto sznurek, który niepostrzeżenie wsunęłam Czytelnikowi do ręki, zaprowadził go do rozwiązania zagadki, dlaczego od pewnego czasu nie ukazał się żaden raport. O jakiej bowiem "walce z reakcją" miałabym pisać, jeśli walki nie było? Wstydź się Czytelniku, który zarzucałeś mi lenistwo. Jakże cierpiałam, jako kobieta pracująca i kobieta w ogóle, kiedy byłam zmuszona do taktycznego kajania się, ze wzrokiem to w pustce, to w okolicach komody.&lt;br /&gt;Tymczasem Centrala najspokojniej w świecie zawiesiła przed sobą kurtynę. Grubą, gorącą i wilgotną. O zapachu fiołków porzuconych na talerzu z resztką ziemniaków w sosie chrzanowym. Zanim opowiem, co się za nią działo, muszę nad paroma aspektami rewolucji zapalić światło nie tylko elektryczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętamy, że istotą rewolucji jest zdobycie dla siebie władzy nad światem, a zwłaszcza nad jego pieniędzmi. Kiedy Centrala Central skonstatowała, że tradycyjny proletariat bez włączenia prawego migacza skręcił w stronę drobnomieszczaństwa, musiała rozpaczliwie szukać nowego klienta, bardziej odpornego na ząb czasu i inne zęby. Jako pierwsi zgłosili się zboczeńcy. Mamuty wszak wyginęły, a sodomitów jak się tępiło, tak się tępi. Potem jęły piszczeć kobiety - jak były bite, tak są. Zauważono również, że ręka ojca, jak na nieposłuszny tyłek spadała, tak spada. I dzisiaj, dzięki tym znaleziskom, nowoczesna lewica bankowa ma pacjentów, którym humoru nie poprawi ani wulgarny chleb z szynką ani finezyjne igrzyska w rodzaju piłki nożnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostaje sprawa kadr. Każdy, komu tradycyjne wskazania moralne przelatują przez czaszkę jak neutrino przez naszą planetę, a kto codziennie budzi się z nieczytelnie zaadresowanym uczuciem nienawiści, jest materiałem na tzw. "idiotę użytecznego". Żeby pojąć Lenina, kiedy ten mówił o kadrach, jako kluczowym elemencie rewolucji, wystarczy wyobrazić sobie, co byłoby, gdyby za każdą robotę miał się brać osobiście któryś z prawdziwych ojców rewolucji. Musiałby wówczas odłożyć szklaneczkę i cygaro, a wtedy, jak oblicza Spitzman, do samego czyszczenia popielniczki trzeba byłoby zatrudnić od jednego do dwóch tysięcy osób. Generalnie rzecz biorąc, idiotom użytecznym powierza się raczej nadzór, podczas gdy samą gołą robotę pozostawia się idiotom zwykłym, płaconym z podatków państwa, w którym lewica pasożytuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niełatwo jest być ojcem rewolucji. Gdybym napisała, że każdy ojciec rewolucji kończył swoje pracowite życie w łóżku i z księdzem, to Czytelnik by się zakrztusił i musiałabym swoje kroniki czytać sama. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O zgonie i pogrzebie pierwszego lewicowca, Kaina, wiemy niewiele, ale już Marks, Engels, Stalin i Mao umierali we względnym komforcie. Jeśli chodzi o Lenina, to psuł się on stopniowo, manualnie zachęcany do życia przez pewną francuską sekretarkę, za którą, co zrozumiałe, nie przepadała towarzyszka życia Włodzimierza Ilicza, imienniczka papugi Nadieżdy, niejaka Krupska. Jeśli chodzi o Trockiego, to tak denerwował on Stalina, że został przez niego obrócony w proch w trybie przyspieszonym, bez przepisowego czasu na rachunek sumienia i żal za grzechy. Dla odmiany, Robespierre kończył egzystencję stopniowo, najpierw bez dolnych zębów, a następnie głowy, podczas gdy socjalista Adolf Hitler został, z kulą w czaszce, poddany wysokiej temperaturze jak jakiś homar. Widzimy, że gdyby zebrać ojców rewolucji do kupy, to nie byłoby czego tej kupie zazdrościć. &lt;br /&gt;A co dopiero idiotom użytecznym i idiotom zwykłym!&lt;br /&gt;Haruje nasz szeregowy rewolucjonista jak małpa w kieracie. Zdarza się, że zasiądzie przy barze albo w agencji towarzyskiej, żeby przypomnieć hardemu biznesmenowi, kto mu dał pieniądze na rozruch, ale większość czasu spędza na kości ogonowej, psując oczy przed ekranem w jednej z komórek rewolucyjych, zawsze na wysokim piętrze. Na wysokim, żeby mu nie zaglądali przez ramię przechodnie, i bez windy, żeby luksus nie drażnił mas pracujących i plebanii. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;W tym roku Centrala postanowiła nie tylko odmalować komórkę, ale również zainstalować w łazience bidet, zgodnie z pismem, które wprowadził papugę w długotrwały stan nieważkości. Śmiech Nadieżdy przebił wszystkie piętra i wyrwał lokatorkę Tęgodubską z łóżka, w którym uprawiała kombinację sjesty z migreną. Podpisane przez szefa Centrali Szapirowa pismo głosiło bowiem, że "bidet instaluje się z myślą o wygodzie tow. Nadieżdy Igorownej Orinoko". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pytanie emisariusza Zylbersztajnowa, gdzie ma podziać załogę, Szapirow odparł, że podreperuje się ją fizycznie w jakimś SPA, najlepiej we Francji, "do czego on przyłączy się osobiście". Decyzja Lwa Mojsiejewicza Szapirowa podlegla wykonaniu w trybie doraźnym. Stroną praktyczną wakacji zajął się Roger, znany Czytelnikom raportów, jako "motocyklista na rowerze" i pilot samolotów śmigłowych, z podwoziem w postaci kół, pływaków i płóz. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;- Ale po kolei – jak ostrzegł gołąb gołębia w czasie nalotu nad pomnik. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Centrum Termalne znajdowałe się w średniowiecznym miasteczku N., tuż za murami obronnymi. Centrala wynajęła dla nas pensjonat "Chez les Thénardiers", którego nazwę amator "Nędzników" Wiktora Hugo z pewnością uzna za romantyczną. Właściciele, Monsieur et Madame Robert Bidal, wołali na pokojówkę Cosette, ale po służbie Monsieur szczypał ją w dżinsy już jako Mélanie. Pensjonat był wygodny, położony o 200 m od Term, luksusowo wyposażony w telewizję satelitarną i łącza internetowe. Mieliśmy przed sobą trzy tygodnie szczęścia, tym bardziej, że góry były oddalone o parę kilometrów, a jezioro o prawie tyleż. &lt;br /&gt;- Nic się nie obsunie i nic nas nie zaleje - rozejrzał się ze skarpetką w ręku Lew Mojsiejewicz Szapirow.&lt;br /&gt;- Oprócz Stolicznej - wyszczerzył się Lew Dawidowicz Zylbersztajnow, już w sandałkach.&lt;br /&gt;- Odżyjemy tu jak Penis z popielnika - westchnął Hak.&lt;br /&gt;- Jak Feniks z popiołów - jęknął Rebek.&lt;br /&gt;- Jak Penis z popiołów - zgodził się Hak. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Wszyscy zostaliśmy zbadani przez jednego z uzdrowiskowych lekarzy. Najdłużej zabawiła w gabinecie pani Mania Siadkiewiczowa. Kiedy wyszła, wychylił się ze stanikiem w dłoni dr Lamy i zapewnił, że Madame Mania płuca ma w porządku. &lt;br /&gt;Dr Alain Lamy, łysiejący amator wina, kobiet i śpiewu, uprzedził, że zechce nas i nasze czekówki zobaczyć w środku kuracji oraz tuż przed jej końcem. Jego metoda składała się z wywiadu oraz pomiarów takich parametrów, jak ciśnienie, waga, wzrost, odległość palców ręki od podłogi w skłonie w przód, oraz różne kąty, związane z patrzeniem w górę, w dół i na boki. Tłumaczeniem zajmował się Roger, na zmianę ze mną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyny incydent związany był z Hakiem.&lt;br /&gt;- Może pan się wyprostować - powiedział doktor, kiedy Hak za trzecim podejściem opuścił dłoń na wysokość kolan.&lt;br /&gt;- Łatwo kurwa powiedzieć - kazał przetłumaczyć Hak i pozostał w skłonie.&lt;br /&gt;Wyprostował go dopiero zastrzyk i dwa Lwy, Szapirow i Zylbersztajnow. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Mając do wyboru astmę, choroby kobiece i żylaki, jednogłośnie wybraliśmy reumatyzm. Dr Lamy, usłyszawszy francuski Nadieżdy, poprosił ją, aby rozebrała się "do spodu" i stanęła na wadze. "700 g" odczytał i uprzejmie stwierdził obecność "pewnych objawów reumatyzmu w lewej łapie".&lt;br /&gt;Przepisano nam te same zabiegi. Mieliśmy zaczynać dzień od gimnastyki w basenie z wodą mineralną, która stawiała na nogi Rzymian, a następnie pielgrzymów do Composteli. Po 20 minutach intensywnej gimnastyki następowało 10 minut masażu wodą, wytryskiwaną pod ciśnieniem ze ścian basenu. Natryskom, deszczom i biczom wodnym nie poświęcę szczególnej uwagi, ale już gorące katapalazmy z gliny leczniczej i kąpiel medytacyjna w białym błocie były autentycznie interesujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczegółom kuracji zostało poświęcone pierwsze zebranie w sali seminaryjnej pensjonatu. Tym bardziej, że właśnie zajechał Berlingo z płynnym sprzętem konferencyjnym. Jego przyjazd został zgrany z początkiem zebrania. Nie wiem, jakich środków synchronizacyjnych dopuścił się Szapirow, ale usłyszeliśmy zaciągnięcie ręcznego hamulca, po czym kierowca pojazdu, z natury rzeczy wolniejszego od samolotu, wypadł przez drzwi i zasnął, z jedną nogą porzuconą w samochodzie. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;- Do roboty Mikołaj - zarządził Lew Dawidowicz. &lt;br /&gt;- Jojo i Libero mu pomogą - zaantycypował Hak.&lt;br /&gt;- Powinien mnie zastąpić Hak - odezwał się Libero. - Ċwiczenie dobrze mu zrobi na wańtuch.&lt;br /&gt;- Lumbago posiadam - wyjaśnił Hak z wyższością w głosie.&lt;br /&gt;- Nie ma lepszego sposobu na lumbago, jak noszenie kartonów - kontynuował Libero.&lt;br /&gt;- A poza tym - dał się słyszeć Rebek - nie mówi się Lómbago, tylko lumbago.&lt;br /&gt;- Kurwa - okazał zdenerwowanie Hak - Nadieżda zaświadczy, że dobrze wymawiam.&lt;br /&gt;- Dobrze! - poświadczyła papuga.&lt;br /&gt;- Ona świadczy za darmo? - zdziwiła się agentka Mossadu, Amam.&lt;br /&gt;- Zawsze za darmo - uprzedził Nadieżdę emisariusz.&lt;br /&gt;- Dziwne u was porządki, Zylbersztajnow - mruknął półoficjalnie Szapirow.&lt;br /&gt;- I nie po to Lew Mojsiejewicz mnie rano prostował - spróbował podsumować Hak - żeby mi znowu zastrzyk w dupę bili.&lt;br /&gt;- W pośladki, kochany panie Haczusiu - sprostowała Siadkiewiczowa - byłam przy zastrzyku, to wiem.&lt;br /&gt;- Jak pani doktór cyce macał, to ja się nie wtrącałem - podskoczył Hak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mikołaj runął dusić profanatora, ale tuż przed celem zderzył się z Siadkiewiczem, który świadom swoich cywilnych i kościelnych praw do biustu, cały gniew przeniósł na wegeterianina, którego słabość do popiersia jego żony stanowiła w kamienicy tajemnicę mniejszą, niż marcowe przedsięwzięcia kota Bazyla. Gdyby obrońców honoru kobiety nie rozepchnął Lew Dawidowicz, widzielibyśmy na żywo pojedynek o względy Pierwszej Damy Administracji Blokowej. Nie byłaby to jedyna polska krew przelana na obczyźnie, tyle że sączyłaby się wyłącznie z dziąseł, a z hasła "Za wolność naszą i waszą", "waszą" trzeba byłoby wykreślić.&lt;br /&gt;- Nie deptać kierowcy! - huknął dla odwrócenia uwagi emisariusz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Program zebrania nie wykraczał poza zdrowie i rehabilitację, toteż nie było problemu z paroma euro na lody lub kino dla dozorcostwa. Nalewkowy Mikołaj uwijał się zrazu krnąbrnie, ale kiedy Libero chyłkiem dolał mu do naparu z rzodkiewki i rzęsistka polnego pięćdziesiątkę Stolicznej, a nie przeczuwający niczego protestant Dnia Siódmego całość wypił, zaczął cyrkulować wokół stołu z dawną biegłością, za to z nieznaną dotąd swawolnością. Zaglądał w dekolt nie tylko Siadkiewiczowej, ale i Amam, co nie uszło uwadze papugi, której pojnik zdążył się już wysunąć więcej niż raz :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Pani Mania&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;ma dwa dania,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;a ja, Amam,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;także dwa mam&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;sterczą na nas &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;jak ordery,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;których razem&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;mamy cztery&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co, co? - jął dopytywać się Mikołaj, tak roztargniony, że zajrzał w rozchylenie koszuli Rebkowi.&lt;br /&gt;- Nic, nic - śpiewnie odpowiedziała klatka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rewolucja nie świętowała długo. Jako pierwszy zmęczeniu alkoholowemu uległ Jojo i zasnął z czarnym notesem w ręku. Nad jego głową chodził cichy wentylator i przesuwał kartki, chłodząc nazwiska i imiona z wypracowanej przez Jojo kolekcji antysemickiej. &lt;br /&gt;- Zabierzcie to jajo do pokoju, bo mi psuje widok - nakazał emisariusz Zylbersztajnow.&lt;br /&gt;- Nie jajo, tylko Jojo - odzyskał i stracił przytomność zainteresowany.&lt;br /&gt;Podniosłam notes z podłogi. Otworzył się na dobrze znanej Czytelnikowi stronie z inskrypcją&lt;em&gt; "Udało się zidentyfikować liczne ślady antysemityzmu. Silb ... tj. Zylbersztajnow powinien być przeniesiony do muzeum, a papuga Nadieżda do rzeźni."&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Zebranie trwało tak krótko, że można by powiedzieć, że zakończyło się przed końcem. Siadkiewiczowie zabrali ze sobą Amam.Na wózku bagażowym. &lt;br /&gt;Rebek ewakuował Mikołaja, a Hak, mimo że miał pokój na tym samym piętrze, "z racji lumbago" ściągnął windę i gdzieś pojechał.&lt;br /&gt;Libero oddał się porywającej walce z grawitacją, i kiedy wydawało się, że ją ostatecznie przegra, podniósł się i wyraźnie nieświadom zwycięstwa, zniknął za rozsuwanymi drzwiami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważyłam, że Nadieżda, z dziobem lekko rozchylonym i jakąś prawie wypisaną na nim czułością, wpatruje się w koniec stołu, gdzie na wprost siebie, wyprostowani, wciąż pionowo, sztywno siedzieli dwaj emisariusze. Dwa Lwy. Dwa prawdziwe lwy. Spojrzenie papugi było skoncentrowane naturalnie na Lwie Dawidowiczu. Pomijając ogrom sympatii, jaką zawsze dla niego miałam, z przyjemnością stwierdziłam, że jest w jego sylwetce i profilu rzadka szlachetność. Obaj mieli rysy nieco stężałe, ale lata walki rewolucyjnej i praktyki bankietowej sprawiły, że chociaż falowali między odurzeniem lekkim, a bardzo lekkim, i chociaż przejściowo nie czuło się w nich ochoty na przykład do gry w tenisa, to jednak dysponowali tym rodzajem formy fizycznej i tą ostrożnością w słowach i mimice, że mogli kontynuować picie bez ryzyka dla kariery. Obaj zakąszali kabanosami; Szapirow od dawna w nic nie wierzył i koszer nosił w tylnej kieszeni spodni, a prawosławnemu po matce Zylbersztajnowowi, wieprzowina mogła tylko sprawić przyjemność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Idź, idź, Władziu - zwrócił się do mnie Lew Dawidowicz. - My tu sobie z Lwem Mojsiejewiczem jeszcze przez chwilę pokonferujemy.&lt;br /&gt;- Wiesz - szepnęła klatka - brakuje mi Bazyla. - Pewnie by się między nimi ułożył do snu.&lt;br /&gt;- Albo by mnie odprowadził - pomyślałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I poszłam sobie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle jeszcze rzeczy wydarzyło się w Termach w N. zanim Szapirow ogłosił koniec remontu kadr, że postanowiłam podzielić raport z "remontu" na dwie części.&lt;br /&gt;Ta druga część nadejdzie, kiedy Czytelnik da mi łaskawie znać, że znajdzie w sobie wystarczająco ochoty, żeby ją po pierwszej części przeczytać.&lt;br /&gt;Nawet, gdyby to miała być nieprawda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Władysława&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-4415079027301980558?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/4415079027301980558'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/4415079027301980558'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/07/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-177.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (177), 20 lipca 2010'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/TEXvAFlpeSI/AAAAAAAAAEg/1031c4tEZ_U/s72-c/termes.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-4057220546104514858</id><published>2010-05-06T12:44:00.007+02:00</published><updated>2010-05-06T23:24:22.693+02:00</updated><title type='text'>Komórka Rewolucyjna : codzienność, plotki,  wiadomości (1)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Wydawany przez Centralę Biuletyn BBNF (Biuletyn Biura Nasłuchu Forów) przyniósł dzisiaj rano informację na temat debaty, jaka miała miejsce na jednym z forów, a dotyczyła postawy, jaką należałoby przyjąć wobec kraju, który jeszcze niedawno był znacznie większy. Aż za duży. Chodzi naturalnie o Rosję.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Obszerne cytaty z dyskusji zostały poprzedzone słowem wstępnym kierownika Centrali i zarazem redaktora naczelnego BBNF, Lwa Mojsiejewicza Szapirowa. &lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;W swoim słowie, zatytułowanym "Kurica nie ptica - prawica nie dziewica", Szapirow pisze m.in.:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Tak wam, towarzysze, wiadomo, że dzisiejsza Rosja odsunęła się od lewicy światowej, zdradzając dzieło i ideały nieśmiertelnego Trockiego, Lwa Dawidowicza. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Nu, ale lewica ma na Rosję banki, a bez banków ona nie pociągnie. Jak kryzys się skończy, to ceny złota i ropy mogą zacząć latać jak Gagarin, a kiedy my im ekologów i Grinpica na futra wystawimy, to oni swoje &lt;em&gt;paliarne&lt;/em&gt; lisy co do jednego pojedzą. Samolot im się znowu wysypał, to tego też nikt nie kupi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Ostatnie wydarzenia nastawiają nasze polskie masy na wielki gniew przeciw Rasiji imperialno-putinowskiej, a jak my jeszcze intelektualistow i Wyborczu Gazietu do obrony Rasiji delegujem, to Polak Rosji pokaże tył, a światowej lewicy przód.&lt;br /&gt;Nu,&amp;nbsp;a taki Marucha, nie dalej jak 4 maja, artykułem "Ta ruska agentura", w swoim "Dzienniku gajowego Maruchy, robotę psuje i pokazać chce, że to nie Rosja wszystkiemu dzisiaj w Polsce winna. &lt;br /&gt;Wot i pytania stawia, jak to: &lt;br /&gt;- Czy to Rosja wykupiła za psie grosze perły polskiego przemysłu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;- Czy to Rosja zakazała rządowi podratować Stocznię w Gdańsku?&lt;br /&gt;- Czy to Rosja wplątała Polskę w kretyńskie awantury w Iraku i Afganistanie, do których musimy dopłacać, a nasi USRaelscy sojusznicy nawet nie raczyli znieść wiz dla Polaków?&lt;br /&gt;- Czy to do Rosji pielgrzymują wszyscy polskojęzyczni politycy, by tam kiwać się pod Ścianą Płaczu i obiecywać wierność i posłuszeństwo starszym i mądrzejszym?&lt;br /&gt;- A może to Rosja nachalnie promuje zboczeńców zwanych “gejami” i urządza im parady?&lt;br /&gt;- Czy to Rosja, łamiąc prawo, sprzedaje koszulki “Zrobiłam aborcję”? Czy to z Rosji przypłynął statek aborcyjny do Polski?&lt;br /&gt;- Czy to Rosjanie zdewastowali program nauczania polskiej historii i literatury w szkołach, wyrzucając Sienkiewicza, a dając drugorzędnego pisarza Schulza?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Oj, i dużo jeszcze gorszych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Na tym forum taki, weźmy, reakcjonista Gardien kazał na okoliczność pytań ruszyć głową. A jemu dał odpór za zdradę arcypolak i obrońca moralności Julian. Na to jemu wierszem dogadał Gardien, a Gardienowi Julian, a Gardienowi kitowicz, a Julianowi Gardien. Sakum pakum - pożarli się, a wy, Rewolucja, słuchać i korzystać.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Na tym zakończyło się słowo wstępne red. Szapirowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto, co, w zamyśle kierownika Centrali, miało stać się materiałem instruktażowym dla Komórki Rewolucyjnej:&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S-KaX67eUGI/AAAAAAAAAEQ/uTgDQVpkIlg/s1600/Pan_Tadeusz_-_Ksiega_12_3_Jankiel.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S-KaX67eUGI/AAAAAAAAAEQ/uTgDQVpkIlg/s200/Pan_Tadeusz_-_Ksiega_12_3_Jankiel.jpg" width="162" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S-KaoOWI0DI/AAAAAAAAAEY/Auj_CrNCVuM/s1600/Pan_Tadeusz_-_Ksiega_10_1_Rykow.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S-KaoOWI0DI/AAAAAAAAAEY/Auj_CrNCVuM/s320/Pan_Tadeusz_-_Ksiega_10_1_Rykow.jpg" width="249" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S-KWKgWgorI/AAAAAAAAAEI/HKvpKGN91do/s1600/Andriolli_Pan_Tadeusz_1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Akt I&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Forumowicz krako podaje link do &lt;a href="http://marucha.wordpress.com/2010/05/04/ta-ruska-agentura"&gt;artykułu gajowego Maruchy&lt;/a&gt; i listę pytań, zdolną zdenerwować wszystkich, którzy wiedzą, że jedyną dobrą rzeczą, jaka może przyjść ze wschodu, jest słońce.&lt;br /&gt;Gardien zachęca do lektury i refleksji.&lt;br /&gt;Pod adresem gajowego słychać oklaski i gwizdy. &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Akt II&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z gwizdów, autorstwa Juliana, jest zaadresowany na nazwisko Gardien.&lt;br /&gt;Atak jest dokonany przy pomocy znakomitej "Księgi XIII" Andrzeja Waligórskiego i równie dobrej strofy autorstwa Stanisława Michalkiewicza:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Waligórski: &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Już się przed Litwą przyszłość rysowała lepsza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Gdy nagle krzyk się podniósł: „Napoleon spieprza!”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Faktycznie, cesarz nawiał w kapciach i w negliżu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;„Aj waj – zmartwił się Jankiel – uciekł do Paryżu”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;W tejże chwili od wschodu wśród gromkich okrzyków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;W kufajce i w walonkach wszedł kapitan Ryków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;I rzekł patrząc życzliwie na szlachtę struchlałą:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;„Nu, wot my znowuż razem”. I tak już zostało.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Michalkiewicz:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Następnie wziął Jankiela i na czas pacierza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Zniknął za zamkniętymi drzwiami do alkierza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;A kiedy wyszli obaj, Jankiel kroczył z gracją&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Bo już na Asesora wziął był nominacją.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Akt III&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Gardien:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Julek nasz, co pod drzwiami w tym momencie leżał,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;podsłuchiwać miał kończyć, lecz uciec nie zdołał -&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;udał więc, że jest dywan, co się z laty zleżał,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;i by dano mu wiarę, darł się, krzyczał, wołał,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;że był tkany w parafii, a nie w Isfahanie,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;że nie ręką był zrobion ni Persa ni Turka,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;że ksiądz proboszcz go robił, lecz przez używanie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;tak się wytarł, że cienki, a gdzieniegdzie dziurka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;deskę gołą pokaże, niechaj więc waszmości&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;zechcą przezeń przeskoczyć, by go nie pogorszyć,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;by zeń członki nie wyszły różne oraz kości,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;co by mogły wstyd przynieść oraz dziatki zgorszyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Rykow zgodny był skakać, chociaż w wieku sile,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Jankiel jednak za stary, aby przypiąć skrzydło,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;stanął w środku Juliana i zapytał, ile&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;przyszło by mu zapłacić za owo straszydło,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;za straszydło co zbrzydło i nie cieszy oka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;w domu owem szlacheckiem, a i brzydko trąci,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;wyłysiałe pośrodku, nitki puszcza z boka,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;a co gębę rozewrze - siarką plwa i mąci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;- Słuchać dłużej nie można, lecz ma szablę Rykow,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;przyznać się do oszustwa i podsłuchiwania,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;czy cierpliwie przetrzymać żydowskich przytykow,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;które Jankiel stosował do negocjowania ?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Duma w końcu wygrała, wszak nie puszczał nici,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;ani łysym nie budził się pośrodku ciała -&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;porwał się Julek blady, żeby ci bandyci&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;nie zabili tej dumy, co i tak ścieniała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Aj waj! - Jankiel zakrzyknął - dajcie mi cymbały,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;żebym dywan wyśpiewał, nim umrę lub zginę -&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;latające dywany, to Żydy widziały,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;ale ten, to nie dywan, to jest &lt;em&gt;myszygine&lt;/em&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;em&gt;Myszygine&lt;/em&gt; w istocie, bo pod drzwiami leżał,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;kiedy czujność kazała skryć się za kotarą&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;i do końca posłuchać, dokąd dyskurs zmierzał,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;między tym z cymbałami oraz tym z gitarą. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Lecz ma Julek do siebie, czym dziś błyszczy wielu:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;machać szablą jak Rykow nie potrafię - myśli,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;na grzebieniu bym zagrał, lecz nie przy Jankielu,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;trzeba tedy wymyślać, a kto dobrze zmyśli,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;tu Ojczyzny domiesza, tam ozdobi Bogiem,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;pewność ma, jakby nogę wpuścił w beton świeży,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;rozum sobie zakopie i leży odłogiem,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;zęby jednym wyszczerza, innym zęby szczerzy,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;z jaśkiem Prawdy pod zadkiem, w Racji nogi moczy,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;zawsze gotów do zwady, gdy parafia w nerwach,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;przez minutę pochwali, a przez trzy popsioczy,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;a im mniej coś rozumie, tym w nim większa werwa.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Akt IV&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Julian odpowiada prozą. Jest złośliwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Akt V&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powodowany odruchem serca, wchodzi do gry kitowicz i błyska poetyckim mistrzostwem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;kitowicz:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Gardien wchodząc do izby wprzódy dywan zoczył,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;podniósł nogę wysoko by przeleźć zwalisko,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;A Pan Julian się przeląkł: Zmoczy czy przekroczy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Gardien przeszkodę przeszedł. Odetchło chłopisko.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Wtedy Julian się zebrał, spokojny i cichy,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Z kurzu trzepał się chwilę, wyszedł przed chałupę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Ściągnął portki, pokazał Gardienowi [wymoderowano]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;I pomyślał: pokora to jest rodzaj pychy.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Akt VI i ostatni&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ripostuje Gardien:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Po czym rękę wyciągnął, bo się już obudził,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;zimną, mokrą z naczynia, które był napełnił,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;zanim jeszcze spać poszedł i się nie utrudził&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;aby w grządki popędzić, choć był miesiąc w pełni.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Czy pokora to pycha ? - wiedzieć nie chciał teraz,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;wytarł piątkę paluszków w swoje nocne giezło,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;mruknął - co mam pod sobą, że mnie tak uwiera?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #20124d;"&gt;Ach, sumienie nieczyste … żeby ono szczezło!&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Od nowa oklaski i gwizdy, Julian tupie, etc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Władysława&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Post scriptum&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(1) Niech kitowicz wybaczy mi, że dorzuciłam jedną, jedyną sylabę do jego drugiej strofki. Aby i rytm mógł błyszczeć.&lt;br /&gt;(2) Imię Julian jest zmyślone. Uczyniłam to dla odpersonifikowania debaty, w której prototyp Juliana udziału nie bierze, oraz dla większej płynności zacytowanej &lt;em&gt;wielkiej poezji&lt;/em&gt;, której w szkołach prawdopodobnie uczyć nie będą, ale też pośród licznych nieszczęść, które szkołę dotykają, to nieszczęście pozostanie mało widoczne.&lt;br /&gt;(3) Gardien, jest reprezentantem i adwokatem WSBN na forum, na którym doszło do przedstawionej debaty. Istnieje przekonanie, że mec.Gardien i Rozpuszczalnik - to jedno.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-4057220546104514858?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/4057220546104514858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/4057220546104514858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/05/komorka-rewolucyjna-codziennosc-plotki.html' title='Komórka Rewolucyjna : codzienność, plotki,  wiadomości (1)'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S-KaX67eUGI/AAAAAAAAAEQ/uTgDQVpkIlg/s72-c/Pan_Tadeusz_-_Ksiega_12_3_Jankiel.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-7225834320555626635</id><published>2010-04-28T20:16:00.004+02:00</published><updated>2010-04-28T23:22:15.535+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (176), 28 kwietnia 2010</title><content type='html'>&lt;span style="color: #783f04; font-size: x-large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #783f04; font-size: x-large;"&gt;Noc duchów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A dlaczego kroplówka wyłazi spod koca? - pociągnęła za wąż Tęgodubska.&lt;br /&gt;- Niech pani nie wyrywa pacjentowi sondy z cewki moczowej! - rozległ się krzyk pielęgniarki. - I odsunąć się! Wszyscy!&lt;br /&gt;- Pan się nie martwi, panie Wigorek - cofnęła się o centymetr lokatorka z II piętra. - My panu nieboszczkę od nowa zawołamy. A sens życia wróci z sadełkiem. Pomarańcze przyniosłam.&lt;br /&gt;- Nie trzeba - chrapliwie zapewnił Wigorek. - Sens życia mam już z powrotem. Żona w nocy przyszła i przysiadła, tak na brzeżku, z kompotem. Uśmiechnięta. Aż zachciało mi się do niej. A ona, że jeszcze nie czas. I że mam żyć jak gdyby nigdy nic.&lt;br /&gt;- No to pomarańcze się nie zmarnują - ucieszyła się Tęgodubska. - Księdza Pałkę też tu panu przyprowadzę.&lt;br /&gt;- Był już i powiedział, że jak wyjdę, to mam przyjść na karty.&lt;br /&gt;- I do nas - wpadli sobie w słowo Siadkiewiczowie.&lt;br /&gt;Dozorcostwo trzymało się na uboczu. Jak prawie wszyscy. Fizyczna bliskość rzeczy niepojętej budzi ostrożność. Czy Wigorek wtedy umarł, czy, jak chciał Libero, tylko się przyczaił, nie było jasne. Zwłaszcza, że było ciemno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ale po kolei - jak powiedział skutek do przyczyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnim raporcie wspomniałam, że pomysł ratowania emeryta Wigorka wyszedł z ust pani Mani, żony dozorcy Siadkiewicza, i polegał na pobudzeniu emeryta do życia przy pomocy zmarłej żony. Skoro nie potrafił go wyciągnąć z łóżka nawet charyzmatyczny ksiądz Pałka, to metoda alternatywna narzuciła się dozorcostwu sama przez się. Naturalnie, Siadkiewiczom nie chodziło o ekshumację - stąd też niestosowne drwiny Amam, że nieboszczka miałaby się na tym etapie składać wyłącznie z kolczyków i DNA, wzbudziły niesmak. Powszechne łaskotanie w gardle ustało jak ręką odjął, kiedy wyjaśniło się, że Siadkiewiczom chodziło o "seans spirytystyczny". &lt;br /&gt;W normalnych warunach należało oczekiwać ostrej reakcji ze strony Mikołaja, protestanta drażliwego na punkcie guseł, ale tym razem popisał się inną reakcją, jakby to powiedzieć, ściśle związaną z biustem. Biust pani Mani, obecny w raportach od samego początku, przynajmniej raz w roku narażał się na bezowocne przymiarki staników w supermarketach i znajdował wytchnienie dopiero w krawiectwie bieliźniarskim. O tej reakcji Mikołaja ledwie w ostatnim raporcie napomknęłam - tak delikatna była materia i tak intensywnie kolorowa jego twarz, kiedy popiersie dozorczyni dało się podzielić przez blat stołu na dwie części: dolną domyślną i górną co nieco bezwstydną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Misterium przywoływania ducha nieboszczki Wigorkowej zostało przewidziane na następną noc. Miejscem zbiórki miał być lokal rewolucyjny, a mistrzynią ceremonii - Tęgodubska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że Czytelnik wybaczy mi teraz pewne osłabienie rytmu narracji. Jakże jednak pozwolić Tęgodubskiej wysunąć się na pierwszy plan, bez kilku słów na temat jej osoby i pochodzenia. Wszak nikt nie przychodzi znikąd. A jeśli nawet - to jakieś ślady na śniegu życia zostawia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż Izabela Klementyna Rachela z Rokamienieckich Tęgodubska, wdowa po sanacyjnym generale Hipolicie Tęgodubskim, który zanim zmarł w Wenezueli, do końca odmawiał powrotu do ojczyzny i w każdej korespondencji zamieszczał tajemnicze "dopóki ona ciągnie", urodziła się na kresach, w majątku rodzinnym, w dziewięć miesięcy po fali ataków 1 Armii Konnej Budionnego, które miały miejsce w maju 1920 r. Matka jej słynęła z wrażliwości na mężczyzn, bez względu na ich mundur i religię. Trzecie imię, Rachela, przypadkowe więc być mogło, ale nie musiało. Tym bardziej, że Salomea Rokamieniecka młodość spędziła w Krakowie, gdzie zafascynowana Młodą Polską, nieudolnie prowokowała rozwód Przybyszewskiego z&lt;em&gt; primo voto&lt;/em&gt; Kasprowiczową i równie nieudolnie truła się średnio co kwartał.&lt;br /&gt;Dodam, że jeśli Czytelnik poszpera w internecie, to na temat wpływu trojga imion Tęgodubskiej na jej osobowość, znajdzie wyjaśnienia, które w streszczeniu przedstawiają się następująco:&lt;br /&gt;Ustalono, że za imieniem Izabela chowa się osoba &lt;em&gt;zdolna do czynów nadzwyczajnych&lt;/em&gt;. Cechuje ją temperament tak żywy, że jedynym lekarstwem na jej znerwicowaną osobowość jest ciepło rodzinne. O to ciepło jest jednakże w jej przypadku niełatwo, ponieważ Izabela bez przerwy i w każdej sprawie poucza swoje bliższe i dalsze otoczenie. A że na ogół posiada zdolności lingwistyczne, to jej dalsze otoczenie jest naprawdę dalekie.&lt;br /&gt;W pewnej sprzeczności do imienia Izabela pozostaje drugie imię Klementyna. Zgodnie z bezstronnymi obserwacjami, Klementyna jest spokojna i łagodna. Jasne więc jest, że gdyby nawet imię Klementyna figurowało w księgach parafialnych na pierwszym miejscu, to Tęgodubska i tak nie dałaby się przywołać do stołu inaczej, niż jako Izabela. Nagrodą pocieszenia dla imienia Klementyna byłaby jednak właściwa mu &lt;em&gt;wierność szczytnym ideałom&lt;/em&gt;, pozwalająca jego nosicielce &lt;em&gt;wychodzić zwycięsko&lt;/em&gt; z każdej sytuacji. Nawet kiedy ideały zbytnio wyginają się w kierunku niekoniecznie norwidowskiego bruku. &lt;br /&gt;Rachela oznacza z kolei "jagnię, owieczkę" i wprowadza do osobowości lokatorki Tęgodubskiej nowy element, gwarantujący różne dwuznaczności. Kto sobie z tego zda sprawę, przestanie dziwić się, że proboszcz Oleander zwraca się do niej przez "zacna Pani Klementyno", burmistrz przez "Rachel, ty Rachel, ty zmysłów moich szpachel", organista przez "Izabella a capella", siostrzeniec przez "ciotka Salmonella", a reprezentujący niższe warstwy społeczne sąsiedzi - przez niedbałe "Tęgodupska".&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o mnie, to ograniczę się do "Tęgodubska", "pani Tęgodubska" i do bardziej wyrafinowanego "pani Bella".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz, kiedy znużony moimi notorycznie długimi raportami Czytelnik będzie musiał stawić czoła kolejnemu, jeszcze dłuższemu - nadeszła pora, abym pokrzepiła jego serce informacją, że oto przystępuję do części ściśle reporterskiej. A w niej - zgodnie z definicją - narzucę sobie żelazną dyscyplinę, zarówno myśli jak i słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto już mamy "jutro", jest wieczór i cała Rewolucja podniosła się z łóżek w oczekiwaniu na Siadkiewiczów, sprzęt do wywoływania duchów i panią Bellę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekanie nie jest łatwe w żadnych okolicznościach. Nawet dla skazańca, kiedy bywa, że kat się guzdra albo targuje się o zapłatę.&lt;br /&gt;Każdy człowiek ma swój własny sposób na czekanie. Emisariusz Zylbersztajnow, na przykład, założył świeżą koszulę i kiwnął na Mikołaja. Naprzeciw niego usiadł Hak i też kiwnął. O ile, w chwilę później, widać było Lwa Dawidowicza, jak zwisa nad szklanką i opróżnia ją w zadumie, o tyle Hak przyjmował rzeczywistość pogodnie, a szklance gwarantował szybki obrót. Śpiewał przy tym często i śmiało. &lt;br /&gt;Skoncentrujmy jednak uwagę na Mikołaju, dla którego ostatnie dni były pasmem wyzwań. Filmowe oko Rebka nie mogło nie wykryć Mikołajowych perturbacji, a zwłaszcza tej związanej z lokalną obfitością pani Mani. Siedzący w Rebeku artysta naturalnie wygrał z drzemiącym w nim dżentelmenem, i widzimy, jak Rebek daje upust perfidii i &lt;em&gt;niewinnie&lt;/em&gt; pyta: "Ty, Mikołaj, a czy Stary Testament mówi coś o piersiach w okresie sprzed przejścia Żydów przez Morze Czerwone?" Widzimy w konsekwencji, jak przymiotnik "czerwone" przenosi się z morza na twarz Mikołaja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniałam, że Hak śpiewał "często i śmiało". Nie muszę dorzucać, że na ogół bez sensu. Ale czy jakikolwiek mężczyzna dba o sens w swoim śpiewaniu, kiedy goli się i w lustrze wykrzywia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako pierwsza, ni stąd ni zowąd, rozbrzmiała strofka o &lt;em&gt;savoir-vivre&lt;/em&gt; w strukturach terenowych, kościelnych i państwowych:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;Parę minut później dała się słyszeć improwizacja na temat Czerwonego Kapturka:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;em&gt;Wójta cmokać się nie bójta,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;w portki wójta pocałujta,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;wielebnego - tylko w stułę,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tuska w krawat lub w Sekułę.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Psa całujta zawsze w szyję,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;kota - w mordę, jeśli myje,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;astronoma - tylko w lupę,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;aha, wójta jednak w dupę.&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;Durne, ale czy ja tu jestem od krytyki literackiej? &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;em&gt;Ściąga majtki, zrzuca łapcie -&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;jak masz nimfomankę babcię,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;pędź Kapturku, ratuj wilka,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;bo ostatnia przyszła chwilka&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;na potwora, co go prawo&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;broni ciągle tak niemrawo,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;że, choć wilka jest pupilka,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;babcia może złapać wilka.&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Moim zadaniem jest sprawozdawać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym bardziej, że rzeczy jęły właśnie się toczyć z góry na dół, a nie jak dotąd - odwrotnie.&lt;br /&gt;Zaczęło się od walenia w drzwi.&lt;br /&gt;- Jeżis Maria Krucafuks! - zerwał się Mikołaj, ćwiczący swój protestantyzm w pobliżu ojczyzny Jana Husa.&lt;br /&gt;- Ewakuacja! - wrzasnął Hak, już ze szklanką w kieszeni.&lt;br /&gt;- Palić papiery! - zachichotała papuga.&lt;br /&gt;- Skończ Abstynent z cycami - zapiął marynarkę emisariusz - i bądź łaskaw otworzyć.&lt;br /&gt;- Wszystko gotowe? - zabrzmiała od drzwi barytonowa chrypka Tęgodubskiej.&lt;br /&gt;- Tak jest! - automatycznie odpowiedział Lew Dawidowicz. - A co ma być gotowe?&lt;br /&gt;- Kto tu dyryguje?&lt;br /&gt;- Pani Tęgodubska pozwoli - nadążyła za piersiami Siadkiewiczowa. - pan emisariusz tu rządzi. Bardzo porządny człowiek.&lt;br /&gt;- Izabela Klementyna Tęgodubska - wysunęła pierścionki pani Bella.&lt;br /&gt;- Zylbersztajnow, Lew Dawidowicz - musnął je ustami emisariusz. I pozostał w półskłonie, jakby je chciał policzyć.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Charmant, vraiment charmant&lt;/em&gt; - owinęła go w wilgotne spojrzenie Tęgodubska. - A na trzecie mam Rachela - uzupełniła. - Pan wie, moja nieboszczka matka powtarzała, że kobiety wychodzą za blondynów, ale kochają się w brunetach.&lt;br /&gt;- Takie, to wolą iść za łysych - powiało zgryźliwością z klatki.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Peut-être, peut-être&lt;/em&gt; - jęła rozglądać się za głosem lokatorka z II piętra.&lt;br /&gt;- Proszę nami dysponować, Madame! - powrócił do pionu emisariusz.&lt;br /&gt;- Posłuchaj, Lewek, ...- zaprzestała poszukiwań źródła głosu Tęgodubska - O, wybacz mi familiarność, ale w naszym wieku nie mamy już czasu na formy. A więc, posłuchaj, czarny stolik czeka na dole, kreda jest, talerzyk się jeszcze u Wigorka znajdzie, no więc potrzeba będzie tylko tragarzy.&lt;br /&gt;- Tego tu nie zabraknie - zapewnił emisariusz, ze wzrokiem na Mikołaju.&lt;br /&gt;- Ja będę niósł kredę - zapobiegawczo odezwał się Hak.&lt;br /&gt;- A ja klatkę - zgłosił usługi Libero.&lt;br /&gt;- To ja już wolę nieść się sama - burknęła Nadieżda.&lt;br /&gt;- Tak? - zadrwił Libero. - Ciekawe, kiedy ostatnio się niosłaś?&lt;br /&gt;- Parę jajek zniosłam. Jak byłam młodsza - ucięła papuga. - Weźmiesz mnie, Władziu?&lt;br /&gt;- A moja nieboszczka matka miała taką samą arę, Sarę - ucieszyła się Tęgodubska. - Wprawdzie przeżyła naszą Sarę, ale przez lata miała do kogo otworzyć usta. &lt;br /&gt;- I od tego biedna Sara pewnie zdechła - kłapnęła dziobem Nadieżda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Wigorka nie było daleko, ale trochę nam to zajęło. Czoło pochodu stanowiła pani Bella, podtrzymywana przez Lwa Dawidowicza. Pół kroku za nimi dążyło dozorcostwo. Orszak zamykał stół z przyczepionym do niego Mikołajem. Zgodnie z najświeższym poleceniem emisariusza, pewna część okrągłego mebla była podtrzymywana na przemian przez Haka i Libero. Między awangardą a ariergardą maszerowała reszta Komórki Rewolucyjnej i ja z klatką. Do pewnego stopnia również Bazyl, ale tylko tam, gdzie osiedlowy urbanista nie przewidział płotu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drzwi otworzyła kluczem zapasowym Siadkiewiczowa. Emeryt Wigorek najpierw wykazał dużą odporność na budzenie, a kiedy odzyskał zmysły, natychmiast je, już z łokciami na czarnym blacie, stracił.&lt;br /&gt;- Panie Wigorek - przystąpiła do rzeczy mistrzyni ceremonii - pan będzie łaskaw trochę się odsunąć i ani mru-mru. Pani Mania siądzie z mojej prawej strony, Siadkiewicz niech przysunie krzesło do Wigorka, pani Władysława zajdzie emeryta od lewej, …&lt;br /&gt;- Nie mogę - wykręciłam się. - Muszę widzieć całość i notować.&lt;br /&gt;- Po ciemku? - zdziwiła się Tęgodubska.&lt;br /&gt;- Dziobem jej poświecę - obiecała Nadieżda.&lt;br /&gt;- My ustawimy się w drugim rzędzie - zaproponowała Amam.&lt;br /&gt;- A kto w pierwszym?&lt;br /&gt;- W pierwszym nikt - odpowiedział Libero. - Przez szacunek dla ducha, pierwszego rzędu nie będzie.&lt;br /&gt;- Ja tam nie przez szacunek, tylko ze strachu - otworzył duszę Hak. - Duchów się boję.&lt;br /&gt;- Ja też, panie Haczku, kiedyś się bałam - wyznała Tęgodubska.&lt;br /&gt;- Za życia? - wyskoczyło z papugi.&lt;br /&gt;- Za życia? - dała się zaskoczyć pani Bella. - Ach rozumiem. Lewek, zaprosisz mnie kiedyś na rosół z tego ptaka?&lt;br /&gt;- Mojego tatusia próbował kiedyś ugotować towarzysz Berman - przyszła z odsieczą emisariuszowi Nadieżda. - Ale tatuś nie poddał się, i nawet kiedy go już opierzonego wkładali do garnka, to tatuś się w ten garnek zesrał.&lt;br /&gt;Pani Bella doznała ataku kaszlu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Tu dygresja: Czytelnik pamięta, że Igor Amazonicz, ojciec Nadieżdy, dzieląc biuro z autorem powiedzonka o "zaplutym karle reakcji", został za jakąś słowną nieostrożność skazany na śmierć przez otwarcie klatki i wpuszczenie do gabinetu kota Fiedii. W rzeczywistości tłusty Fiedia pożarł tatusia do ostatniego piórka, więc historyjka z garnkiem musiała zostać wymyślona przez Nadieżdę doraźnie, dla potrzeb chwili.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy ustał kaszel, Tęgodubska wypisała kredą na obwodzie stołu 24 litery alfabetu, 10 cyfr oraz słowa "TAK" i "NIE". W samym środku umieściła odwrócony talerzyk i namalowała na nim strzałkę, żeby całość mogła grać rolę "ręki ducha". Zrobiło się ciemno i teoretycznie można było zaczynać; mistrzyni ceremonii przypomniała sobie jednak, że wypadałoby poinformować o wszystkim żyjącego małżonka nieboszczki.&lt;br /&gt;- Panie Wigorek - zaczęła - zebraliśmy się u pana, żeby … panie Wigorek !!!&lt;br /&gt;- Zasnął, kurwa - stwierdził Hak.&lt;br /&gt;- To niech on sobie jeszcze podrzemie, a my z panią Manią sprawdzimy, czy w pomieszczeniu nie ma jakichś talizmanów czy innych pentagramów, bo duchy tego bardzo nie lubią i się płoszą.&lt;br /&gt;- Krzyż wisi - naskarżył Jojo.&lt;br /&gt;- Ojojoj - zmartwiła się mistrzyni. - Przepisy krzyża nie przewidują. Ojojoj!&lt;br /&gt;- Darowałaby pani sobie - zdenerwował się Jojo. - Jojo jestem, a nie Ojojoj.&lt;br /&gt;- Zrób coś, Lewek - zniecierpliwiła się pani Bella - żeby pan Ojojoj czy inny Jojo się zamknął.&lt;br /&gt;- Zamknij się, Jajo - polecił emisariusz Zylbersztajnow. - Tak, jak pani Tęgodubska sobie życzy.&lt;br /&gt;- Pani Tęgodubska ! - przybrała ton kapryśnej dziewczynki pani Bella. - Lewek, przecież przeszłam z tobą na ty.&lt;br /&gt;- To jak mam mówić?&lt;br /&gt;- Klimcia - podsunęła papuga.&lt;br /&gt;- Boże broń! - odkrzyknęła pani Bella. - Dla Lewka, to ja mogę być Iza. Albo lepiej Rachela.&lt;br /&gt;- Słyszysz, Lewek? - zadrwiła Nadieżda. - Tylko pilnuj się i nie pożryj Rachelki.&lt;br /&gt;- Sza, Nadiusza - polał olejem wzburzoną papuzią falę emisariusz - tak ty jeszcze pana Wigorka obudzisz.&lt;br /&gt;- To co robimy z krzyżem? - uczepił się Jojo.&lt;br /&gt;- Z krzyżem na ścianie nic - wycedził Zylbersztajnow - Ale w swój krzyż, Jajo, to za chwilę dostaniesz kopa.&lt;br /&gt;- Trzeba zapalić świece - zmieniła temat pani Bella. - Aha, bardzo ważne: jeśli ktoś jest pod wpływem środków odurzających, musi opuścić mieszkanie.&lt;br /&gt;- Nikt nie jest pod wpływem - uniósł ramię Hak. - Ani ja, ani Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;- Mało nie! - zirytował się Mikołaj. - Całe popołudnie obaj się odurzali Stoliczną. Nalewałem, to wiem.&lt;br /&gt;- Nalewać i wiedzieć, to dwie różne rzeczy - wściekł się Hak. - A dla takiego, co tylko o cycach myśli, to już nie mówię!&lt;br /&gt;W nagłej ciszy dał się słyszeć tylko oddech dozorczyni.&lt;br /&gt;- Przykryj się trochę, Mania - podrzuciła jej chustę Tęgodubska. - Jak rozumiem, nikt nie jest odurzony powyżej jednego promila.&lt;br /&gt;- Powyżej trzech na pewno nie - dał słowo Hak. - Mogę Lwu Dawidowiczowi chuchnąć.&lt;br /&gt;- Obejdzie się - odrzucił pomysł emisariusz. - Budyń jadłem i nie chcę zmieniać smaku.&lt;br /&gt;- Wszystko więc gotowe - stwierdziła mistrzyni ceremonii. - Kto siedzi przy stole, położy teraz palec wskazujący na talerzyku, a ja się zajmę duchem.&lt;br /&gt;W tym momencie usłyszeliśmy hałas. Dochodził gdzieś z tyłu i był nieprzyjemny.&lt;br /&gt;- Wszelki duch! - głucho jęknęła dozorczyni.&lt;br /&gt;- Czy to ty? - wyartykułowała Tęgodubska. Starannie, jak gdyby pytała obcokrajowca.&lt;br /&gt;- Żaden duch - wyjaśnił Hak. - To tylko Amam zemdlała.&lt;br /&gt;- Polejcie ją czymś i nie przerywajcie, bo czuję kontakt - zadrżał głos mistrzyni ceremonii. - Teraz będę mówiła "Duchu, jeśli jesteś z nami, daj nam jakiś znak albo porusz talerzykiem". Jak duch się pojawi, to zrobi się zimno.&lt;br /&gt;- Mnie już jest zimno - szepnął Hak. - Masz coś do picia, Rebek?&lt;br /&gt;- Pierdul się - odszepnął Rebek - Ja teraz filmuję w podczerwieni.&lt;br /&gt;- Kiedy duch przyjdzie - ciągnęła mistrzyni - trzeba go będzie sprawdzić przez chytre pytania. Może się też zdarzyć, że duch nie będzie chciał rozmawiać.&lt;br /&gt;- Jakby tu był Szapirow, to by ducha przymusił - odezwała się papuga. - Prądem albo obcęgami.&lt;br /&gt;- No, nie wiem - przerwała jej Tęgodubska. - A jak miał duch na imię? Muszę wiedzieć, kogo wołam.&lt;br /&gt;- Stefa jej było - poinformowała dozorczyni.&lt;br /&gt;- Widzę ducha w podczerwieni - rozkrzyczał się zza kamery Rebek.&lt;br /&gt;- Gdzie? &lt;br /&gt;- Koło okna, na podłodze.&lt;br /&gt;- To Amam - wyjaśnił Hak. - Polałem ją, ale ciągle leży.&lt;br /&gt;- Za wcześnie, panie Rebku kochany, jeszcze Stefanii nie wywołałam - podjęła się zaprowadzenia porządku mistrzyni ceremonii.&lt;br /&gt;- A nie uważacie - zauważyła papuga - że należałoby jednak Wigorka obudzić?&lt;br /&gt;- Naturalnie, naturalnie - dała zlecenie budzenia mistrzyni ceremonii. - Pan Siadkiewicz będzie łaskaw.&lt;br /&gt;- Józek - potrząsnęł emerytem dozorca. - Żona chce z tobą mówić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Wigorku coś się wydarzyło, a ściślej - coś się w nim zaczęło trząść. W jego sen musiała wtargnęła nadzieja o natężeniu, którego nie zniósłby nawet nie mający pojęcia o prawdziwej miłości nastolatek. Oto z nieskończonych czarnych korytarzy nadbiegła kobieta, z którą Wigorek dzielił swoje niewielkie przykrości i jeszcze mniejsze przyjemności przez całe dziesiątki lat. Kobieta o uśmiechu z pierwszej randki, kiedy, jako jedyna na trzecioligowym meczu nie skakała do góry, tylko patrzyła na niego, a on widział w jej oczach przyszłość czystą i pogodną jak piaszczyste dno rzeki, jak otwarte niebiosa z parą bocianów, jak łąkę w maju...&lt;br /&gt;- Stefa, Stefa! - zawołał Wigorek i uniósł się, niezgrabnie jakoś i niesymetrycznie. Po czym chwycił się za szyję i razem z krzesłem przewrócił.&lt;br /&gt;- Pogotowie - krzyknęła Nadieżda - natychmiast. A ty, Lowa, rób masaż serca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod rękami emisariusza, emeryt Wigorek wydawał się dziwnie mały, przywiędły i podniszczony.&lt;br /&gt;- Nie dam za niego pięciu dolarów - mruczał lekarz, kiedy pierwszy z wynoszących nosze sanitariuszy otworzył sobie nogą drzwi na klatkę schodową. - Jest tu ktoś z rodziny?&lt;br /&gt;- Nie ma - odpowiedziała Siadkiewiczowa.&lt;br /&gt;- Jeśli nie liczyć ducha … - zaczął Hak, ale przerwał, kiedy Lew Dawidowicz stanął mu na nodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt się nie ruszał. &lt;br /&gt;- Jak już mamy tę całą logistykę - zgłosił się z pomysłem Libero - to może by teraz wywołać ducha Wigorka? Niech sobie pogadają ze starą we dwójkę.&lt;br /&gt;- Powtórz to - ostrzegł go emisariusz - a będziemy twojego ducha wołali&lt;br /&gt;- W rodzinie męża na wsi zabili świnię, to zapraszamy do nas na stypę - odezwała się Siadkiewiczowa.&lt;br /&gt;Propozycja zawisła w powietrzu.&lt;br /&gt;- Ze Świętym Piotrem teraz Wigorek w karty pogra - zamyślił się dozorca.&lt;br /&gt;- Ja bym jednak zadzwoniła na pogotowie - zaproponowała papuga.&lt;br /&gt;- No, a nuż zipie? - uczepiła się papuziej nitki pani Mania.&lt;br /&gt;- Do kostnicy na pewno nie - poinformowało pogotowie. - Odwieźliśmy go do szpitala pod wezwaniem Komitetu Obrony Robotników. Jeszcze dychał.&lt;br /&gt;- Jest na intensywnej terapii - odpowiedział szpital. - Rodzina może przyjść najwcześniej za dwa dni.&lt;br /&gt;- Śpi jak kanarek - odłożył słuchawkę Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;- Jak śpi, kiedy umarł - zdziwił się Hak. - Sam widziałem. Jakby z mauzera dostał.&lt;br /&gt;- A może, cwaniak, bał się starej - wychylił się Libero - i najpierw udawał, że śpi, a na koniec udawał, że się przekręcił.&lt;br /&gt;- Jakby udawał - obejrzał poklatkowo koniec nagrania Rebek - to by nie padał na nos.&lt;br /&gt;- Fakt, nos miał na noszach czerwony jak kalafior - zajrzał mu w kamerę Hak. - Chociaż czerwone kalafiory, to były tylko w Związku Radzieckim.&lt;br /&gt;- Co się stało? - oprzytomniała Amam.&lt;br /&gt;- O, Mossad wchodzi do akcji - zadrwiła Nadieżda.&lt;br /&gt;Dozorcostwo wybałuszyło oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To łap się za stół, Libero - podniósł się emisariusz Zylbersztajnow.&lt;br /&gt;- Dlaczego ja? - przejechał chustką po butach Libero.&lt;br /&gt;- Jajo ci pomoże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracaliśmy w szyku odwrotnym. Wprawdzie na czele znowu widniał Lew Dawidowicz, ale za to pani Bella i Siadkiewiczowa dreptały na samym końcu, podtrzymując jedna drugą. Tuż przed nimi szedł dozorca i po ciemku nawoływał "Bazyl, Bazyl". Nie było nam z Nadieżdą do śmiechu, ale co jakiś czas parskałyśmy, bo oto w tej czarnej nocy, na niesionym przez Jojo i Libero czarnym stoliku spał sobie kot Bazyl, jak w swojej lektyce cesarz bizantyjski Bazyli I, zwany Macedończykiem. Czy spał naprawdę, czy udawał, tego nie miałam zamiaru sprawdzać - futrzany obwarzanek zachowywał formę nienaganną i mimo przechyłów stolika, aż do samego domu nie przesunął się nawet o centymetr.&lt;br /&gt;Na miejscu zaś, zachował lordowskie maniery i nie dał się sprowokować tragarzom, którzy, kiedy pojęli, dlaczego stolik dużo ważył, głośno i wielokrotnie zwątpili w dobre prowadzenie się jego kociej matki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim jeszcze zapaliło się światło w oknie Izabeli Klementyny Racheli Tęgodubskiej, z dozorcówki wypadł Don Ciccio. Rottweiler najpierw pyskiem odsunął kota, potem podyszał przez chwilę przy mojej spódnicy, a następnie oddał się chaotycznemu joggingowi.&lt;br /&gt;Minęło parę minut i rozbłysły okna Komórki na Wysokim Piętrze. Noc była chłodna, ale oboje z Bazylem nie śpieszyliśmy się. Jakby zdziwiony tym, Cycek zatrzymał się, ale musiał uznać, że wszystko gra, bo wznowił trening.&lt;br /&gt;- I co, Bazyl? - zwróciłam się telepatycznie do kota. - Wygląda na to, że Wigorek z tego wyjdzie.&lt;br /&gt;- Był moment, że miałem stracha - nadał Bazyl. - Aż mi się w drodze powrotnej płotów odechciało.&lt;br /&gt;- Mnie też - zgodziłam się co do płotów. - To co - spoważniałam - pojutrze pójdziemy powiedzieć panu Wigorkowi "dzień dobry".&lt;br /&gt;- Miau - odpwiedział w swoim języku Bazyl.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamknijmy teraz pętlę czasu i wróćmy do szpitala.&lt;br /&gt;Staliśmy tak jeszcze przez chwilę przy łóżku, aż zażenowany swoją nieporadnością emeryt zwrócił się nagle do mnie:&lt;br /&gt;- Ach, pani Władziu, trzeba mnie było widzieć pięć lat temu.&lt;br /&gt;- Jeszcze tak pana zobaczymy, panie Wigorek.&lt;br /&gt;- Wigorek z pana, panie Wigorek - niespodziewane i bez autoryzacji użyła mojej formuły Siadkiewiczowa.&lt;br /&gt;- A pani to się odsunie - znowu napomniała Tęgodubską pielęgniarka.&lt;br /&gt;- Pójdziemy już - uprzedziliśmy chorego.&lt;br /&gt;Niepotrzebnie. Emeryt Wigorek już spał jak dziecko. Jak stare dziecko, ale miał na twarzy tę pogodną ufność, jaką mają na buziach opite mlekiem niemowlęta.&lt;br /&gt;- Chodźmy - musiał odgadnąć moje myśli Hak - bo jak dziadek narobi, to nam każą pampersa zmieniać.&lt;br /&gt;- Do jutra, panie Wigorek - szepnęłam w drzwiach. Bardziej do siebie samej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Władysława&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-7225834320555626635?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7225834320555626635'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7225834320555626635'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/04/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-175.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (176), 28 kwietnia 2010'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-7066528061940441989</id><published>2010-03-03T09:08:00.003+01:00</published><updated>2010-03-03T10:09:28.482+01:00</updated><title type='text'>NDC 2</title><content type='html'>WSBN ma przyjemność oferować Państwu &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #cc0000; font-size: large;"&gt;NDC 2&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; (&lt;strong&gt;N&lt;/strong&gt;agrodę &lt;strong&gt;D&lt;/strong&gt;la &lt;strong&gt;C&lt;/strong&gt;ierpliwych nr &lt;strong&gt;2&lt;/strong&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Do tej pory myśleliśmy, że zaczęło się tak:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S44X5cof8uI/AAAAAAAAACw/4bxqiWX-l78/s1600-h/250px-Break_dancer_by_David_Shankbone.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" kt="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S44X5cof8uI/AAAAAAAAACw/4bxqiWX-l78/s320/250px-Break_dancer_by_David_Shankbone.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;em&gt;Break dance, New York&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #cc0000;"&gt;Prawdziwe źródła breakdance&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; &lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://vodpod.com/watch/731669-roots-of-breakdance-run-dmc-its-like-that"&gt;jednak tutaj (video):&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-size: x-small;"&gt;* widziane również na forum FRONDY&amp;nbsp;(XIII)&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-7066528061940441989?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7066528061940441989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/7066528061940441989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/03/ndc-2.html' title='NDC 2'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S44X5cof8uI/AAAAAAAAACw/4bxqiWX-l78/s72-c/250px-Break_dancer_by_David_Shankbone.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-5224156911263618608</id><published>2010-02-23T22:06:00.013+01:00</published><updated>2010-03-31T12:04:02.537+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją (175), 23 luty 2010</title><content type='html'>&lt;span style="color: white; font-size: x-large;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #7f6000; font-size: x-large;"&gt;Spirytyzm i spirytualia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno są rzeczy, o których się filozofom nie śniło. &lt;br /&gt;Naprawdę? &lt;br /&gt;No, to przyjrzyjmy się wyczynom filozofii od czasów kamienia łupanego i zastanówmy, jakie też filmy mogły się filozofom po nocach wyświetlać. Mnie wystarczyła minuta, abym na głos krzyknęła. A tego, czy napisałabym od nowa pierwsze zdanie, to nie wiem teraz nawet ja sama. Takie to wesołe filmiki! Gdyby miano je pokazywać, to na każdym afiszu stałoby "od 18 lat", a to oznacza, że jeśli mamy nieletnie potomstwo, to na &lt;em&gt;babysitterów&lt;/em&gt; poszłyby nasze oszczędności oraz dobra na Ukrainie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takim razie, po co mi był ten wstęp? Odpowiadam całym zdaniem : ten wstęp był po to, żeby Czytelnika zaciekawić i wprowadzić w taki stan, w którym wszystko jest możliwe i nic nie jest nudne. Ja już w nim jestem. Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że będę świadkiem wywoływania ducha postemerytalnego, to musiałabym brać proszki cały rok, a tak tylko przez jeden wieczór. W dodatku nie proszki, tylko cocktail &lt;em&gt;Margerita&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozważając rzecz od strony teoretycznej, na ślad nadchodzących wydarzeń powinna mnie była już wczoraj naprowadzić dochodząca z łazienki pieśń. Śpiewał Hak, a refren brzmiał :&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;em&gt;A najlepiej, wszyscy wiecie,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;to kobiecie jest w powiecie.&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;em&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/em&gt;Każdy widzi, że związki tej pieśni z sensem były żadne. I to właśnie powinno mi było dać do myślenia. Przecież wiem, że wymiar mitologiczny bywa czasem ukryty w fakcie tak lekkim, jak piórko puchowe kanarka z dziecięcego albo kociego snu. &lt;br /&gt;Teraz, świadoma programu dnia, wspinałam się po schodach, omotana ciekawością i tym stale towarzyszącym mi przekonaniem, że kiedy wszystko jest pod kontrolą, to jeszcze w kominie coś zawyje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ale, po kolei! – jak w Auchan, na widok kilku osób przy papierze toaletowym, wrzasnął świeży wdowiec, kiedy po raz pierwszy od stanu wojennego poszedł na zakupy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się banalnie. Było wcześnie rano, mniej więcej na godzinę przed obiadem, przewidzianym na drugą.&lt;br /&gt;Rozpoczęło się rutynowe zebranie Komórki. Uwaga Rewolucji skupiła się na ręce Mikołaja, przedłużonej o butelkę Stolicznej. Chodziło o pierwszą kolejkę i koncentracja była absolutna.&lt;br /&gt;Kiedy nagle zadzwoniło.&lt;br /&gt;- Otworzyć? – zawiesił rękę Mikołaj.&lt;br /&gt;- Lej, kurwa – był zdania Hak. – Jak kocha, to poczeka.&lt;br /&gt;Odpowiedział mu szmer poparcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A teraz, Abstynent, przynieś nam coś na ząb – wypił i powąchał chleb emisariusz Zylbersztajnow. – Libero otworzy.&lt;br /&gt;Libero zaczął się przyglądać krzesłu, jakby nie było ubezpieczone od kradzieży. Ale posłusznie otworzył.&lt;br /&gt;Powiało dziwnością - od dzwonka minęło ledwie 10 minut, a za drzwiami nie było nikogo.&lt;br /&gt;- Wszelki duch Pana Boga chwali! – jęknął Rebek, który w dzieciństwie odebrał staranne wychowanie.&lt;br /&gt;- I ja też chwalę – ulżył Rewolucji Siadkiewicz. &lt;br /&gt;Z półpiętra. &lt;br /&gt;– Nikt nie otwierał, to poszedłem po Manię, bo baby się na tym lepiej znają. Dzień dobry pani papuzieńce! - pozdrowił selektywnie.&lt;br /&gt;- Ja też jednego nie odmówię – wepchnęła męża do środka dozorczyni.&lt;br /&gt;- A właśnie chcieliśmy zaproponować – zorientował się Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;- Kiełbaski podgrzałam. Baranie, to wszyscy zjedzą.&lt;br /&gt;Garnek z kiełbaskami i popisem tolerancji wobec koszernej mniejszości etnicznej tak pachniał jednym i drugim, że nie można mu było pozwolić na stygnięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był czas, aby Rewolucja okazała zainteresowanie przyczyną wizyty.&lt;br /&gt;- O emeryta Wigorka chodzi – zagaił Siadkiewicz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pora otworzyć pewną parentezę.&lt;br /&gt;Czy po długiej przerwie w raportach Czytelnik pamięta jeszcze emeryta Wigorka? Tego, który od lat, na moje "Ale wigorek z pana, panie Wigorek" nieodmiennie odpowiadał "O, trzeba mnie było widzieć 5 lat temu, łaskawa pani". Tego, który w 2005 r. tak zwierzał się: "Sens życia zgubiłem. Nieboszczka ostatniego marca zeszła. Oglądam &lt;em&gt;M jak miłość&lt;/em&gt;, jak kiedyś z nią, ale bez niej, to &lt;em&gt;M bez miłości&lt;/em&gt;. Jak odmawiam różaniec z Radiem Maryja, to słyszę jej głos i zamiast odmawiać, płaczę. Taki stary i wstyd. Jak idę na spacer, to nawet w lecie wszystkie liście są jesienne. Kaczki przestałem karmić na stawie. A w nocy najgorzej. Włażę do łóżka i jakbym czuł jej ciepło, i coś mnie czasem w nocy przykryje, sam nie wiem co, i pytam - to ty ? - i słyszę jak drzwi od sypialni się cicho zamykają... "&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnik zrozumie, że nastawiliśmy uszu. &lt;br /&gt;Obowiązki narracyjne przejęła na siebie pani Mania.&lt;br /&gt;- I znowu Wigorek stracił sens życia. Na karty nie przychodzi i jeść nie chce. Ani wypić. Księdza z łóżka przyjął, ale obrazek, jak ksiądz zostawił, tak leży. Leży jak Wigorek. Doktor Pałka mówi, że to depresja i że nic, tylko trumnę zamawiać. A ja sobie ze starym myślę, że jak Pałka na nic i Kościół na nic, to czas na Wigorkową.&lt;br /&gt;- Przecież z niej już tylko DNA zostało – otrząsnęła się Amam. - I kolczyki.&lt;br /&gt;- Od agentów Mossadu taktu się nie wymaga – nie wytrzymał Mikołaj. – Ale są granice.&lt;br /&gt;- Zaraz, zaraz - włączył się Rebek - Jest wporzo. Jak Wigorek te kolczyki na szkielecie zobaczy, to kopnie w kalendarz i nie będzie się męczył. A ja to sfilmuję i nie takie Grand Prix w Cannes dostanę, jak za bobry w Biberstadt.&lt;br /&gt;- Bardzo wątpię - zdecydowała się na interwencję Nadieżda - żeby państwu Siadkiewiczom chodziło o potrząsanie kolczykami.&lt;br /&gt;Papuga, od powrotu do Warszawy, odzywała się rzadziej. Pierwszy raz w życiu dane jej było szybować w Amazonii przez ponad rok i powrót do zimnego klimatu wywołał w niej uczucia, jakich, w przeciwnym kierunku, mógłby doznać pingwin, wrzucony do sauny.&lt;br /&gt;- Serdeczne dzięki pani papuzieńce - wysłał ptakowi wiązankę uśmiechów dozorca.&lt;br /&gt;- O to to! - dorzuciła asparagus dozorczyni.&lt;br /&gt;- W dodatku - odłożyła nostalgię na później Nadieżda - nietrudno zgadnąć, że państwu Siadkiewiczom chodzi o seans spirytystyczny, który nie pozwala widzieć, a tylko słyszeć, co jest nieskończenie bardziej estetyczne.&lt;br /&gt;- Brałem kiedyś w czymś takim udział - poinformował Hak. - Budionnego żeśmy wywoływali. W czterdziestym szóstym, jak Hitler podchodził po Moskwę.&lt;br /&gt;- W czterdziestym szóstym? - zadrwił Rebek. - Masz chyba na myśli Napoleona.&lt;br /&gt;- Nie pamiętam dokładnie - przyznał się Hak. - No i tego, Siemiona Michaiłowicza, wołamy, a...&lt;br /&gt;- Coś mi nie pasuje - zaczął poszerzać wyrwę Rebek - w czterdziestym szóstym, to Budionny w najlepsze żył.&lt;br /&gt;- Tak jest - potwierdził po paru sekundach Hak. - To pewnie dlatego tak machał szablą po ciemku. O co ci kurwa chodzi?&lt;br /&gt;- Kurwa o to, że Budionny umarł 26 października 1953 r., a żywy Budionny na okrągły stolik byłby odporny. Jak nie wierzysz, to zapytaj Tęgodubskiej czy mojej Womitowiczowej. &lt;br /&gt;- Jak Womitowiczowa raz próbowała wywołać ducha Tęgodubskiej - wtrącił się Siadkiewicz - to Tęgodubska zadzwoniła do mojej Mani, czy nie ma czegoś na łaskotki, bo spać nie może. Ale ciągle żyje.&lt;br /&gt;- A Siemion Michaiłowicz umarł nie 26 października, tylko 31 listopada - nie popuszczał Hak. - Podawałem mu nocnik, to wiem.&lt;br /&gt;- O ile wiem, to listopad, podobnie jak październik, ma 28 dni - piłował Haka Rebek.&lt;br /&gt;- No ale umarł, czy nie? - próbował się za coś złapać Hak.&lt;br /&gt;- Umarł - ucięła dyskusję Nadieżda.&lt;br /&gt;- Umarł - dołożył poświadczenie zgonu emisariusz Zylbersztajnow.&lt;br /&gt;- Czy nie macie Lwie Dawidowiczu wrażenia - smakował swój triumf Hak - że Mikołaj się opierdala i dozorcostwo siedzi o suchym pysku. To jest gardle.&lt;br /&gt;- Coś dla państwa Siadkiewiczów! - zaanonsował protestant i wegeterianin z kuchni.&lt;br /&gt;Po czym ukazał się z wuzetkami i nową butelką.&lt;br /&gt;- Małego kieliszeczka wuzetki nie odmówię - pochyliła się do przodu Siadkiewiczowa.&lt;br /&gt;Blat stołu podzielił jej piersi na dolne i górne, ale więcej zostawił na górze.&lt;br /&gt;Mikołaj poczerwieniał.&lt;br /&gt;- Ładny sweterek, co? - powróciła do pionu dozorczyni. - Stary mi kupił. Jakby pan Abstynent życzył, to powiemy gdzie.&lt;br /&gt;- Ten jeden mi wystarczy - wysycił głębię swojej czerwieni Mikołaj. &lt;br /&gt;- A pan Abstynent to musiał po śniegu się nabiegać - podebrała od dołu swoje popiersie Siadkiewiczowa. - Takich kolorów dostał, że pozazdrościć.&lt;br /&gt;Z Mikołajem zaczęło coś się dziać i wypadało zareagować. Ubiegł mnie jednak Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;- Jeśli nasz kochany gospodarz z małżonką uważa, że panu Wigorkowi pani Wigorkowa potrzebna, to trzeba mu to załatwić.&lt;br /&gt;Kiedy, jak i co - zaraz do tego przejdziemy, a na razie po kieliszeczku na powitanie wiosny za dwa miesiące.&lt;br /&gt;- Nalej za mnie, Libero - poprosił Mikołaj i sprawił wrażenie zainteresowanego podwórkiem. Z obowiązków kronikarskich nastawiłam uszu. Cicho recytował coś, co przypominało psalm, ale psalmem nie było. Oj, nie.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;em&gt;O, Jeru-zalem, miasto!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;O ty miasto - niewiasto!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wietrze suchy, gorący,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;wietrze ogniem ziejący!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kto nad stołem cię ujrzał, ten owoców nie ruszy.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kto pod stołem zgadywał twoje grusze, ten w duszy,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;słodycz ujrzy, i marzeń poukłada bierwiona&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;i zapali, i skona&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kto cię ujął w swe dłonie, ten umiera, ten tonie,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;ten za tobą tam pójdzie, gdzie miłości nie umknie,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;ten w cierpieniu rozpuści dni, co jeszcze zostały,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;odkąd przestał być mały&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;O, ty miasto wysokie, w drzewach całe oliwnych&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;na swych stokach brzemienne, jak me ciało kamienne,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;tą miłością, co zwleka, nim zabije człowieka,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;gdy zeń życie wycieka&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;O, Jeru-zalem, miasto!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;O, ty miasto - niewiasto!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wietrze suchy, gorący,&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;wietrze ogniem ziejący…&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;Poczułam się zawstydzona. &lt;br /&gt;Jak jednak mógłby Czytelnik ujrzeć grę ciemnych świateł w mrocznej duszy protestanta Dnia Siódmego, skonfrontowanego z biustem dozorczyni, mocno osadzonym w moralnych realiach XXI wieku, a zarazem w kanonach estetycznych sprzed dwustu lat, gdyby nie ta moja szorstka niedyskrecja? &lt;br /&gt;Otrząsnęłam się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy stole omawiano szczegóły, które ezoteryczną przestrzeń wypełniały i wysycały konkretem, którego nie przewidziałaby armijna intendentura przed ofensywą. Seans miał się odbyć w mieszkaniu emeryta, przy jego pełnym zaskoczeniu. Okrągłym stolikiem, świeczkami i wszelką spirytystyczną logistyką miała się zająć dozorczyni, przy ewentualnej współpracy wspomnianej lokatorki z II piętra, znanej Czytelnikowi pod wymagającym starannej wymowy nazwiskiem Tęgodubska. Bezpośredniej komunikacji z duchem podjął się Hak, powołujący się na doświadczenie zdobyte w kontaktach ze zmarłym 31 listopada twórcą Pierwszej Konnej, Budionnym. Do seansu miało dojść jutro (nie zapominajmy, że to jutro jest dzisiaj, a dzisiaj - to było wczoraj). Zostało wyraźnie zastrzeżone, że nikt nie powinien wypić więcej "niż trzeba", oraz że kobiety, z wyjątkiem papugi, powinny być ubrane na ciemno, żeby nie zgorszyć ducha, który powinien być "na luzie, ale w skupieniu i w nastroju".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przestań się gapić i mamrotać, Abstynent - zakończył omawianie spraw emisariusz Zylbersztajnow i nakazał Mikołajowi ruszyć to, "na czym Mikołaj by siedział, gdyby nie stał, za przeproszaniem kochanej gospodyni domu i naszej Władzi".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech mi Czytelnik wybaczy, że na tym zakończę niniejszy raport. &lt;br /&gt;Doszły do mnie skargi, jak na przykład ta:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Wczoraj wieczorem zabrałem się za czytanie raportu nr 174, ale na dwudziestej stronie usnąłem i do tej pory nie potrafię się przebudzić. Nie wiem, jak ja teraz się dowiem, co było dalej. Niech pani autorka będzie taka dobra i poda przepis na jakiś nowy koktajl albo cocktail, zamiast żebym denerwował moją żonę długością".&lt;/blockquote&gt;Przypomnę jeszcze tylko, że akcja tego raportu zaczęła się w momencie, kiedy szłam po schodach w górę, relacjonując, co się wydarzyło wczoraj, a kończy dokładnie teraz, kiedy w towarzystwie kota Bazyla idę po schodach w dół. "Schodami w górę, schodami w dół" - przypomina mi się tytuł powieści Michała Choromańskiego. Jestem zmęczona wydarzeniami, które wydarzyły się między tym "w górę" i tym "w dół", ale - jak już uprzedziłam, tym wydarzeniom poświęcę osobny raport.&lt;br /&gt;Żarówki na piętrach i półpiętrach rzucają światło niepewne, jakby chciały przypomnieć, że te nowe, oszczędnościowe, będą świeciły jeszcze gorzej. Bazyl zbiega przede mną w milczeniu, bez najmniejszej ornamentyki ruchowej. Rzeczy wydają się proste i zimne. Pachnie rozkładającym się śniegiem i wilgotnym drewnem. &lt;br /&gt;Jestem już blisko drzwi wyjściowych i jest to ostatni moment, żebym uprzedziła Czytelnika, że nastrój przyszłej relacji nie będzie miał z tą wilgocią wiele wspólnego. &lt;br /&gt;Wyjaśnienie to wydaje mi się tym bardziej potrzebne, że, mający wystarczająco dużo własnych problemów, Czytelnik mógłby machnąć ręką i zrezygnować z lektury. A to sprawiłoby mi prawdziwą przykrość. Równie wielką jak, nie zawaham się tego powiedzieć - niezasłużoną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Władysława&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-5224156911263618608?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5224156911263618608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5224156911263618608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/02/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-175.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją (175), 23 luty 2010'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-5618856614883234686</id><published>2010-02-19T16:24:00.000+01:00</published><updated>2010-02-19T16:24:42.318+01:00</updated><title type='text'>NDC 1</title><content type='html'>WSBN ma przyjemność oferować Państwu&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;NDC 1&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; (&lt;strong&gt;N&lt;/strong&gt;agrodę &lt;strong&gt;D&lt;/strong&gt;la &lt;strong&gt;C&lt;/strong&gt;ierpliwych nr &lt;strong&gt;1&lt;/strong&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S36sSQIpniI/AAAAAAAAACo/Y6bV041iuH4/s1600-h/Capture+instrument.PNG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" ct="true" height="245" src="http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S36sSQIpniI/AAAAAAAAACo/Y6bV041iuH4/s400/Capture+instrument.PNG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=gaQYb4Ykhz8"&gt;Ten obrazek zapowiada coś strasznego i pięknego, więc click...&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-5618856614883234686?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5618856614883234686'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5618856614883234686'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/02/ndc-1.html' title='NDC 1'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S36sSQIpniI/AAAAAAAAACo/Y6bV041iuH4/s72-c/Capture+instrument.PNG' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-5072314373995192141</id><published>2010-02-06T22:27:00.013+01:00</published><updated>2010-03-31T12:06:27.491+02:00</updated><title type='text'>Z frontu walki z reakcją i Redakcją  (174), 6 luty 2010</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: #7f6000; font-size: x-large;"&gt;Powrót z Paramaribo i afera z Komisją&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak oto, z bijącym sercem, znalazłam się na podwórku kamienicy. W geometrycznym środku, między ponurymi ścianami, znajdował się dozorca Siadkiewicz i manipulował urządzeniem do odgarniania śniegu, w postaci dykty na łopacie. Dykta była płaska, moja głowa z wrażenia pusta, niebo szare, śnieg przybrudzony, a w powietrzu zimna filozofia, typowa dla dni bez dobrych wiadomości meteorologicznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robotami kierowała pani Mania. Ręce miała wolne, więc to w jej objęcia, po krótkim sprincie, trafiłam w pierwszym rzędzie. Dozorca niewiele się spóźnił, ale że nie wypuścił z ręki szufli, to, aby oddać urodę sceny, będę musiała uciec się do terminologii baletowej. W ten sposób moje &lt;em&gt;pas de deux&lt;/em&gt; z panią Manią, dzięki zgrabnemu skokowi dozorcy, tak zwanemu &lt;em&gt;pas de basque&lt;/em&gt;, przeszło w &lt;em&gt;pas de trois&lt;/em&gt;. &lt;em&gt;Pas de trois&lt;/em&gt; byłoby bliskie ideału, gdyby nie łopata. Kiedy jednak skupiliśmy się ciaśniej, a łopata przywarła do nas, jak by to ona była za mną stęskniona najsilniej – zaczęliśmy przypominać prawdziwy &lt;em&gt;corps de ballet&lt;/em&gt;, w trakcie oddawania się eleganckiej choreografii do muzyki współczesnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy już mieliśmy się rozdzielić, nasz zespół uległ niespodziewanemu wzbogaceniu. Oto rozległ się odgłos &lt;em&gt;glissade&lt;/em&gt; i swojego &lt;em&gt;entrée&lt;/em&gt; dokonała solistka, natychmiast rozpoznana jako lokatorka z II piętra, niejaka Tęgodubska. Po chybionej próbie uchwycenia się nas, Tęgodubska zrezygnowała z kontynuacji &lt;em&gt;glissade&lt;/em&gt; i dała pokaz sekwencji &lt;em&gt;mouvements&lt;/em&gt; w śniegu, czyli niejako &lt;em&gt;par terre&lt;/em&gt;. Niestety, wraz z jej przybyciem, o Jeziorze Łabędzim nie było już mowy, a to, co nastąpiło, było gwałtowne jak podbiegunowa wersja West Side Story.&lt;br /&gt;Po pół minucie lokatorka przerwała występ, zidentyfikowała w śniegu beret i zaczęła oddalać się krokiem przypominającym &lt;em&gt;Parademarsch&lt;/em&gt;, w wersji ulubionej przez niejakiego Adolfa H.&lt;br /&gt;- Dzień dobry, pani Tęgodubska – pośpieszyłam z pozdrowieniem, starając się o dźwięczną dykcję w okolicach litery "b".&lt;br /&gt;- Proboszcz się dowie, proboszcz się dowie! – wykrzyczała Tęgodubska i zniknęła.&lt;br /&gt;- Co jej jest? - zapytałam.&lt;br /&gt;- Oj, pani Władziu, żeby pani wiedziała, co ona tu na pani temat wygaduje – wskazała mężowi świeżą zaspę dozorczyni. – Nawet papier na panią po klatce przyklejała.&lt;br /&gt;- Podobno nie przyjęła pani naszego proboszcza na kolędę – odłożył lodołamacz Siadkiewicz.&lt;br /&gt;- Bo byłam w Ameryce Południowej! – zdziwiłam się. – A poza tym, mieszkam w innej dzielnicy.&lt;br /&gt;- I że bierze pani na grypę homeopatię i że jej siostra, znaczy ta, co wyszła za starego Klaputa spod dwójki, widziała, jak pani zadawała się w rozmowie z dziwką Carmen i z tym czarnym z Łajkiki. Bo jej siostra tam sprząta.&lt;br /&gt;Stało się jasne, że siatka wywiadowcza Tęgodubskiej wyszła poza kamienicę i że jej agentka z Waikiki Yoruby nie polubiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pójdę już, bo na górze czekają na mnie – powiedziałam. – A Bazyl? Co z Bazylkiem?&lt;br /&gt;- Bazyl musiał coś słyszeć od pana Lwa – odpowiedziała Siadkiewiczowa – bo rano nie wyżarł Cyckowi z miski, tylko poleciał na schody.&lt;br /&gt;- O właśnie, a Cycek? Chciałam powiedzieć, Don Ciccio?&lt;br /&gt;- A gdzieś go tu widziałam z Sylwkiem – zwilżyła głos pani Mania – Teraz, kiedy zimno, to nasz Cycek wychodzi tylko, jak go przydusi.&lt;br /&gt;- Jemu to na poduszce dupę trzymać wolno – rozżalił się dozorca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skierowałam się w stronę klatki schodowej. &lt;br /&gt;Oto pętla miała się zamknąć. Raport nr 173 zawiesił się w momencie, gdy zaczął trąbić taksówkarz. Było to rok i cztery miesiące temu. Ale teraz, kiedy rewolucja światowa i jej bieżące zagadki od nowa rozwijały przede mną dywan, musiałam wstąpić nań bez wahania. Więcej, wypadało zadbać o poziom adrenaliny, adekwatny do euforii, której postanowiłam ulec. W poczuciu misji, nałożonej mi przez WSBN, z miłości do Czytelnika i, &lt;em&gt;last but not least&lt;/em&gt;, dla własnej przyjemności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W miarę jak mentalnie rozpędzałam się, precyzował się w mojej podświadomości pewien obraz, a ja, jak maszynista parowej lokomotywy, wrzucałam do jego wnętrza coraz to nowe barwy i coraz to gęstsze dźwięki. I tak, pojawiło się tło, o konturach nieostrych, zrazu rozmyte w pastelowej mgle, aż wyrzuciło z siebie pierwszy plan, który wypadł mi na spotkanie, rozedrgany od rytmów i kolorów. Pojawiły się na nim obrzmiałe, mleczno-zielone balony i zaczęły pękać, tryskając wiązkami tropikalnych kwiatów. Z mgły wypadły czekoladowe dziewczyny, kontrastujące z wielkimi, nieruchomymi sylwetkami w białych i złotych maskach weneckich. Nagle rozgadały się bębny i eksplodowała samba. Zewsząd napływał karnawał, o zapachu rzadkich drzew tak silnym, że musiałam zatrzymać się i pośpiesznie przerzucić najbardziej ryzykowne strony w katalogu rzeczy niestosownych, który mam zawsze pod ręką.&lt;br /&gt;Niech mi Czytelnik wybaczy to falowanie bioder, tak niespodziewane w północnym klimacie, ale czyż jeszcze kilka dni temu, z pirogi zanurzonej w wodzie czystej i ciepłej, nie słuchałam radości i płaczu gitar? Z kwiatem we włosach i dreszczem w duszy, niespokojnej, bo świadomej nowych zadań...&lt;br /&gt;Tymczasem rzeczywistość spokojnie czekała i miała zamiar przywrócić znaczenie dekoracjom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ale, po kolei – jak mruknął niskopłatny pianista, wysyłając pierwszy dźwięk gamy C dur.&lt;br /&gt;Ja zdecydowałam się na sonatę C mol. Jej pierwszy dźwięk czekał na mnie na pierwszym piętrze, przy framudze drzwi do gabinetu ginekologa Szczywąsa. Dźwiękiem tym był Bazyl, adorator papugi Nadieżdy i mój wypróbowany przyjaciel. Kot musiał nie znać dnia ani godziny, bo siedział "po ludzku", oparty o ścianę, i drapał się po szyi przy pomocy jednej z tylnych łap. Co jakiś czas robił przerwę i, z łapą w powietrzu, coś sprawdzał w rejonie uważanym za wstydliwy. Zamarłam i wycofałam się. Kiedy hałaśliwie wróciłam, Bazyl zerwał się, otoczył aurą w rodzaju "No nareszcie, bo mi już kwiaty więdną!" i miaucząc przypadł mi do nóg. Przez chwilę wycierał się o mnie i mruczał, aż odegrał błyskawicę i zniknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odnalazłam go przed drzwiami do Komórki. Leżał w poprzek, jakby chciał mnie ostrzec. Kiwnęłam mu głową i zamiast korzystać z klucza, nacisnęłam dzwonek. Moją uwagę zwróciła ławeczka, na której siedział Sylwester Apolinary, znany w Komórce jako "gówniarz od Siadkiewicza". Junior zaanonsował mi zwięzłe "dzień dobry" i ostro przyciągnął Cycka, wspomnianego przed chwilą rottweilera, z papierami na nazwisko Don Ciccio. Pies musiał ograniczyć się do powitalnych pisków i spojrzenia, za które doświadczona suczka oddałaby ostatnią puszkę &lt;em&gt;Grancarno&lt;/em&gt; spod świątecznej choinki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otworzył mi osobnik łysy, z jednodniowym zarostem na nalanej gębie, bez krawata, w koszuli wypuszczonej na spodnie pod ciemną marynarką w pionowe prążki. "Skąd ja znam tego typa?", rozbłysło we mnie pytanie, natychmiast wypchnięte przez odpowiedź - z telewizji. W istocie, miałam do czynienia z czymś, co znany Czytelnikom Maurycy nazywa 3M, czyli Modelową Mordą Medialną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie było wątpliwości – naprzeciw wejścia, za stołem rozpościerała się komisja. Rozpoznałam w niej redaktora Sobakiewicza i lektorkę Puffel. Typ, który mi otworzył, rozsiadł się i wziął za robienie min odpowiednich dla przewodniczącego. Przyklejeni do niego siedzieli dwaj nieznajomi, o twarzach bezekspresyjnych. Im również więzienny zarost przeniósł się z głów na brody i policzki. Skojarzyli mi się z &lt;em&gt;dwoma łotrami&lt;/em&gt;, z tym, że żaden nie wyglądał na dobrego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kanapy i różnych siedzeń porwała się na mój widok Rewolucja. W pełnym składzie. Zostałam wyściskana przez Rebeka, Amam, Libero, Jojo, Mikołaja i Haka, i wszyscy razem wywołaliśmy niezłe zamieszanie. W zawieszonej na zwykłym miejscu klatce doszło do trzepotu skrzydeł i czegoś w rodzaju gruchania. Dźwięki przypominały Alfabet Morsa w interpretacji morsa. Stojący przy oknie emisariusz Zylbersztajnow spojrzał wymownie na klatkę i dwoma palcami zacisnął sobie wargi. Pojęłam, że papuga Nadieżda odgrywa niemowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wznawiamy procedurę – walnął w stół Prezio. Czarnym wazonikiem. Jak młotkiem, tyle że z młotka rzadko wypada plastikowy żonkil.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Miejsce świadka zajmie teraz emisariusz Zilbersteen – postawił palec na dwustronicowej liście jeden z nieznajomych.&lt;br /&gt;- Nie zajmie – pozostał przy ścianie Lew Dawidowicz. - Chcesz kopa, Narwal ?&lt;br /&gt;- Rżniesz głupa, Narwal – obruszył się na Narwala drugi z nieznajomych. – Jak był hazard, to Silbersztajn podrywał małpy w Poranariby.&lt;br /&gt;- Ty też chcesz kopa, Kuśka? – przeadresował ofertę emisariusz. – Nie jakiś Silberdreck, tylko Zylbersztajnow i nie w Poranariby, tylko w Paramaribo. Na riby będzie pora, jak oddasz wiosną futerko do czyszczenia.&lt;br /&gt;- Niech będzie – nie przyjął propozycji kopa Kuśka. – Ale uwaga, nie Kuśka, tylko Kuszkin.&lt;br /&gt;- OK, Puszkin – przyjął do wiadomości Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;- Za świadka usiądzie Sylwester Apolinary Siadkiewicz – odczytał Prezio. – Wezwijcie z korytarza, Puffel.&lt;br /&gt;- Jak powiedzieliście nazwisko? – zaczęła nie wierzyć uszom lektorka.&lt;br /&gt;- Pan przewodniczący Mirosław Srakuła poprosił was, koleżanko, o wezwanie na świadka Sylwestra Apolinarego Siadkiewicza – wyrecytował redaktor Sobakiewicz. – A to dlatego, koleżanko, że macie bliżej do drzwi.&lt;br /&gt;- Chuj prawda – mruknęła lektorka, ale otworzyła drzwi i zawołała – Gówniarz od Siadkiewiczów!&lt;br /&gt;Siadkiewicz junior przykrył sobą kuchenny stołek bez oparcia.&lt;br /&gt;- Co macie do powiedzenia, Apolinary, w sprawie hazardu? – zadał pytanie Narwal.&lt;br /&gt;- Nie właźcie mi z butami w kompetencje – fuknął Srakuła. – O ile wiem, przewodniczący komisji nosi nazwisko Srakuła, a nie Narwal. O ile wiem.&lt;br /&gt;- Srakula – zgodził się Narwal. Nie bez pewnej delektacji w głosie. – Jak ten wampir.&lt;br /&gt;- To wy się kłóćcie, a ja sobie pójdę – zaproponował Siadkiewicz junior. – A wampir, to był Drakula.&lt;br /&gt;- Zostańcie, zostańcie, Apolinary – wstrzymał go Kuszkin.&lt;br /&gt;- Teraz wy dla odmiany? – wściekł się Prezio. – A więc, świadku Apolinary, ...&lt;br /&gt;- Wolę Sylwestra – odezwał się młody.&lt;br /&gt;- Każdy woli – zabrzmiała publiczność. Jak chór grecki.&lt;br /&gt;- To jak macie w końcu na pierwsze? – zaczął sprawdzać na liście Srakuła.&lt;br /&gt;- Cycek! – krzyknął Sobakiewicz.&lt;br /&gt;Ktoś wpuścił rottweilera. Pies zasiadł przed Komisją, obok swojego pana, i wywalił język.&lt;br /&gt;- Cycek – przyjrzał się liście Srakuła. – Dziwne imię!&lt;br /&gt;- Nie tak dziwne jak Brajan czy inna Esmeralda – uszczypnął Prezesa Narwal.&lt;br /&gt;- Mojemu dałem nie Brajan, tylko Brian – oderwał się od krzesła Srakuła.&lt;br /&gt;- Szkoda, że nie Kwasimodo – rozciągnął palcami usta i zagrał zeza Narwal.&lt;br /&gt;Aluzja była paskudna. Co dziecko winne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy oddzielono Srakułę od Narwala, Narwalowi musiało się coś w ustach ruszać, bo zaczął sprawdzać. Nie było też wiadomo, gdzie się podziały guziki marynarki Przewodniczącego, ale kiedy Narwal wypluł je na stół razem z zębami, bilans wyszedł na zero.&lt;br /&gt;- Ogłaszam dziesięć minut przerwy – powycierał guziki Srakuła i wyszedł, mimo protestów publiczności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy chwilę czasu. Hak przystąpił do przyjmowania zakładów w kwestii, kto wygra następną bójkę, a Rebek ustawił się z kamerą i wykonał najazd na twarz Narwala.&lt;br /&gt;- Lepiej byłoby mu to zszyć, niż filmować – zauważyła Amam. – A na waszym miejscu, Puszkin, nie rechotałabym, bo, jak uczy historia literatury, Puszkiny długo nie żyją.&lt;br /&gt;- Kuszkin, za pozwoleniem – rozeźlił się Kuszkin. &lt;br /&gt;- Rusz dupę, Abstynent – przypomniał sobie formułę emisariusz Zylbersztajnow. – Założę się, że pan Kuskin wolałby być Zakuskin!&lt;br /&gt;- Zakuski Zakuskin nie odmówi – zmiął w kulkę dumę rodową na na widok kiełbasy Kuszkin. – A wy Narwal, też spróbujecie?&lt;br /&gt;- Narwal nie spróbuje, bo nie ma czym – wyprzedził Narwala Hak. – Zębów nie ma. Jedne wypluł, drugie połknął. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ledwo Mikołaj uwinął się w ramach pierwszej kolejki, kiedy do pokoju wpadł Prezio.&lt;br /&gt;- Gdzie Narwal – ryknął.&lt;br /&gt;- Narwal zdezynfekował się i poleciał sprawdzić, czy dentysta z sąsiedniego bloku jest zdolny do aktu chirurgii stomatologicznej – poinformował Rebek. – Nawet chciałem iść filmować, ale jak Narwalowi zajrzałem w japę, to pomyślałem, że jatka lepiej wypada w rzeźni.&lt;br /&gt;- Ale teraz niech prezes uważa – przestrzegł Srakułę Kuszkin. – Żona Narwala ma dwa metry i zabije prezesa jak raz dwa trzy. Ćwiczy karate Kyokushin czy karate Kuykushin. &lt;br /&gt;- Karate Hujkuszkin ? – zdziwił się Hak. – Nie słyszałem.&lt;br /&gt;Kuszkin zamyślił się, a Srakuła wznowił posiedzenie.&lt;br /&gt;- Minęło 7 minut, czyli 10 minut przerwy skończone – zadecydował i kazał wezwać świadka.&lt;br /&gt;Wrócili obaj. Rottweiler zdyszany, bo zdążył pożywić się w dozorcówce.&lt;br /&gt;- Czy ktoś z komisji ma pytania do świadka? – zagrzmiał Przewodniczący. – Nie słyszę. Świadek jest wolny.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Z Sejmu mądrość płynie, jak miód po dziewczynie!&lt;/em&gt; – rozentuzjazmował się na melodię &lt;em&gt;"Łowiczanka jestem"&lt;/em&gt; Libero. – Zapraszam pana Przewodniczącego do &lt;em&gt;Waikiki&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie zapłonęła i zgasła ostatnia sekunda z dziesięciu minut.&lt;br /&gt;Zameldowała się Puffel, zszedł od pani Hilarii redaktor Sobakiewicz, a przed drzwiami toalety wycierał łapy o spodnie Kuszkin. Komisja zasiadła i zaczęła się rozglądać za Przewodniczącym.&lt;br /&gt;- Co, kurwa? – zaniepokoił się Srakuła, już w drzwiach i w płaszczu. – Nie było pytań, to świadka rozpuściłem do domu. Na dzisiaj zamykamy.&lt;br /&gt;- Coś nie gra – oznajmił Sobakiewicz. – Ale mam nagranie u redaktora Wasylisa w telewizji, to nawet lepiej.&lt;br /&gt;- A ja mam wywiad z redaktorką Olewajnik – podrapała się pod pachą lektorka Puffel.&lt;br /&gt;- A wy, Puszkin, pewnie zostaniecie na jednego – zaantycypował Sobakiewicz, który nie chciał, żeby go medialnie widziano w towarzystwie Kuszkina.&lt;br /&gt;- A gdzie tam – bez wyczucia zareagowała Rewolucja. - Pan Kuszkin też się śpieszy.&lt;br /&gt;- Fakt, &lt;em&gt;moja wątroba dostała zajoba&lt;/em&gt; – zaimprowizował Kuszkin, któremu dla odmiany na medialnej widzialności z Sobakiewiczem zależało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A Mikołaja gdzie wcięło – zaniepokoił się Lew Dawidowicz, od minuty z pustą szklanką.&lt;br /&gt;- Sok sobie wiruję – dobiegło z kuchni. – Z czarnej rzodkwi i szczawiu.&lt;br /&gt;- Nie będzie za słodki? – odzyskała mowę papuga. – Chodź do mnie, Władziu, niech cię dziobnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po komisji nie było śladu, a czas odprężenia i wyjaśnień mógł rozsiąść się wygodnie, zamiast skradać się i kręcić.&lt;br /&gt;Wśród Czytelników moich kronik na pewno są tacy, którzy gorszą się, ilekroć daję świadectwo pewnej sympatii wobec zamieszkujących Komórkę Rewolucyjną bojowników o sprawy, które nie tylko są mi obce, ale są szkodliwe wobec wszystkiego, co sama cenię. Przed sentencją potępiającego mnie ostatecznie wyroku, powinni oni wziąć jednak pod uwagę dwie rzeczy – że celem istnienia WSBN jest leczenie, a złość i pogarda wywołują w przeciwniku złość i pogardę pomnożoną przez dwa, oraz że jeśli obcuje się ze sobą od tak dawna, jak ja z większością podopiecznych, to musiały się między mną a nimi nawiązać nici, jeśli nie ostrożnej przyjaźni, to przynajmniej pewnego zrozumienia i rozbawienia. Ileż to małżeństw zawdzięcza swoją jedność w większym stopniu wysokiemu poczuciu humoru niż lekturze Żywotów Par Świętych, i bardziej kuchni i łożu, niż nieprzerwanej, codziennej i conocnej akademii na cześć cnót z najwyższej półki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie wyobrażacie sobie, kochani, jak się cieszę, że was widzę! – pozwoliłam sobie na otwierający &lt;em&gt;fiestę&lt;/em&gt; wykrzyknik.&lt;br /&gt;- Takie już my baby jesteśmy – rozdarło się dla równowagi w klatce - Powinnyśmy na widok waszych pysków krzyczeć i wzywać pomocy - bando lewicowców, ateistów, sodomitów, agentów spod ciemnej gwiazdy, starych rozpustników, młodych impotentów, kapusiów, szabesgojów, łowców antysemitów, prowokatorów, ...&lt;br /&gt;- Zamknij się, królowo egzotycznego kurnika – ryknął Jojo. – Wyskrzeczałaś już dziesięć epitetów, a nas tu jest tylko sześcioro.&lt;br /&gt;- Bo cztery wyzwiska były tylko dla ciebie, ty czarny płaszczu z &lt;em&gt;mysich psitów&lt;/em&gt; – nie popuściła Nadieżda.&lt;br /&gt;- Pax, pax! – wyjął żonkila i huknął wazonikiem emisariusz Zylbersztajnow. &lt;br /&gt;- A pan, Lwie Dawidowiczu, mógłby dać sobie spokój ze wspominaniem tego stowarzyszenia – zgorszył się Rebek. – Zaraz usłyszę o Piaseckim i Dobraczyńskim. A na deser może mi jeszcze Lew Dawidowicz porębę z czekolady w sosie filipskim podsunie!&lt;br /&gt;- Jak z czekolady, to ja bym się pisał – zapisał się na porębę Hak.&lt;br /&gt;- Ja nie mogę! – krzykliwie zaniemogła Amam.&lt;br /&gt;- Może soku z czarnej rzodkwi i szczawiu ? – przechylił dzbanek ze swoją ropą naftową Mikołaj.&lt;br /&gt;- Żenada – zzieleniał i zatkał się ręką Rebek. – Teraz to i ja nie mogę!&lt;br /&gt;- A jakby tak wmieszać w to z pół litra Stolicznej? – wystąpił z projektem poprawienia receptury Hak.&lt;br /&gt;Wegeterianin i protestant Dnia Siódmego nie odpowiedział, tylko nalał sobie i podniósł szklankę do ust. Po czym nos skoczył mu do tyłu i popchnął resztę twarzy. Lew Dawidowicz wyrwał Mikołajowi dzbanek, powąchał i zaczął wyglądać, jakby się od tygodnia nie golił.&lt;br /&gt;- Wylej to, Abstynent – ryknął – umyj łapska i przynieś coś przezroczystego.&lt;br /&gt;Sytuacja została uratowana, a po drugiej przezroczystej butelce w Komórce doszło do zmiany klimatu. Nowy klimat okazał się bez porównania lepszy, a w miarę, jak spod każdego bojownika coraz dalej wysuwały się nogi, naprężał się w nim język i energicznie nawiązywał do najlepszych tradycji rewolucyjnych. Inaczej mówiąc, przysłówki, przymiotniki, czasowniki, rzeczowniki i inne zaimki, jeden po drugim, okazywały swoją zbyteczność i dawały się zastąpić przez parę zaledwie słów o wspólnym rdzeniu. Parę, ale z gatunku tych,&amp;nbsp;które podrywają masy do ataku na Pałac Zimowy i zmieniają bieg dziejów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Teraz albo nigdy – powiedziałam sobie i zapytałam o genezę komisji i przebieg obrad do momentu, kiedy kot Bazyl podprowadził mnie pod drzwi, a przewodniczący Srakuła je otworzył.&lt;br /&gt;Jako pierwszy odpowiedział na mój apel Hak. Widziałam, że do głosu przygotowała się Nadieżda, ale po pierwszych słowach Haka popadła w śmiech tak zaraźliwy, że zaraził się nie tylko Lew Dawidowicz, ale i ona sama. Zarażając siebie samą, im więcej Nadieżda się śmiała, tym śmiała się jeszcze więcej. Śmianie się przy pomocy dzioba łatwe nie jest. Stąd papugi zdolne do śmiechu są rzadkie i drogie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest bardzo ważne, żeby do śmiejącej się papugi nie zbliżać takich przedmiotów jak ołówki i palce. Ostry i niekontrolowanie kłapiący dziób jest w stanie uciąć wszystko przy nasadzie i podobno (ale to już między nami) rozśmieszanie papug jest zabronione na plażach nudystów męskich. A w Cap d'Agde, we Francji, na plaży nudystów homoseksualnych jest nawet wielka różowo-czarna tablica &lt;em&gt;"Chcesz mieć ciągle długi, to nie śmiesz papugi!" &lt;/em&gt;(każdy łatwo domyśli się, że nie chodzi o "długi" w sensie niespłaconych kredytów).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnik zrozumie, że w zaistniałej sytuacji nie mogłam liczyć na uczciwą i precyzyjną relację wydarzeń w wykonaniu Nadieżdy czy emisariusza Zylbersztajnowa. Dla odmiany, opowieści pozostałych członków Komórki tak wplotły się w narrację Haka, że nie potrafiłabym rozpleść serii węzłów, raz szczerych, a raz hańbiących dziewiczość prawdy z cynizmem i rozpasaniem werbalnym. Jedna Amam, z racji skutecznej senności, nie brała udziału w opowieściach, które były nie tylko ewenementem artystycznym, ale stały się kanwą dla filmu dokumentalnego – Rebek filmował każde usta i rejestrował każdy dźwięk. Zapytany, kiedy szeroka publiczność zapozna się z filmem, oświadczył, że &lt;em&gt;"odważny to on jest przeciwko całemu światu, ale nie przeciwko sobie samemu, czyli że wszystko zależy od wyników przyszłych wyborów". &lt;/em&gt;A gdyby Centrali przyszło do głowy zablokować publikację filmu z obawy o dekonspirację Komórki, to "nie brak na tym świecie telewizji z pieniędzmi".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, ale zapyta Czytelnik, dlaczego dotąd nie przytoczyłam wszystkiego, co usłyszałam, słowo po słowie. Odpowiem następująco: Czytelniku, a czy ty sam, w zgodzie z własnym sumieniem, żoną, dziećmi i proboszczem, przytoczyłbyś opowieść, której pierwsze trzy słowa, autorstwa Haka, brzmiały &lt;em&gt;"Kurwa, ten chuj...",&lt;/em&gt; a ostatnie słowo, w interpretacji Rebeka brzmiało &lt;em&gt;"mać" &lt;/em&gt;?&amp;nbsp; Czyż nie pisałam, wyżej w tym raporcie, o "przezroczystym płynie" i narastającym nawiązywaniu do "najlepszych tradycji rewolucyjnych"? Dodam pośpiesznie, że jeśli tych "najlepszych tradycji rewolucyjnych" nie ujęłam od razu w cudzysłów, to przez nieuwagę, za którą uderzam się w koraliki.&lt;br /&gt;Wiem, prawda ucierpi, ale na nic więcej niż streszczenie Czytelnik mnie nie namówi. Nie zaliczam się do kronikarek raz zdolnych się rozochocić, a potem na zawsze utracić zaufanie Czytelnika i jego estymę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A było mniej więcej tak: nieletni wnuczek kierującego Centralą Szapirowa (też Szapirow, tyle że nie Lew Mojsiejewicz, a Maciej Przemysław) prowadził handelek zdjęć pornograficznych dziewczyn, jak się okazało - wyłącznie powyżej 80 kg (taki miał gust), a w piwnicy u dziadka ustawił jędnorękiego bandytę. Klientów naganiał mu Sylwester Apolinary Siadkiewicz, przy czym sam był klientem w zakresie fotografii (młodzieńczy gust hazardu czasem nie obejmuje). Stary Szapirow dwukrotnie tuszował sprawę pornografii wagi ciężkiej, ale nie miał pojęcia o piwnicznym kasynie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzecz się wydała za sprawą dzielnicowego pisemka działkowców, które w dodatku wpadło w ręce miejscowej Rady Parafialnej podczas poświęcania mebli do nowej świetlicy. Walki z Parafią Szapirow bał się jak ognia, więc ograniczył się do wymuszenia na Urzędzie Miejskim zgody na wzniesienie na terenach działkowych sklepu z obuwiem i do zatrudnienia jedynego dziennikarza organu działkowców na dobrze płatnym stanowisku kierownika Wydziału Promocji Medialnej. Jednocześnie postanowił przeprowadzić, jak to ujął w znanej Czytelnikowi &lt;em&gt;żółtawej kopercie&lt;/em&gt;, "szkolenie Komórki Rewolucyjnej w zakresie prowadzenia komisji przeciwko przeciwnikom politycznym" i przy okazji gówniarza od Siadkiewiczów zniechęcić do wylewności. Nikt z członków komisji nie miał pojęcia o sprawie. Wszyscy natomiast mieli chęć przypodobania się kierownictwu Centrali. Jeden Srakuła został poinstruowany co do sposobu rozegrania klasycznego już tricku pod nazwą "siedmiominutowe dziesięć minut" i spisał się na piątkę. Naturalnie, wobec przecedzenia informacji przez partyjne sitko, nie wszystko dało się przewidzieć i nowe ruchome uzębienie Narwala miało pozostać tego faktu symbolem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadszedł moment, kiedy niecierpliwa fizjologia zaczęła chylić zebranie ku końcowi. Amam została zaniesiona do sypialni już wcześniej, a pozostali jęli chaotycznie drzemać albo domagać się świeżego rosołku. Mikołaj najpierw wyniósł z kuchni swój sok z czarnej rzodkwi i szczawiu, a kiedy z łazienki dobiegł odgłos spuszczanej wody, Rewolucja poleciała zawiadamiać Amam, że może wstawać. Aby za chwilę przybiec z powrotem, ścigana przez różne kapcie, wśród których wyróżniały się Rebekowe, z różowymi puszkami, rozmiar 44.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jutro jak zwykle, Nadieżda – podeszłam do klatki.&lt;br /&gt;- Ciao – pierwszy raz w życiu powiedział Lew Dawidowicz.&lt;br /&gt;- Męczący był dzionek – podsumowała papuga. – Niech mi nikt nie wspomina tego Srakuły. Byłabym przez niego parę razy odzyskała mowę.&lt;br /&gt;- A właściwie dlaczego udawałaś niemą?&lt;br /&gt;- Wczoraj przegrałam z Hakiem zakład. Nie wierzyłam, że w ciągu pół godziny zje kilo makaronu z sosem pomidorowym, wypije z płaskiego talerza ...&lt;br /&gt;- Nadia, młodzież popsujesz – ofuknął ją emisariusz. – Ale Hak &lt;em&gt;maładiec&lt;/em&gt;, zjazdł, wypił i nie rzygał.&lt;br /&gt;A więc nie chodziło o politykę. Parsknęłam na głos i stwierdziłam rozbawienie dzioba. Tym razem dyskretne i kontrolowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To co, Bazyl, idziemy sprawdzić, co Cycek ma w misce? – zaryzykowałam, z taktem poniżej przeciętnej.&lt;br /&gt;Bazyl umieścił się przed drzwiami, udając, że nie zrozumiał. A za drzwiami, opuszczał się ze mną rytmicznie, ze schodka na schodek i pomyślałam, że trochę go to kosztowało. Bo też czy ktokolwiek widział kota starannie naśladującego kanciasty i szorstki sposób poruszania się dwunogów w botkach na obcasie?&lt;br /&gt;- Zmykaj, Bazyl, bo zimno – powiedziałam w środku podwórza, tam gdzie parę godzin wcześniej miał miejsce pewien spektakl.&lt;br /&gt;A kiedy to sobie uświadomiłam, nadeszło z naprzeciwka jego żywe wspomnienie. Z pochyloną głową, machając torebką, przeszła obok nas Tęgodubska. Tak blisko, że Bazyl musiał uskoczyć.&lt;br /&gt;- Dobry wieczór, pani Tęgodubska – zawołałam, tym razem bez przesadnej dbałości o spółgłoski.&lt;br /&gt;- Dobry wieczór! – dobiegło jednak zza oddalającej się, znanej z silnego głosu lokatorki.&lt;br /&gt;Bazyl otrząsnął się, trochę po psiemu, i porozumiał ze mną wzrokiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja uwaga na temat zimna, skierowana do kogoś o futrze tak wysokiej jakości, jak futro Bazyla, została bez wątpienia odnotowana. Natomiast ze strony Bazyla dobiegły do mnie dwa telepatyczne komunikaty. Pierwszy - że "to nie jego, a moje okrycie jest niedostosowane do większych chłodów" i drugi - że, "abym mogła rozgrzać się herbatą z cytryną lub szklanką soku z czarnej rzodkwi i szczawiu, w wersji zmodyfikowanej przez Haka, to muszę uprzednio znaleźć się w domu".&lt;br /&gt;Oboje wzięliśmy sobie do serca wzajemne rady. &lt;br /&gt;I wiem, że potem, kiedy już każde z nas znalazło się pod swoim dachem, pomyślało o drugim. &lt;br /&gt;A za siebie nawet gwarantuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Władysława&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-5072314373995192141?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5072314373995192141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/5072314373995192141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/02/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-174.html' title='Z frontu walki z reakcją i Redakcją  (174), 6 luty 2010'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5740517260599461968.post-4140616773305623446</id><published>2010-01-15T21:41:00.097+01:00</published><updated>2010-01-18T10:36:43.439+01:00</updated><title type='text'>WSBN ciąg dalszy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1DS8QLTMGI/AAAAAAAAABg/U0peHwKnWHM/s1600-h/Nadiezda.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" ps="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1DS8QLTMGI/AAAAAAAAABg/U0peHwKnWHM/s400/Nadiezda.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Koncepcja terapeutyczna dr. Fciaka polega na umieszczeniu "pacjenta" w wirtualnym szpitalu, który jest zarazem Komórką Rewolucyjną, podlegającą bezpośrednio Centrali. Ta z kolei podlega Centrali Central, z siedzibą w Nowym Jorku. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Komórką Rewolucyjną, nazywaną czasami "Na wysokim piętrze", kieruje emisariusz Lew Dawidowicz Zylbersztajnow. Niewiele o nim wiadomo - któregoś dnia pojawił się w Komórce, z papugą na ramieniu, klatką w jednym ręku i walizeczką w drugim. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Lew Dawidowicz dał mi kiedyś do zrozumienia, że swoją rewolucyjną młodość spędził w Meksyku z Lwem Dawidowiczem Bronsztajnem, ksywa Trocki. Kres jego młodości położył cios pewnego żelastwa. Cios ten sam, który przeciął nić życia Trockiego. Wiek dojrzały emisariusza charakteryzował się przeróżnymi, starannie ukrywanymi wątpliwościami, a jego wiek emerytalny cechuje zupełny brak złudzeń. W głębi duszy emisariusz jest porządnym człowiekiem, nie ukrywającym zbytnio obrzydzenia wobec działających w Komórce rewolucjonistów i szczerej przyjaźni wobec papugi Nadieżdy, osobowości numer 2 (a może nawet numer 1) w Komórce.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Dodam, że ja sama darzę Nadieżdę ogromną i zdecydowanie wzajemną sympatią. Pełne nazwisko papugi brzmi Nadieżda Igorowna Orinoko, a jej ojciec, Igor Amazonicz, przebywając w biurze autora powiedzonka o "zaplutym karle reakcji", &lt;em&gt;wypowiedział się swobodnie&lt;/em&gt; - za co ukarano go śmiercią przez otwarcie klatki i wpuszczenie do biura kota Fiedii.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Obsada Komórki jest płynna, ale istnieją duże szanse na to, że co najmniej Rebek (postępowy reżyser filmowy), Hak (wielki amator wspomnień z czasów Pierwszej Konnej i Czeka, o języku z lekka niesalonowym), JoJo (nadkomisarz, specjalizujący się w tropieniu antysemityzmu), Mikołaj (niechętny Kościołowi Katolickiegmu, wojujący protestant, wegeterianin oraz, co gorsza, abstynent), Amam (agentka sławnego wywiadu M. ciiiicho sza), oraz Libero (liberał, wolnomyśliciel i wolnomularz, zwolennik ostentacyjnego&amp;nbsp;luksusu) pozostaną nadzieją światowej rewolucji i ozdobą moich kronik.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: left;"&gt;Ze stosunku emisariusza do Nadieżdy i półsłówek papugi wynika, że pomogła mu kiedyś, kiedy byli trockiści przeżywali ciężkie chwile (jeśli w ogóle "przeżywali") i że Zylbersztajnow zadbał o umieszczenie w bezpiecznym miejscu paru dokumentów, co mu gwarantuje bezpieczeństwo i skromną emeryturę. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Można ponadto zauważyć, że prawosławie matki Lwa Dawidowicza gra coraz większą, choć dyskretną rolę w jego życiu. O jej pochodzeniu dowiedzieliśmy się dzięki scenie, przedstawionej w jednym z pierwszych raportów "Z frontu...":&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- A mamusi jak było? - zapytało babsko. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Tierieszkowa, Jekatierina Wasiliewna - odpowiedział emisariusz i wyciągnął pustą szklankę w moją stronę. - Nalej kochana, bo dostanę wiatrów od buraczków.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Nie do pominięcia w niniejszym zarysie historycznym wydaje się działalność konkurencyjnej Komórki Rewolucyjnej, kierowanej przez niejakiego Szapirowa, Lwa Mojsiejewicza, postać, łagodnie mówiąc, nieciekawą. Komórka ta nosi w rewolucyjnym żargonie nazwę Sekcji Kynologicznej. Nazwę zasłużoną w tym sensie, że w miarę upływu czasu stała się przytułkiem elementów do cna pozbawionych ludzkich uczuć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypadałoby jeszcze poświęcić parę słów trzem postaciom:&lt;br /&gt;Pierwsza z nich, to red. Sobakiewicz. Aby przybliżyć jego profil, przytoczę kilka fragmentów dawnych raportów: &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Redaktor Sobakiewicz z Gazety Wyborczej - przedstawił się. - Z emisariuszem o nazwisku Zilbersteen chciałbym.&lt;br /&gt;- Co byście z nim chcieli? - wycedził Lew Dawidowicz, któremu przerwano zajęcie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- A, to wy, Zilbersteen? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Zylbersztajnow. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Oh, sorry, siedziałem w ONZ w Nowym Jorku i przesiąkłem. Teraz wróciłem z ramienia Fundacji Batorego, Fundacji Schumana, Fundacji Praw Człowieka i Fundacji Kobiecej. Centrala mianowała mnie pełnomocnikiem do spraw tolerancji. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;-&amp;nbsp;A coście robili w ONZ? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Byłem pełnomocnikiem do spraw tolerancji. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Jasne, że z takim nazwiskiem i zdolnościami musieliście awansować - odezwała się Nadieżda. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Jakoś tak się złożyło. W jednostce zwierzchniej mogę z siebie dać więcej - złożył się w uśmiechach Sobakiewicz. Po czym obejrzał się i rozeksklamował - O, papużka co gada. Drogoście płacili? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- W spadku ją mamy - odpowiedział emisariusz i zmienił temat - A ty abstynent nie gap się. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Mikołaj wziął się za nalewanie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Nie odmówię paru kropel - spostrzegł się redaktor - Ale ja, proszę państwa, jestem tu głównie w związku z Paradą Równości. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Sobakiewicz wyjął na kanapę zawartość czarnej torby i zrobiło się kolorowo. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Widzę, że redaktor krzaki przeszukał po ubiegłorocznej Schwanzparade w Berlinie - zaryzykowała papuga. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Niezupełnie - nie obraził się Sobakiewicz. - Centrala ma zwyczaj odbierać uniformy po pochodzie. A na razie prosi o przymiarkę. Przeczytam teraz z listy: (1) Zilbersteen - czarny skórzany string, czarna skórzana czapka i pejcz z imitacji. (2) Mikołaj - Błękitne japonki i różowa tunika z tiulu. Bez dołu. Trzeba będzie przedłużyć tunikę i zdepilować do japonek. (3) JoJo - niebieskie szorty w białe gwiazdki i biały T-shirt w niebieskie gwiazdki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Drugą, wartą przedstawienia postacią, jest lektor Puffel (z grubsza biorąc, kobieta). Oto jej &lt;em&gt;patchworkowa&lt;/em&gt; charakterystyka:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Zylbersztajnow, to który? - zapytał kurduplowaty osobnik, otwierając czarną teczkę. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Przeważnie ten naprzeciw - odpowiedziała raczej agresywnie Nadieżda. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Niech siada i przeczyta - warknął sznapsbarytonem przybysz, rozpiął marynarkę i zaczął się drapać pod krawatem. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Zostawcie to. Później przeczytam - wykazał obojętność emisariusz, ale na wszelki wypadek sięgnął po okulary. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- To pilne. Pozwolicie usiąść? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Siadaj pan. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Pani - poprawił osobnik. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Trudno było zgadnąć. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Jestem lektorem. Puffel moje nazwisko. - uzupełnił. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Będziemy mieli szkolenie dzisiaj - obwieścił Lew Dawidowicz. - Z praw człowieka i torela ... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Tolerancji - szczeknęło w gardle lektorki. I zagrzechotało na stole. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- To orzeszki. Funduje Centrala. Dla skupienia. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- A dlaczego w papierze, a nie pod folią i w próżni? - zainteresował się JoJo. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Zostało z różnych zebrań. Precz z martnotrastwem. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Mikołaj wyrzucił na popielniczkę beżowe bobki, które miał już w rękach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;(…) Lektor przeniosła się do okna. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Ujdzie tu i widok ładny. Kto posadził na dole te tulipanie, siostrki i lwiczepaszcze? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Same się posadziły, z wyjątkiem paszczy, które posadził lew - odpowiedziała Nadieżda, która jako pierwsza zrozumiała, że chodziło o tulipany, bratki i lwiepaszcze. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Zamknij paszczę, bo ci naszczę, jak powiadają - spróbowała ocieplić atmosferę lektor. Bez najmniejszej reakcji na wdzięczne spojrzenie Haka. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Towarzyszka napije się nektaru? - zapytał sucho Lew Dawidowicz. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- To już lepiej mówcie mi "Wy". Takie czasy. A nektaru z chęcią.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Trzecią wreszcie postacią jest Hilaria Brodawka, wymagająca piękność i amatorka in vitro (w wykonaniu ginekologa Szczywąsa z pierwszego piętra):&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Czy ktoś mógłby mi nalać w ramach ostatniego życzenia? - poprosiła Brodawka. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Jak skazana ma na imię? - wyciągnął notes Jojo. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Hilaria. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- To jest takie imię? - zawiesił długopis nadkomisarz. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Zdrobnienie od Hilary - wyjaśniła Brodawka. - Zmieniłam imię po awanturze Billa z Moniką. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- A przedtem? - uruchomił długopis Jojo. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Eugenia - zeznała bez oporu Hilaria. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- A to jest pan Yoruba - przedstawił Afrykańczyka i bramkarza z Waikiki emisariusz. - Proszę usiąść na śniegu, a on pani poderżnie gardło. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- 200 Euro najpierw - wyciągnął rękę Yoruba. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Po udanej egzekucji - wręczył mu nóż Libero. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- OK, ale najpierw zgwałcę - przyjrzał się Hilarii Yoruba. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Zgoda - zerwała się ze śniegu Brodawka. - Ale u mnie. Tu nie pozwolę.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;(...) Na podwórzu zatrzymałam się, aby wymienić z Bazylem parę uprzejmości, kiedy nastąpiło, co miało nastąpić: z klatki ostatecznie wyłonił się Yoruba, a jednocześnie, na piętrze nad Komórką, otworzyło się okno. W oknie ukazała się całkowicie żywa Hilaria i wykonała coś w rodzaju wojskowego salutu. Na co Yoruba tylko stęknął i opuścił podwórze. Po linii prostej i bez odpowiedzi.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;No, teraz Czytelnik nie będzie już mógł się uskarżać na informacyjną oschłość blogu - prolegomena do nowej serii raportów zostały sformułowane i zapisane. Z największą możliwą starannością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Władysława&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5740517260599461968-4140616773305623446?l=wladawsbn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/4140616773305623446'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5740517260599461968/posts/default/4140616773305623446'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wladawsbn.blogspot.com/2010/01/wsbn-historia.html' title='WSBN ciąg dalszy'/><author><name>Władysława</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05209276868391462907</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='13' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1JOIYQrKuI/AAAAAAAAACI/kIgR9PYiUJ4/S220/Wladyslawa+(Klimt).jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_o4T2kekAJoQ/S1DS8QLTMGI/AAAAAAAAABg/U0peHwKnWHM/s72-c/Nadiezda.jpg' height='72' width='72'/></entry></feed>
